Rozdział VIII
Perspektywa Rose
Kiedy Lucas wyszedł ja znalazłam się w salonie. Popatrzyłam
na kieliszek, który mi został. Wzięłam go w dłoń i szybkim ruchem przechyliłam
naczynie. Odstawiłam lampkę i położyłam się na sofie. Nagle zgasła żarówka w
żyrandolu, więc postanowiłam ją wymienić. Wyjęłam z szuflady nową i wspięłam
się na stół, chwilę później świat zaczął mi wirować, słyszałam jakieś
uderzenia, ale nie mogłam się ruszyć, wszystko na co patrzyłam sprawiało mi
fizyczny ból. Próbowałam zejść ze stołu, ale straciłam równowagę i spadłam na
podłogę, mocno uderzając biodrem o kant pobliskiego regału. Potem nie pamiętam
niczego co się działo, przed zamknięciem oczu mignęła mi tylko czyjaś czerwona
koszulka, a dalej ciemność...
* Trzy godziny później
*
Uchyliłam powieki choć były bardzo ciężkie, lecz zaraz z
powrotem je zamknęłam gdyż poraziły mnie promienie słoneczne. Nagle usłyszałam
dźwięk spuszczanych rolet, widocznie ktoś zauważył moje niezadowolenie po przez
grymas na twarzy. W ogóle bałam się nawet myśleć jak teraz wyglądam. Po dłużej
chwili uświadomiłam sobie gdzie jestem, mimo, że oczy otworzyłam tylko raz. Dom
Zayna. Skąd wiem? Czuję jego zapach to raz, a dwa nikt nie ma tak wygodnego
łóżka jak on. Sekundę, może dwie potem poczułam mały pocałunek na czole, co
sprawiło, że natychmiast otworzyłam oczy. Przede mną widniała jak zwykle
perfekcyjna twarz Malika. Zobaczyłam również czerwoną koszulkę, którą pamiętam
z wczoraj. Chwilę na mnie patrzył, aż w końcu postanowiłam się odezwać.
- Ile spałam? - zapytałam tak osłabionym głosem, że sama się
przeraziłam.
- Cztery godziny. - odpowiedział chłodno. Miłe powitanie,
nie ma co. - Pamiętasz coś z wczoraj? - zapytał.
- Emm tylko, nowego sąsiada Lucasa, butelkę, no może dwie
wina, spaloną żarówkę, i twoją koszulkę. - powiedziałam patrząc na jego
ubranie. Czarne lekko węższe spodnie i zwykła czerwona koszulka w serek. Włosy
jak zawsze perfekcyjnie ułożone do góry. Co jak co, ale jego włosy, są naprawdę
cudowne. Alex! O czym ty myślisz! Skarciłam się w myślach. Jednak on całkowicie
zignorował to co mówiłam, oprócz wzmianki o Lucasie. W tym momencie jego
źrenice powiększyły się tak jakby coś brał.
- Jak to NOWY sąsiad?! - zapytał, o ile można to nazwać
pytaniem.
- Normalnie, Lucas Taylor. Wczoraj przyszedł się przywitać
bardzo miły. - uśmiechnęłam się.
- Kurwa Rose! W coś ty się wpakowała!? - krzyknął. - A może
to ja...- mruknął pod nosem, ale ja mimo to usłyszałam i nie byłam zachwycona.
- W co się miałam niby wpakować?! Co ty? Wyjaśnisz mi może?
- rozdrażniłam się. Ten tylko chodził w kółko po pokoju, aż nagle się zatrzymał
i spojrzał prosto w moje oczy. Wiedziałam, że obmyśla plan, grając ze mną na
czas. Postanowiłam jeszcze trochę poczekać aż jego emocje opadną.
- Rosie...- mówiłam żeby tak do mnie nie mówił. - musisz się
pakować. Chwila co? On robi sobie ze mnie żarty?
- Zayn o czym ty mówisz do cholery?! - krzyknęłam i szybko
wstałam z łóżka, co nie było dobrym pomysłem, gdyż zachwiałam się i wpadłam
prosto na niego. Złapał mnie za bok, na co syknęłam z bólu. On bezwstydnie
podniósł moją koszulkę, a jego szczęka zacisnęła się.
- Co to ma być?! Kto ci to zrobił?! - krzyczał wskazując na
ogromnego siniaka. Tak bardzo nie lubię kiedy krzyczy.
- Nikt! Uspokój się. Musiałam to zrobić kiedy spadłam ze
stołu. Pamiętam, że po tej ostatniej lampce źle się poczułam. - skrzywiłam się.
- Bo byłaś naćpana i pijana. - warknął. Przecież nic nie
brałam!
- Co? Chyba oszalałeś, nie byłam naćpana!
