czwartek, 14 sierpnia 2014

Rozdział VIII



Rozdział VIII


Perspektywa Rose

Kiedy Lucas wyszedł ja znalazłam się w salonie. Popatrzyłam na kieliszek, który mi został. Wzięłam go w dłoń i szybkim ruchem przechyliłam naczynie. Odstawiłam lampkę i położyłam się na sofie. Nagle zgasła żarówka w żyrandolu, więc postanowiłam ją wymienić. Wyjęłam z szuflady nową i wspięłam się na stół, chwilę później świat zaczął mi wirować, słyszałam jakieś uderzenia, ale nie mogłam się ruszyć, wszystko na co patrzyłam sprawiało mi fizyczny ból. Próbowałam zejść ze stołu, ale straciłam równowagę i spadłam na podłogę, mocno uderzając biodrem o kant pobliskiego regału. Potem nie pamiętam niczego co się działo, przed zamknięciem oczu mignęła mi tylko czyjaś czerwona koszulka, a dalej ciemność...

* Trzy godziny później *

Uchyliłam powieki choć były bardzo ciężkie, lecz zaraz z powrotem je zamknęłam gdyż poraziły mnie promienie słoneczne. Nagle usłyszałam dźwięk spuszczanych rolet, widocznie ktoś zauważył moje niezadowolenie po przez grymas na twarzy. W ogóle bałam się nawet myśleć jak teraz wyglądam. Po dłużej chwili uświadomiłam sobie gdzie jestem, mimo, że oczy otworzyłam tylko raz. Dom Zayna. Skąd wiem? Czuję jego zapach to raz, a dwa nikt nie ma tak wygodnego łóżka jak on. Sekundę, może dwie potem poczułam mały pocałunek na czole, co sprawiło, że natychmiast otworzyłam oczy. Przede mną widniała jak zwykle perfekcyjna twarz Malika. Zobaczyłam również czerwoną koszulkę, którą pamiętam z wczoraj. Chwilę na mnie patrzył, aż w końcu postanowiłam się odezwać.
- Ile spałam? - zapytałam tak osłabionym głosem, że sama się przeraziłam.
- Cztery godziny. - odpowiedział chłodno. Miłe powitanie, nie ma co. - Pamiętasz coś z wczoraj? - zapytał.
- Emm tylko, nowego sąsiada Lucasa, butelkę, no może dwie wina, spaloną żarówkę, i twoją koszulkę. - powiedziałam patrząc na jego ubranie. Czarne lekko węższe spodnie i zwykła czerwona koszulka w serek. Włosy jak zawsze perfekcyjnie ułożone do góry. Co jak co, ale jego włosy, są naprawdę cudowne. Alex! O czym ty myślisz! Skarciłam się w myślach. Jednak on całkowicie zignorował to co mówiłam, oprócz wzmianki o Lucasie. W tym momencie jego źrenice powiększyły się tak jakby coś brał.
- Jak to NOWY sąsiad?! - zapytał, o ile można to nazwać pytaniem.
- Normalnie, Lucas Taylor. Wczoraj przyszedł się przywitać bardzo miły. - uśmiechnęłam się.
- Kurwa Rose! W coś ty się wpakowała!? - krzyknął. - A może to ja...- mruknął pod nosem, ale ja mimo to usłyszałam i nie byłam zachwycona.
- W co się miałam niby wpakować?! Co ty? Wyjaśnisz mi może? - rozdrażniłam się. Ten tylko chodził w kółko po pokoju, aż nagle się zatrzymał i spojrzał prosto w moje oczy. Wiedziałam, że obmyśla plan, grając ze mną na czas. Postanowiłam jeszcze trochę poczekać aż jego emocje opadną.
- Rosie...- mówiłam żeby tak do mnie nie mówił. - musisz się pakować. Chwila co? On robi sobie ze mnie żarty?
- Zayn o czym ty mówisz do cholery?! - krzyknęłam i szybko wstałam z łóżka, co nie było dobrym pomysłem, gdyż zachwiałam się i wpadłam prosto na niego. Złapał mnie za bok, na co syknęłam z bólu. On bezwstydnie podniósł moją koszulkę, a jego szczęka zacisnęła się.
- Co to ma być?! Kto ci to zrobił?! - krzyczał wskazując na ogromnego siniaka. Tak bardzo nie lubię kiedy krzyczy.
- Nikt! Uspokój się. Musiałam to zrobić kiedy spadłam ze stołu. Pamiętam, że po tej ostatniej lampce źle się poczułam. - skrzywiłam się.
- Bo byłaś naćpana i pijana. - warknął. Przecież nic nie brałam!
- Co? Chyba oszalałeś, nie byłam naćpana!
- Ależ byłaś i nawet wiem dzięki komu. Twój kochany sąsiad wsypał ci to do kieliszka. Rose, jesteś taka...- nie dokończył.
