środa, 6 sierpnia 2014

Rozdział VII



Rozdział VII



Perspektywa Rose

Obudziłam się na wielkim łóżku, które należało oczywiście do Zayna. Problem w tym, że wydaje mi się, że za często się z nim spotykam. Zawsze obiecywałam sobie, aby być silną i nie dawać się zwieść, ale z drugiej strony on nic mi nie zrobił, wręcz przeciwnie jest dla mnie dobry. Nadal obserwuję sytuację jeśli chodzi o walkę, kiedy o tym myślę, dziwne uczucie rodzi się w moim brzuchu, coś jak strach, przecież nigdy go nie czułam, choć ostatnio chyba chce mnie poznać. Sama nie wiem jak postąpić, obecna ja, każe mi uciec od niego jak najdalej, ale tamta dawna Alex, chce przy nim być. Kończąc swoje rozmyślania, które prowadziły do wspomnień zupełnie niepotrzebnych, zeszłam na dół. Nie zauważyłam nawet, że na sobie mam jego koszulkę, chwila on mnie przebrał..? Pierwszy raz od dawna poczułam się skrępowana, tym co zobaczył. Wchodząc do kuchni zobaczyłam Malika stojącego przy kuchence, a obok Louisa mieszającego coś w misce. Widząc tego drugiego, krew zaczęła we mnie buzować. Podeszłam do niego i szarpnęłam za bluzkę, odwrócił się natychmiast, tak jak mulat, nawet się nim nie przejęłam. Moja dłoń automatycznie chciała się spotkać z jego policzkiem, ale on był szybszy i mocno, bardzo mocno złapał za nadgarstek.
- Nie radzę. - warknął, a mnie to jeszcze bardziej rozzłościło, wspominałam, że jestem okropnie nerwowa?
- Puść mnie.- podkreśliłam każe słowo. Ten w odpowiedzi tylko się zaśmiał, kątem oka spojrzałam na Zayna i widziałam, że już otwierał usta.
- Skoro tak wolisz. - powiedziałam, z cwanym uśmiechem, po czym szybko kopnęłam go z kolanka w męskość, szybko mnie puścił i zgiął się w pół. Wykorzystałam moment, aby pobiec na górę i przebrać się w swoje ubrania. Byłam już w sypialni i akurat zdejmowałam koszulkę a do pokoju wparował wściekły Malik, jednak kiedy mnie zobaczył w samej bieliźnie lekko go przyćmiło, nie dając mu tej satysfakcji szybko założyłam swoją sukienkę i rękoma przeczesałam włosy. Czułam, że byłam w wielkiej furii, w końcu słowa Demi miały ogromną moc. Chciałam wyjść z pomieszczenia jednak on mi przeszkodził.
- Mogę wiedzieć co ty odpierdalasz? - krzyknął. - Lou to mój przyjaciel do cholery!
- Który pieprzył moją byłą przyjaciółkę. - wiedziałam, że to na pewno się wydarzyło, a nie pominęłam też faktu, że ona już nią nie jest.
- To cię aż tak zdenerwowało? Oh proszę cię, skoro sama tego chciała. - powiedział widocznie poirytowany. Podeszłam do niego maksymalnie blisko i powiedziałam mu prawie w usta.
- Posłuchaj mnie. - warknęłam. - Ona została zgwałcona, myślisz, że byłaby chętna całkiem na trzeźwo? - popatrzyłam mu głęboko w oczy,  ale był nieugięty, nie dał mi nic wyczytać. Wiedziałam, że teraz rozważa co ma powiedzieć. - I teraz już chyba wiesz dlaczego się zdenerwowałam. - dodałam.
- Na pewno on o tym nie wie. - odpowiedział.
- A ty byś się chwalił?! Przez cztery lata się nią opiekowałam! Cztery lata rozumiesz!? A ona teraz jak gdyby nigdy nic odstawia takie coś. Widocznie nigdy naprawdę jej nie poznałam. - podkreśliłam czas przeszły. Patrzył, tylko patrzył. Szkoda, że sekundę później powiedział coś czego nie powinien.
- Widocznie ludzie się zmieniają, a ty jesteś zbyt naiwna Rosie. - odparł, głęboko patrząc mi w oczy i twardo mówiąc słowa.
- Nie nazywaj mnie tak. - warknęłam. - Przecież mnie nie znasz.
- Wiem o tobie więcej niż ci się wydaje. - - zaśmiałam się żałośnie
- Szkoda tylko, że nie ma w tym żadnej prawdy...- zakończyłam wymianę zdań i wyszłam. Na drodze stanął mi jeszcze Louis. Postanowiłam dokończyć to co zaczęłam. Zatrzymałam się tuż przed nim.
- Nie jest już moją przyjaciółką, ale...- zawahałam się. - nie rób nic głupiego. - rzuciłam patrząc na niego i praktycznie wybiegłam z domu, mocno, bardzo mocno trzaskając drzwiami. Jakieś piętnaście minut później byłam już pod moim domem. Całą drogę rozmyślałam nad tym jak to się stało, że jeszcze wczoraj Zayn był dla mnie taki ciepły i opiekuńczy, a dziś? Może moje zachowanie go tak sprowokowało? No tak nie zapominajmy, że to zawsze we mnie jest problem. Męczy mnie taka sytuacja, za bardzo się do niego przyzwyczaiłam, to jest pewne. Muszę z tym skończyć zanim naprawdę uzależnię się od jego pocałunków i niego samego. A może ja tak naprawdę tego potrzebuję? Odrobiny ciepła i poczucia bezpieczeństwa? Właściwie to nigdy nie byłam na kogoś ważna...Nie chcą doprowadzić się do stanu rozpaczy, postanowiłam napić się lampki wina i poczytać książkę. Ruszyłam do barku i wyjęłam butelkę czerwonego wina i wzięłam pierwszą lepszą książkę z pułki. Okazała być się kryminałem, dlatego też bardzo mnie zaciekawiła. Po godzinie książka została przeczytana, a butelka wypita. Wiedziałam, że następnego dnia będę się źle czuła, wręcz umierała, ale w tamtym momencie nie obchodziło mnie to ani trochę. Niespodziewanie zadzwonił dzwonek do drzwi. Chwiejnym krokiem poszłam je otworzyć. Nie przyglądałam się nawet kto to taki, tylko po prostu otworzyłam drzwi. Przede mną stał naprawdę przystojny mężczyzna.
- Dobry wieczór, jestem Lucas....-