- Ależ byłaś i nawet wiem dzięki komu. Twój kochany sąsiad
wsypał ci to do kieliszka. Rose, jesteś taka...- nie dokończył.
- Naiwna i głupia? Już gdzieś to słyszałam. - warknęłam i
wyplątałam się z jego uścisku. Idąc prosto do łazienki, zamykając się. Przemyłam
twarz wodą i popatrzyłam w lustro. Wiem co muszę zrobić, tak będzie dla mnie
najlepiej. Nagle usłyszałam pukanie do drzwi. Otworzyłam je i wyszłam, ale na
drodze stanął mi Zayn.
- Nie chciałem tego powiedzieć, więc nie mam cię za co
przepraszać jasne? - w odpowiedzi tylko prychnęłam.
- Niczego od ciebie nie oczekuje. No może poza jednym.
Zniknij w końcu z mojego życia, nie potrzebuję cię, świetnie dawałam sobie
radę, bez ciebie. Jutro zakończenie roku, więc i zakończmy naszą znajomość. Nie
obchodzi mnie żaden Lucas, jak będzie taka potrzeba to go zabiję, nie musisz
się fałszywie martwić i tak ci nie dam. Żegnaj Zayn. - powiedziałam po czym
ruszyłam w stronę wyjścia, zdziwiło mnie tylko to, że nawet nie próbował mnie
zatrzymać.
- Będziesz tego żałowała Rosie.
- Ja niczego nie żałuję. - wyszłam. I mam w planach nigdy
tam nie wracać. No właśnie. Plany zawsze mogą ulec zmianom, ale postaram się
ich nie zmieniać w najbliższym czasie. Co ja mówię?! Na zawsze! Dość
Malika...na zawsze...Wyszłam z jego domu, i popędziłam prosto do sklepu, po
papierosy. Kupiłam paczkę i z kieszeni, JEGO kurtki, którą pomyliłam nie mam
pojęcia jakim cudem to zrobiłam, wyjęłam okulary, sądzę, że też są jego. Nagle
mocnej zawiał wiatr, a ja automatycznie mocnej otuliłam się materiałem. Szłam
uliczkami, które pełne były kwiatów. Jak na lato, dziś jest bardzo zimno, ale w
końcu to Londyn. Zastanawiałam się dalej nad tym wszystkim, a szczególnie o
jego walce. Na pewno na nią przyjdę, przecież ustaliłam to zanim go poznałam
tak? Muszę dowiedzieć się kiedy mam kolejny wyścig, pora się od stresować.
Wyciągnęłam komórkę i wybrałam numer do Marca, odebrał już po kilku sygnałach.
- Rose?
- Tak, cześć Mark, powiedz mi kiedy mamy w planach jakiś
wyścig? - zapytałam.
- W najbliższy piątek, ale przecież ci mówiłem. -
odpowiedział.
- Oh naprawdę? Musiałam nie usłyszeć, no a co z autkiem? -
zapytałam.
- Wszystko jest gotowe, tylko dekoracja nam została. -
zaśmiał się.
- To się cieszę, dzięki i do zobaczenia na torze. -
zawtórowałam mu.
- No jasne, papa. - rozłączył się.
Uśmiechnięta, schowałam telefon do kieszeni i chwilę później
byłam już w domu. Na klamce były trzy listy. Dwa jakieś rachunki, jeden bez
nadawcy. Czyli jakieś zaproszenie, specjalnie dla mnie. Zaśmiałam się w duchu.
Otworzyłam czarną kopertę i zaczęłam czytać. Z tego papieru wynikało, że
zaproszono mnie na wyścigi, ale motocykli. Właściwie to jeszcze nigdy nie
miałam okazji. Chodziło o to, że kierowcy, dostają swoje partnerki, które mają
z nimi się ścigać, oczywiście na jednym motocyklu. Wyglądało bardzo
interesująco, dlatego też od razu napisałam sms-a z zapewnieniem przybycia.
Następnie postanowiłam ogarnąć trochę w domu. Posprzątałam salon, łazienkę,
kuchnię i wszystko dokładnie odkurzyłam. Kiedy skończyłam ktoś zapukał do
drzwi. Podeszłam do drzwi, otworzyłam i zaraz je zamknęłam, lecz przeszkodził
mi w tym czyjś but. Popatrzyłam z pod byka na Lucasa.
- Czego chcesz? Nie jestem w nastroju do sąsiedzkich
pogaduszek. - warknęłam. Jego oczy mocno pociemniały jednak starał się zachować
spokój.