- Naiwna i głupia? Już gdzieś to słyszałam. - warknęłam i wyplątałam się z jego uścisku. Idąc prosto do łazienki, zamykając się. Przemyłam twarz wodą i popatrzyłam w lustro. Wiem co muszę zrobić, tak będzie dla mnie najlepiej. Nagle usłyszałam pukanie do drzwi. Otworzyłam je i wyszłam, ale na drodze stanął mi Zayn.
- Nie chciałem tego powiedzieć, więc nie mam cię za co przepraszać jasne? - w odpowiedzi tylko prychnęłam.
- Niczego od ciebie nie oczekuje. No może poza jednym. Zniknij w końcu z mojego życia, nie potrzebuję cię, świetnie dawałam sobie radę, bez ciebie. Jutro zakończenie roku, więc i zakończmy naszą znajomość. Nie obchodzi mnie żaden Lucas, jak będzie taka potrzeba to go zabiję, nie musisz się fałszywie martwić i tak ci nie dam. Żegnaj Zayn. - powiedziałam po czym ruszyłam w stronę wyjścia, zdziwiło mnie tylko to, że nawet nie próbował mnie zatrzymać.
- Będziesz tego żałowała Rosie.
- Ja niczego nie żałuję. - wyszłam. I mam w planach nigdy tam nie wracać. No właśnie. Plany zawsze mogą ulec zmianom, ale postaram się ich nie zmieniać w najbliższym czasie. Co ja mówię?! Na zawsze! Dość Malika...na zawsze...Wyszłam z jego domu, i popędziłam prosto do sklepu, po papierosy. Kupiłam paczkę i z kieszeni, JEGO kurtki, którą pomyliłam nie mam pojęcia jakim cudem to zrobiłam, wyjęłam okulary, sądzę, że też są jego. Nagle mocnej zawiał wiatr, a ja automatycznie mocnej otuliłam się materiałem. Szłam uliczkami, które pełne były kwiatów. Jak na lato, dziś jest bardzo zimno, ale w końcu to Londyn. Zastanawiałam się dalej nad tym wszystkim, a szczególnie o jego walce. Na pewno na nią przyjdę, przecież ustaliłam to zanim go poznałam tak? Muszę dowiedzieć się kiedy mam kolejny wyścig, pora się od stresować. Wyciągnęłam komórkę i wybrałam numer do Marca, odebrał już po kilku sygnałach.
- Rose?
- Tak, cześć Mark, powiedz mi kiedy mamy w planach jakiś wyścig? - zapytałam.
- W najbliższy piątek, ale przecież ci mówiłem. - odpowiedział.
- Oh naprawdę? Musiałam nie usłyszeć, no a co z autkiem? - zapytałam.
- Wszystko jest gotowe, tylko dekoracja nam została. - zaśmiał się.
- To się cieszę, dzięki i do zobaczenia na torze. - zawtórowałam mu.
- No jasne, papa. - rozłączył się.
Uśmiechnięta, schowałam telefon do kieszeni i chwilę później byłam już w domu. Na klamce były trzy listy. Dwa jakieś rachunki, jeden bez nadawcy. Czyli jakieś zaproszenie, specjalnie dla mnie. Zaśmiałam się w duchu. Otworzyłam czarną kopertę i zaczęłam czytać. Z tego papieru wynikało, że zaproszono mnie na wyścigi, ale motocykli. Właściwie to jeszcze nigdy nie miałam okazji. Chodziło o to, że kierowcy, dostają swoje partnerki, które mają z nimi się ścigać, oczywiście na jednym motocyklu. Wyglądało bardzo interesująco, dlatego też od razu napisałam sms-a z zapewnieniem przybycia. Następnie postanowiłam ogarnąć trochę w domu. Posprzątałam salon, łazienkę, kuchnię i wszystko dokładnie odkurzyłam. Kiedy skończyłam ktoś zapukał do drzwi. Podeszłam do drzwi, otworzyłam i zaraz je zamknęłam, lecz przeszkodził mi w tym czyjś but. Popatrzyłam z pod byka na Lucasa.
- Czego chcesz? Nie jestem w nastroju do sąsiedzkich pogaduszek. - warknęłam. Jego oczy mocno pociemniały jednak starał się zachować spokój.
- Dobrze, w takim razie przepraszam, wpadnę innym razem. - odsunął się i odszedł. Zamknęłam drzwi w osłupieniu. W życiu nie spodziewałam się, że tak po prostu odpuści, w końcu Zayn mówił, że to niebezpieczny typ, ale jeśli ja będę słuchała się Zayna to na pewno daleko zajdę. Wróciłam do kuchni i zabrałam się za robienie kawy, po kilku minutach rozkoszowałam się jej smakiem, zastanawiając się nad jutrzejszym dniem, skończę szkołę i będę wolna...zaśmiałam się w myślach. Rosie, ty zawsze jesteś wolna. Po wypiciu pysznego płynu poszłam do łazienki i wzięłam długą kąpiel, zaraz potem udałam się do krainy Morfeusza.