Perspektywa Lucasa

Stałem pod tym jej głupim domem i dokładnie obserwowałem jej każdy ruch. Z tego co mi się wydawało była pijana, dlatego teraz był najlepszy moment, na odwiedziny. Wyszedłem z samochodu i ruszyłem prosto do drzwi, rozglądając się jeszcze czy nikt mnie nie obserwuje. Kiedy zlustrowałem teren, przycisnąłem dzwonek do drzwi, a chwilę później moim oczom ukazała się śliczna brunetka. Wiem, że Malik zawsze szuka tego co porządne, ale ona mu się udała, muszę to przyznać. Nie czekając postanowiłem się przedstawić.
- Dobry wieczór,  jestem Lucas Taylor właśnie wprowadziłem się tuż obok i chciałem się przywitać. - wysiliłem się na najszczerszy uśmiech, choć naprawdę ciężko mi to przychodziło.
- Miło mi jestem Rose.
 Dziewczyna tylko się uśmiechnęła i gestem ręki zaprosiła do środka.
- Więc Lucas skąd pochodzisz? - zapytała całkiem trzeźwo. co bardzo mnie zdziwiło.
- Urodziłem się w Hiszpanii, ale od roku mieszkam tu w Londynie, a wczoraj przeprowadziłem się tutaj. - odpowiedziałem grzecznie.
- Emm... przepraszam za to pytanie, ale ile masz lat? - zapytała. Oj skarbie będziesz moja.
- Dwadzieścia. - zaśmiałem się. - A dla czego pytasz?
- Z ciekawości, jesteś cholernie przystojny. - powiedziała i zaczęła maksymalnie się przybliżać. Wiedziałem na co ma ochotę, ale musiałem zostawić to na później, inaczej cały mój plan poszedłby w błoto. Rose zaczęła składać pocałunki na mojej szyi doprowadzając mnie do obłędu, ale musiałem się powstrzymać.
- Rose, co ty robisz? - próbowałem zachować spokój.
- Oh, przepraszam nie wiem co we mnie wstąpiło. - wyglądała jakby właśnie ktoś jej otrzeźwił umysł.
- Nic się nie stało, to pewnie przez to - wskazałem na pustą butelkę wina.
- Tak, wiesz przepraszam cię, zaraz wrócę. - powiedziała po czym poszła jak mi się wydawało do toalety. Jest naprawdę niezłą kretynką, skoro zostawia zupełnie obcą osobę samą w pomieszczeniu. No ale cóż, nie czekając długo wyjąłem torebeczkę z narkotykami i wsypałem proszek do jeszcze pełnej lampki wina, którą zapewne dopije. Sekundę później drzwi się otworzyły i wyłoniła się z nich dziewczyna. Nie wyglądała najlepiej, może to wino? Nie przejmując się tym za bardzo, postanowiłem iść już do domu.
- Rosie, chyba źle się czujesz, może ja już pójdę. - powiedziałem.
- Tak, chyba przesadziłam z tą butelką. To dobranoc i do zobaczenia. - uśmiechnęła się.
- To na pewno. - puściłem jej oczko i zaśmiałem się w myślach z sytuacji w jakiej może się znaleźć. Wychodząc z domu, przez przypadek mignął mi samochód jak mi się wydawało Malika, jednak przejechał od dalej. Sekundę później cofnął się i wtedy wiedziałem, że zauważył właśnie mnie. Po chwili był już obok mnie, lecz ja w tym czasie zdążyłem wsiąść do samochodu i odjechać z piskiem opon, posłałem mu jeszcze szyderczy uśmiech i wróciłem do domu. Chyba mam nowy cel w życiu. Rose...