- Dobrze, w takim razie przepraszam, wpadnę innym razem. -
odsunął się i odszedł. Zamknęłam drzwi w osłupieniu. W życiu nie spodziewałam
się, że tak po prostu odpuści, w końcu Zayn mówił, że to niebezpieczny typ, ale
jeśli ja będę słuchała się Zayna to na pewno daleko zajdę. Wróciłam do kuchni i
zabrałam się za robienie kawy, po kilku minutach rozkoszowałam się jej smakiem,
zastanawiając się nad jutrzejszym dniem, skończę szkołę i będę
wolna...zaśmiałam się w myślach. Rosie, ty zawsze jesteś wolna. Po wypiciu
pysznego płynu poszłam do łazienki i wzięłam długą kąpiel, zaraz potem udałam
się do krainy Morfeusza.
Perspektywa Zayna
Obudziły mnie te cholerne promienie tego jebanego słońca. Od
razu wiedziałem, że mam fatalny humor i bez kija nie podchodź. Nie wiem czy
spowodowane to wczorajszym " układem " z Rose czy może zmęczeniem.
Stawiam na to drugie, rzecz jasna. Gwarantuje, że beze mnie sobie nie poradzi,
prędzej czy później Lucas ją zabije, właściwie to przeze mnie. Cholera! Czyli
to wszystko moja wina?! Po co w ogóle się nią zainteresowałem? A no tak spodobał
mi się jej sposób bycia. To jak jest pewna siebie, jak marszczy brwi, to jak
się uśmiecha, wścieka, jest zdenerwowana, próbuje być silniejsza niż jest
naprawdę... Pierdolnij się Zayn! O czym ty myślisz? Jak tak dalej pójdzie to
nie sądzę, żebyś to ty bez niej wytrzymał niżeli ona bez ciebie. Odezwał się
głos w mojej głowie, który miałem ochotę zmieszać z ziemią. Wstałem z łóżka,
udając się do pod prysznic. Po dziesięciu minutach byłem już gotowy do wyjścia.
Poprawiłem jeszcze włosy, zabrałem kluczyki, dokumenty, telefon i wyszedłem
zamykając drzwi. Z racji tego, że było jeszcze rano ominąłem korki i już po
pięciu minutach byłem pod szkołą. Zaparkowałem, ale postanowiłem poczekać
jeszcze trochę między innymi na Jake. Chwilę później na parkingu pojawiła się
Rose. Samochód postawiła naprzeciw mojego, w między czasie rozmawiając przez
telefon, obserwowałem jej każdy ruch. Kiedy wysiadła, ktoś zagwizdał na jej
widok. Nie powiem żeby mnie to zdziwiło, ale mimo to wkurzyło. Bardzo.
Niespodziewanie zaczęła się donośnie śmiać wciąż rozmawiając przez telefon.
Podnosząc głowę, jej wzrok napotkał mój, z całych sił starałem się by wyglądać
obojętnie i chyba mi się to udało. Ona zaś szybko zabrała ze mnie swój wzrok i
popędziła w kierunku wejścia do budynku. Minutę później przyjechał Jake i razem
poszliśmy na sale. Po dziesięciu minutach wszyscy byli już w pomieszczeniu, a
dyrektor zaczął swoje jakże interesujące przemówienie. Po godzinie stania w tej
głupiej sali i przekładania z nogi na nogę dostaliśmy świadectwa i mogliśmy
wyjść, jako jak to określił pan dyrektor " dorośli ludzie " ciekawe,
naprawdę. Razem Jakiem staliśmy na parkingu, oparci o swoje auta. Obgadywaliśmy
szczegóły dzisiejszego wieczoru.
- No stary jak tam nastrój? - zagadał Jake.
- Dobrze wiesz, że i tak wygram więc nie ma się czym
przejmować. - zaśmiałem się, byłem pewien wygranej choćbym miał umrzeć.
- Nie chcę cię denerwować, ale słyszałem, że ta walka jest
ustawiona...- nie, no co on pieprzy?
- Przestań pierdolić, obaj wiemy, że nic się nie stanie, wszytko
będzie tak jak zakładałem, przez ostatni tydzień dałem sobie nieźle popalić
więc chyba nie poszło to na marne? - warknąłem z rozdrażnieniem. Nic nie może się stać. Powtarzałem w
myślach jak mantrę.
- To co o dwudziestej na ringu? - zapytał.
- Nie mogę się doczekać.- zaśmiałem się i odwróciłem by
wsiąść do samochodu i kątem oka zobaczyłem, że Rose przysłuchuje się rozmowie,
jednak kiedy nasz wzrok się spotkał szybko się odwróciła. Sama tego chciałaś
Rosie...spokoju ode mnie, to będziesz go miała. Chyba sam w to nie wierzysz Zayn...
Proszę o chociaż parę komentarzy, naprawdę będę wdzięczna, a rozdziały będą pojawiały się częściej. :)
Buziaki dla wszystkich którzy czytają, a osobę która skomentowała kocham! :* ^^
/ R.