Perspektywa Zayna


Obudziły mnie te cholerne promienie tego jebanego słońca. Od razu wiedziałem, że mam fatalny humor i bez kija nie podchodź. Nie wiem czy spowodowane to wczorajszym " układem " z Rose czy może zmęczeniem. Stawiam na to drugie, rzecz jasna. Gwarantuje, że beze mnie sobie nie poradzi, prędzej czy później Lucas ją zabije, właściwie to przeze mnie. Cholera! Czyli to wszystko moja wina?! Po co w ogóle się nią zainteresowałem? A no tak spodobał mi się jej sposób bycia. To jak jest pewna siebie, jak marszczy brwi, to jak się uśmiecha, wścieka, jest zdenerwowana, próbuje być silniejsza niż jest naprawdę... Pierdolnij się Zayn! O czym ty myślisz? Jak tak dalej pójdzie to nie sądzę, żebyś to ty bez niej wytrzymał niżeli ona bez ciebie. Odezwał się głos w mojej głowie, który miałem ochotę zmieszać z ziemią. Wstałem z łóżka, udając się do pod prysznic. Po dziesięciu minutach byłem już gotowy do wyjścia. Poprawiłem jeszcze włosy, zabrałem kluczyki, dokumenty, telefon i wyszedłem zamykając drzwi. Z racji tego, że było jeszcze rano ominąłem korki i już po pięciu minutach byłem pod szkołą. Zaparkowałem, ale postanowiłem poczekać jeszcze trochę między innymi na Jake. Chwilę później na parkingu pojawiła się Rose. Samochód postawiła naprzeciw mojego, w między czasie rozmawiając przez telefon, obserwowałem jej każdy ruch. Kiedy wysiadła, ktoś zagwizdał na jej widok. Nie powiem żeby mnie to zdziwiło, ale mimo to wkurzyło. Bardzo. Niespodziewanie zaczęła się donośnie śmiać wciąż rozmawiając przez telefon. Podnosząc głowę, jej wzrok napotkał mój, z całych sił starałem się by wyglądać obojętnie i chyba mi się to udało. Ona zaś szybko zabrała ze mnie swój wzrok i popędziła w kierunku wejścia do budynku. Minutę później przyjechał Jake i razem poszliśmy na sale. Po dziesięciu minutach wszyscy byli już w pomieszczeniu, a dyrektor zaczął swoje jakże interesujące przemówienie. Po godzinie stania w tej głupiej sali i przekładania z nogi na nogę dostaliśmy świadectwa i mogliśmy wyjść, jako jak to określił pan dyrektor " dorośli ludzie " ciekawe, naprawdę. Razem Jakiem staliśmy na parkingu, oparci o swoje auta. Obgadywaliśmy szczegóły dzisiejszego wieczoru.
- No stary jak tam nastrój? - zagadał Jake.
- Dobrze wiesz, że i tak wygram więc nie ma się czym przejmować. - zaśmiałem się, byłem pewien wygranej choćbym miał umrzeć.
- Nie chcę cię denerwować, ale słyszałem, że ta walka jest ustawiona...- nie, no co on pieprzy?
- Przestań pierdolić, obaj wiemy, że nic się nie stanie, wszytko będzie tak jak zakładałem, przez ostatni tydzień dałem sobie nieźle popalić więc chyba nie poszło to na marne? - warknąłem z rozdrażnieniem. Nic nie może się stać. Powtarzałem w myślach jak mantrę.
- To co o dwudziestej na ringu? - zapytał.
- Nie mogę się doczekać.- zaśmiałem się i odwróciłem by wsiąść do samochodu i kątem oka zobaczyłem, że Rose przysłuchuje się rozmowie, jednak kiedy nasz wzrok się spotkał szybko się odwróciła. Sama tego chciałaś Rosie...spokoju ode mnie, to będziesz go miała. Chyba sam w to nie wierzysz Zayn...
                                                                                    
   







Proszę o chociaż parę komentarzy, naprawdę będę wdzięczna, a rozdziały będą pojawiały się częściej. :)
Buziaki dla wszystkich którzy czytają, a osobę która skomentowała kocham! :* ^^ 
/ R.

                                                                                   