Perspektywa Zayna

Po tym jak pokłóciłem się z Rose od razu pojechałem na siłownię, tak jak sobie obiecywałem. Jakieś dwadzieścia minut po szesnastej byłem już na sali. Całe dwie i pół godziny poświęcałem się treningowi co nie znaczy, że nie myślałem o niej. Zastanawiałem się dlaczego w ogóle wpakowałem się w...takie coś. Bo przecież nie można nazwać tego przyjaźnią, a co dopiero związkiem! O tym, że jestem dupkiem wiem, o tym, że jestem agresywny wiem, o tym, że jestem niebezpieczny wiem! I przecież wszyscy o tym kurwa wiedzą i się mnie boją, to dlaczego Haner musi być tą, która mi się postawi? Może właśnie na tym polega mój problem. Nikt, nigdy nie traktował mnie tak jak ona. Ją nie obchodzi to, że ja nie mam serca. Już nie. Nie rozumie tego, że nie mógłbym jej pokochać, ani nic z tych rzeczy. To dlaczego ciągle o niej myślisz i nie pozwalasz by stała się jej krzywda? Zapytał wstrętny głos w mojej głowie, który ma tą cholerną rację. Skończyłem swoje rozmyślania na ten temat i poszedłem pod prysznic. Po piętnastu minutach byłem już odświeżony i przebrany kiedy nagle rozdzwonił się mój telefon. Popatrzyłem na wyświetlacz. Jake. 
- No siema Jake!
- Cześć, słuchaj jest sprawa. Wydaje mi się, że Lucas krąży gdzieś wokół naszej ulicy, widziałem jego samochód i chyba jego. Nie jestem pewien, ale może lepiej sprawdź dom.
- No jasne, dzięki, a na jakiej ulicy go widziałeś? - zapytałem niespokojnie.
- Na Green Street. Gdzieś obok A49 a co? - zapytał.
- Jesteś pewien? - A50, to przecież Rose, cholera!
- Tak, tak, ale co się stało? Kto tam mieszka?
- Muszę kończyć, na razie Jay. - rzuciłem, odpalając samochód. Jechałem i jechałem łamiąc przy tym chyba wszystkie przepisy, ale nie obchodziło mnie to. Byłem na drugim końcu miasta, nie mogłem pofrunąć, niestety. Z tej całej prędkości, pominąłem jej dom, jednak w oczy rzuciła mi się twarz Taylora. Szybko wycofałem i znalazłem się pod jej domem. Niestety Lucas był już w samochodzie. Minął mnie tylko z głupawym uśmiechem na mordzie, który chętnie bym mu zmazał i odjechał. Jak popierdolony wyleciałem z auta i zacząłem dobijać się do drzwi. Nikt mi nie otwierał, dlatego postanowiłem je wyważyć. Rozpędziłem się i z całej siły kopnąłem. Po paru uderzeniach w końcu ustąpiły. Zacząłem jej szukać i wołać na cały dom.
- Rose!? - cisza. Wbiegłem do salonu to co zobaczyłem, sprawiło, że kolana stały się jak z waty. Rose była....


 
 Przepraszam za opóźnienie. Im więcej będzie komentarzy tym szybciej pojawi się rozdział ;) 
Do następnego! ;*



1 komentarz: