Rozdział VI
W jak mi się wydaje salonie, na stole tańczyła Demi! A nie,
ona obmacywała się z Louisem na oczach wszystkich, od kiedy stała się taką
dziwką...Nie myśląc zbyt wiele, ruszyłam prosto do niej. Ta gdy mnie zauważyła
od razu się uśmiechnęła i zeszła ze stołu, muzyka była bardzo głośna dlatego
chciałam z nią porozmawiać gdzieś indziej.
- Możemy pogadać? - warknęłam do niej, jednak ona była zbyt
wstawiana żeby przejąć się moim tonem.
- Jasne! Chodź! - krzyknęła i ruszyłyśmy jak się okazało do
kuchni, mijając oczywiście Zayna, ahh tak przyszłam tu z nim...
- Możesz mi powiedzieć od kiedy jesteś taką dziwką?! - już
na samym początku nie mogłam się opanować.
- O co ci do jasnej cholery chodzi?! Dobrze się bawię, z
kimś w końcu musze, skoro ty jak zwykle masz ważniejsze sprawy niż ja! -
krzyczała.
- Dobrze wiesz dlaczego tak jest. - syknęłam.
- Oj przestań już z tym swoim bolącym serduchem! Chłopak cię
zdradził z jakąś dziwką i to nie raz, później natknęłaś się na jakiegoś pajaca!
Nie moja wina, że masz takie pojebane życie, że nie masz nawet rodziców! Wiesz
co Alex jesteś żałosna, wzięła byś się w końcu za kogoś, a nie ciągle bronisz
się przed wszystkim! Może na zewnątrz jesteś silna, ale obie wiemy, że w środku
delikatna jak pieprzona porcelana! Przestań udawać silniejszą niż jesteś. Na
jakim ty świecie żyjesz! Myślisz, że on rozpaczał po tobie, że tęskni?! Może
pora żebyś puknęła się w tą swoją mądruteńką główkę, a teraz spieprzaj, bo nie
mam na ciebie czasu, tak jak ty nie miałaś go dla mnie.... - Zabolało. Nie
myśląc dłużej wybiegłam z kuchni prosto do wyjścia, po drodze mignęła mi twarz
Zayna, czyli wszystko słyszał, cudownie... Uciekłam stamtąd jak najszybciej i
nie odwracając się ani razu, pobiegłam w stronę mojego domu, kiedy znajdowałam
się już dość daleko od tej cholernej imprezy, zaczęłam nad tym wszystkim
myśleć. Demi. Kiedy mówiła to wszystko miała taki zimny wzrok, wręcz lodowaty.
Nigdy dla mnie taka nie była, zawsze jak siostra. Ale dziś, wszystko zostało
powiedziane. Może miała rację, może ja na prawdę jestem do niczego i tylko
rozpaczam, ale dlaczego ona nie rozumie, że ja mam takiego pieprzonego pecha w
życiu? Od zawsze starałam się być silna, ale też nie zawsze mi się to udawało.
Ja naprawdę każdego dnia się staram, ale wszytko jest takie trudne, tak wiele
spraw na raz. Rozmyślałam tak nad tym wszystkim i postanowiłam zajść jeszcze
nad most. Chwilę później stałam i gapiłam się na ciemną wodę, prawie przez całą
drogę tutaj miałam wrażenie, że ktoś za mną idzie, nie przejmowałam się tym specjalnie...Tak
Alex jesteś bardzo ostrożna. Nagle przed sobą zobaczyłam cień. Serce podeszło
mi do gardła, ale dalej stałam nie ruchomo. Postać zaczęła się niebezpiecznie
przybliżać i kiedy już miałam uciekać poczułam mocny zapach męskich perfum.
Malik.
- I po co tutaj przyszedłeś? - zapytałam drwiąco.
- Zrozumieć. - powiedział nie patrząc na mnie.
- Tu nie ma czego rozumieć, usłyszałeś już chyba
wystarczająco dużo. - powiedziałam chłodno.
- Wydajesz się być taka inna, od tej, o której mówiła Demi.
Szczerze to nawet ci zazdroszczę tego, że wszystkim potrafisz dać sobie radę. A
wiesz co jest dziwne a jednocześnie cholernie wkurwiające? - zapytał wreszcie
spoglądając na mnie, a ja delikatnie pokręciłam głową. - To, że chciałbym
zabrać od ciebie wszystko co cię boli, czego masz dość, co sprawia, że
cierpisz, nigdy, ale to nigdy nie byłem
taki...- urwał - delikatny w stosunku do kogoś, ale ty... to takie pojebane. - zaśmiał
się z własnych słów. Mnie zatkało, od dawna nie słyszałam takich słów, a może
nawet nigdy. Uśmiechnęłam się blado i delikatnie przytuliłam obawiając się jego
reakcji. Ten jednak od razu zacieśnił uścisk i pocałował czubek mojej głowy,
czułam się jak małe dziecko, ale w tamtej chwili w ogóle mi to nie
przeszkadzało, po prostu tego potrzebowałam. Staliśmy tak jeszcze chwilę,
dopóki nie zrobiło się nam zimno.
- Wiesz, chyba muszę się już zbierać. - powiedziałam i już
chciałam się wyrwać z jego uścisku, ale nie pozwolił mi na to. Całował
delikatnie, tak jakby chciał mnie uspokoić i sprawić bym poczuła się lepiej,
niestety nic nie trwa wiecznie Zayn oderwał się od moich ust.
- Co ty wyprawiasz? - zapytałam głęboko patrząc w jego oczy.