środa, 6 sierpnia 2014

Rozdział VII



Rozdział VII



Perspektywa Rose

Obudziłam się na wielkim łóżku, które należało oczywiście do Zayna. Problem w tym, że wydaje mi się, że za często się z nim spotykam. Zawsze obiecywałam sobie, aby być silną i nie dawać się zwieść, ale z drugiej strony on nic mi nie zrobił, wręcz przeciwnie jest dla mnie dobry. Nadal obserwuję sytuację jeśli chodzi o walkę, kiedy o tym myślę, dziwne uczucie rodzi się w moim brzuchu, coś jak strach, przecież nigdy go nie czułam, choć ostatnio chyba chce mnie poznać. Sama nie wiem jak postąpić, obecna ja, każe mi uciec od niego jak najdalej, ale tamta dawna Alex, chce przy nim być. Kończąc swoje rozmyślania, które prowadziły do wspomnień zupełnie niepotrzebnych, zeszłam na dół. Nie zauważyłam nawet, że na sobie mam jego koszulkę, chwila on mnie przebrał..? Pierwszy raz od dawna poczułam się skrępowana, tym co zobaczył. Wchodząc do kuchni zobaczyłam Malika stojącego przy kuchence, a obok Louisa mieszającego coś w misce. Widząc tego drugiego, krew zaczęła we mnie buzować. Podeszłam do niego i szarpnęłam za bluzkę, odwrócił się natychmiast, tak jak mulat, nawet się nim nie przejęłam. Moja dłoń automatycznie chciała się spotkać z jego policzkiem, ale on był szybszy i mocno, bardzo mocno złapał za nadgarstek.
- Nie radzę. - warknął, a mnie to jeszcze bardziej rozzłościło, wspominałam, że jestem okropnie nerwowa?
- Puść mnie.- podkreśliłam każe słowo. Ten w odpowiedzi tylko się zaśmiał, kątem oka spojrzałam na Zayna i widziałam, że już otwierał usta.
- Skoro tak wolisz. - powiedziałam, z cwanym uśmiechem, po czym szybko kopnęłam go z kolanka w męskość, szybko mnie puścił i zgiął się w pół. Wykorzystałam moment, aby pobiec na górę i przebrać się w swoje ubrania. Byłam już w sypialni i akurat zdejmowałam koszulkę a do pokoju wparował wściekły Malik, jednak kiedy mnie zobaczył w samej bieliźnie lekko go przyćmiło, nie dając mu tej satysfakcji szybko założyłam swoją sukienkę i rękoma przeczesałam włosy. Czułam, że byłam w wielkiej furii, w końcu słowa Demi miały ogromną moc. Chciałam wyjść z pomieszczenia jednak on mi przeszkodził.
- Mogę wiedzieć co ty odpierdalasz? - krzyknął. - Lou to mój przyjaciel do cholery!
- Który pieprzył moją byłą przyjaciółkę. - wiedziałam, że to na pewno się wydarzyło, a nie pominęłam też faktu, że ona już nią nie jest.
- To cię aż tak zdenerwowało? Oh proszę cię, skoro sama tego chciała. - powiedział widocznie poirytowany. Podeszłam do niego maksymalnie blisko i powiedziałam mu prawie w usta.
- Posłuchaj mnie. - warknęłam. - Ona została zgwałcona, myślisz, że byłaby chętna całkiem na trzeźwo? - popatrzyłam mu głęboko w oczy,  ale był nieugięty, nie dał mi nic wyczytać. Wiedziałam, że teraz rozważa co ma powiedzieć. - I teraz już chyba wiesz dlaczego się zdenerwowałam. - dodałam.
- Na pewno on o tym nie wie. - odpowiedział.
- A ty byś się chwalił?! Przez cztery lata się nią opiekowałam! Cztery lata rozumiesz!? A ona teraz jak gdyby nigdy nic odstawia takie coś. Widocznie nigdy naprawdę jej nie poznałam. - podkreśliłam czas przeszły. Patrzył, tylko patrzył. Szkoda, że sekundę później powiedział coś czego nie powinien.
- Widocznie ludzie się zmieniają, a ty jesteś zbyt naiwna Rosie. - odparł, głęboko patrząc mi w oczy i twardo mówiąc słowa.
- Nie nazywaj mnie tak. - warknęłam. - Przecież mnie nie znasz.
- Wiem o tobie więcej niż ci się wydaje. - - zaśmiałam się żałośnie
- Szkoda tylko, że nie ma w tym żadnej prawdy...- zakończyłam wymianę zdań i wyszłam. Na drodze stanął mi jeszcze Louis. Postanowiłam dokończyć to co zaczęłam. Zatrzymałam się tuż przed nim.
- Nie jest już moją przyjaciółką, ale...- zawahałam się. - nie rób nic głupiego. - rzuciłam patrząc na niego i praktycznie wybiegłam z domu, mocno, bardzo mocno trzaskając drzwiami. Jakieś piętnaście minut później byłam już pod moim domem. Całą drogę rozmyślałam nad tym jak to się stało, że jeszcze wczoraj Zayn był dla mnie taki ciepły i opiekuńczy, a dziś? Może moje zachowanie go tak sprowokowało? No tak nie zapominajmy, że to zawsze we mnie jest problem. Męczy mnie taka sytuacja, za bardzo się do niego przyzwyczaiłam, to jest pewne. Muszę z tym skończyć zanim naprawdę uzależnię się od jego pocałunków i niego samego. A może ja tak naprawdę tego potrzebuję? Odrobiny ciepła i poczucia bezpieczeństwa? Właściwie to nigdy nie byłam na kogoś ważna...Nie chcą doprowadzić się do stanu rozpaczy, postanowiłam napić się lampki wina i poczytać książkę. Ruszyłam do barku i wyjęłam butelkę czerwonego wina i wzięłam pierwszą lepszą książkę z pułki. Okazała być się kryminałem, dlatego też bardzo mnie zaciekawiła. Po godzinie książka została przeczytana, a butelka wypita. Wiedziałam, że następnego dnia będę się źle czuła, wręcz umierała, ale w tamtym momencie nie obchodziło mnie to ani trochę. Niespodziewanie zadzwonił dzwonek do drzwi. Chwiejnym krokiem poszłam je otworzyć. Nie przyglądałam się nawet kto to taki, tylko po prostu otworzyłam drzwi. Przede mną stał naprawdę przystojny mężczyzna.
- Dobry wieczór, jestem Lucas....-


Perspektywa Lucasa

Stałem pod tym jej głupim domem i dokładnie obserwowałem jej każdy ruch. Z tego co mi się wydawało była pijana, dlatego teraz był najlepszy moment, na odwiedziny. Wyszedłem z samochodu i ruszyłem prosto do drzwi, rozglądając się jeszcze czy nikt mnie nie obserwuje. Kiedy zlustrowałem teren, przycisnąłem dzwonek do drzwi, a chwilę później moim oczom ukazała się śliczna brunetka. Wiem, że Malik zawsze szuka tego co porządne, ale ona mu się udała, muszę to przyznać. Nie czekając postanowiłem się przedstawić.
- Dobry wieczór,  jestem Lucas Taylor właśnie wprowadziłem się tuż obok i chciałem się przywitać. - wysiliłem się na najszczerszy uśmiech, choć naprawdę ciężko mi to przychodziło.
- Miło mi jestem Rose.
 Dziewczyna tylko się uśmiechnęła i gestem ręki zaprosiła do środka.
- Więc Lucas skąd pochodzisz? - zapytała całkiem trzeźwo. co bardzo mnie zdziwiło.
- Urodziłem się w Hiszpanii, ale od roku mieszkam tu w Londynie, a wczoraj przeprowadziłem się tutaj. - odpowiedziałem grzecznie.
- Emm... przepraszam za to pytanie, ale ile masz lat? - zapytała. Oj skarbie będziesz moja.
- Dwadzieścia. - zaśmiałem się. - A dla czego pytasz?
- Z ciekawości, jesteś cholernie przystojny. - powiedziała i zaczęła maksymalnie się przybliżać. Wiedziałem na co ma ochotę, ale musiałem zostawić to na później, inaczej cały mój plan poszedłby w błoto. Rose zaczęła składać pocałunki na mojej szyi doprowadzając mnie do obłędu, ale musiałem się powstrzymać.
- Rose, co ty robisz? - próbowałem zachować spokój.
- Oh, przepraszam nie wiem co we mnie wstąpiło. - wyglądała jakby właśnie ktoś jej otrzeźwił umysł.
- Nic się nie stało, to pewnie przez to - wskazałem na pustą butelkę wina.
- Tak, wiesz przepraszam cię, zaraz wrócę. - powiedziała po czym poszła jak mi się wydawało do toalety. Jest naprawdę niezłą kretynką, skoro zostawia zupełnie obcą osobę samą w pomieszczeniu. No ale cóż, nie czekając długo wyjąłem torebeczkę z narkotykami i wsypałem proszek do jeszcze pełnej lampki wina, którą zapewne dopije. Sekundę później drzwi się otworzyły i wyłoniła się z nich dziewczyna. Nie wyglądała najlepiej, może to wino? Nie przejmując się tym za bardzo, postanowiłem iść już do domu.
- Rosie, chyba źle się czujesz, może ja już pójdę. - powiedziałem.
- Tak, chyba przesadziłam z tą butelką. To dobranoc i do zobaczenia. - uśmiechnęła się.
- To na pewno. - puściłem jej oczko i zaśmiałem się w myślach z sytuacji w jakiej może się znaleźć. Wychodząc z domu, przez przypadek mignął mi samochód jak mi się wydawało Malika, jednak przejechał od dalej. Sekundę później cofnął się i wtedy wiedziałem, że zauważył właśnie mnie. Po chwili był już obok mnie, lecz ja w tym czasie zdążyłem wsiąść do samochodu i odjechać z piskiem opon, posłałem mu jeszcze szyderczy uśmiech i wróciłem do domu. Chyba mam nowy cel w życiu. Rose...

Perspektywa Zayna

Po tym jak pokłóciłem się z Rose od razu pojechałem na siłownię, tak jak sobie obiecywałem. Jakieś dwadzieścia minut po szesnastej byłem już na sali. Całe dwie i pół godziny poświęcałem się treningowi co nie znaczy, że nie myślałem o niej. Zastanawiałem się dlaczego w ogóle wpakowałem się w...takie coś. Bo przecież nie można nazwać tego przyjaźnią, a co dopiero związkiem! O tym, że jestem dupkiem wiem, o tym, że jestem agresywny wiem, o tym, że jestem niebezpieczny wiem! I przecież wszyscy o tym kurwa wiedzą i się mnie boją, to dlaczego Haner musi być tą, która mi się postawi? Może właśnie na tym polega mój problem. Nikt, nigdy nie traktował mnie tak jak ona. Ją nie obchodzi to, że ja nie mam serca. Już nie. Nie rozumie tego, że nie mógłbym jej pokochać, ani nic z tych rzeczy. To dlaczego ciągle o niej myślisz i nie pozwalasz by stała się jej krzywda? Zapytał wstrętny głos w mojej głowie, który ma tą cholerną rację. Skończyłem swoje rozmyślania na ten temat i poszedłem pod prysznic. Po piętnastu minutach byłem już odświeżony i przebrany kiedy nagle rozdzwonił się mój telefon. Popatrzyłem na wyświetlacz. Jake. 
- No siema Jake!
- Cześć, słuchaj jest sprawa. Wydaje mi się, że Lucas krąży gdzieś wokół naszej ulicy, widziałem jego samochód i chyba jego. Nie jestem pewien, ale może lepiej sprawdź dom.
- No jasne, dzięki, a na jakiej ulicy go widziałeś? - zapytałem niespokojnie.
- Na Green Street. Gdzieś obok A49 a co? - zapytał.
- Jesteś pewien? - A50, to przecież Rose, cholera!
- Tak, tak, ale co się stało? Kto tam mieszka?
- Muszę kończyć, na razie Jay. - rzuciłem, odpalając samochód. Jechałem i jechałem łamiąc przy tym chyba wszystkie przepisy, ale nie obchodziło mnie to. Byłem na drugim końcu miasta, nie mogłem pofrunąć, niestety. Z tej całej prędkości, pominąłem jej dom, jednak w oczy rzuciła mi się twarz Taylora. Szybko wycofałem i znalazłem się pod jej domem. Niestety Lucas był już w samochodzie. Minął mnie tylko z głupawym uśmiechem na mordzie, który chętnie bym mu zmazał i odjechał. Jak popierdolony wyleciałem z auta i zacząłem dobijać się do drzwi. Nikt mi nie otwierał, dlatego postanowiłem je wyważyć. Rozpędziłem się i z całej siły kopnąłem. Po paru uderzeniach w końcu ustąpiły. Zacząłem jej szukać i wołać na cały dom.
- Rose!? - cisza. Wbiegłem do salonu to co zobaczyłem, sprawiło, że kolana stały się jak z waty. Rose była....


 
 Przepraszam za opóźnienie. Im więcej będzie komentarzy tym szybciej pojawi się rozdział ;) 
Do następnego! ;*