- Miałem nadzieję, że to ty mi powiesz. - odpowiedział po
czym cmoknął mnie w nos, złapał za rękę i prowadził. Oczywiście ja próbowałam
ją wyrwać, ale z każdym moim ruchem jego dłoń zacieśniała się bardziej.
- Dobra, puść już! - krzyknęłam. On tylko się uśmiechnął i znów,
tylko tym razem delikatnie złapał na moją dłoń.
- Właściwie to dokąd idziemy? - zapytałam.
- Chcę ci coś pokazać. - odpowiedział. Nie pytałam już o nic
więcej tylko szłam tuż obok niego. Jakieś piętnaście minut później dotarliśmy
do jakiegoś budynku, wydawał się być opuszczony.
- Po co tu jesteśmy? - zapytałam.
- Już mówiłem, wskakuj. - pokazał na metrowy schodek.
Cholera mam przecież krótką sukienkę i szpiki...
- Poczekaj musze zdjąć buty. - powiedziałam i chciałam się
schylić.
- Zostaw, pomogę ci. - powiedział, a ja popatrzyłam na niego
pytającym wzrokiem.
- No choć podsadzę cię. - wyczułam nutkę rozbawienia w jego
głosie. Wahałam się chwilę, patrząc mu w oczy, ale jednak postanowiłam mu
zaufać. Lewą nogę postawiłam na schodku, jednocześnie rękami trzymając się
barierki. W pewnym momencie poczułam ciepłe dłonie Malika na swoim tyłku, czyli
tak zamierzał mi pomóc... Cwaniak. Podsadził mnie na tyle wysoko, abym dała
radę stanąć wyżej. Kiedy byłam już na górze, on w niecałe dziesięć sekund był
już obok mnie, wyglądało to naprawdę zabójczo.
- Możesz w końcu przestać się śmiać? - zapytałam z lekkim
rozbawieniem, cholerny cwaniak.
- Masz zarąbisty tyłeczek. - całkowicie zignorował moje
pytanie, tylko się do mnie wyszczerzył.
- Głupek. - podsumowałam, chcąc ukryć rozbawienie. Ten nic
nie odpowiedział tylko się uśmiechnął. Podeszliśmy na skraj budynku, oczywiście
moje niezdarstwo się włączyło, bo noga obsunęła mi się z krawędzi i gdyby nie
Zayn na pewno bym spadła.
- Dzięki. - mruknęłam cicho i spuściłam głowę w dół. On
jedynie kciukiem podniósł ją tak abym popatrzyła mu w oczy.
- Uważaj na siebie . - zaśmiał się. Ja tylko lekko się
uśmiechnęłam i dalej patrzyłam na piękny widok.
- Przychodziłem tutaj zawsze kiedy miałem już dość i nikt
nie rozumiał tego co czuje. Znalazłem to miejsce jak miałem piętnaście lat.-
powiedział nagle.
- Pokazywałeś to miejsce jeszcze komuś? - zapytałam, bo moja
ciekawość zwyciężyła.
- Tylko tobie. - odpowiedział cicho patrząc na mnie. Nie
mogłam niczego doszukać się w jego oczach, ciągle zastanawiałam się dlaczego
akurat ja. Niczego już nie odpowiedziałam, zastanawiając się nad własnymi
myślami. Staliśmy tam jeszcze jakiś czas aż w końcu Zayn zdecydował wracać,
gdyż zrobiło się bardzo zimno. Faktycznie tak było, co chwilę przez moje ciało
przechodziły dreszcze i oczywiście nie uszło to uwadze Malika.
- Trzymaj. - powiedział i podał mi swoją marynarkę.
- Nie zgrywaj księcia, dam radę, a ty będziesz chory. -
odgryzłam się.
- Ja sobie poradzę, a nie wiem jak ty, dlatego weź to.-
podał mi ją. Ja jednak uparcie stałam przy swoim.
- Nie chce. - warknęłam. On tylko westchnął. Przeszliśmy
kawałek dalej, a metr od nas znajdowała się ławka. Nim się zorientowałam
zostałam pociągnięta wprost na nią, jednak Zayn ustawił mnie tak, że siedziałam
mu na kolanach i nie miałam możliwości ucieczki.
- Co ty robisz? - warknęłam mu prosto w twarz.
- Nie chciałaś po dobroci to będzie siłą. - na początku nie
wiedziałam o co mu chodzi, kiedy jednak zdjął marynarkę zrozumiałam. Chciałam
zaprzeczyć, ale ten sprytnie zamknął mi usta pocałunkiem, nie potrafiłam się
oprzeć, chciałam więcej i więcej, ale przecież to tylko przykrywka...
- Zamknij się. - powiedział rozbawiony, zapewne z śmiał się
z mojej miny, która cóż na pewno była zabawna. Nie odezwałam się już ani
słowem, tylko patrzyłam co robi. Delikatnie, ale zdecydowanymi ruchami założył
swoją marynarkę na mnie, a potem zapiął każdy guziczek. Nie chce nawet myśleć
jak zabawnie wyglądałam.
- Wyglądasz uroczo. - powiedział z wielkim uśmiechem.
- Zamknij się, ja nie jestem urocza. - tupnęłam nogą i
właśnie wtedy uświadomiłam sobie, że zachowałam się jak mała dziewczynka.
- Nie wcale. - powiedział z wyczuwalną w głosie ironią.
Szliśmy jeszcze kawałek aż doszliśmy do jego domu. Nie byłam z tego ani trochę
zadowolona. Weszliśmy do środka i pierwsze co poczułam to zapach jego perfum,
są naprawdę piękne. Rozebrałam się z jego marynarki, szpilki zrzuciłam i
pomasowałam bolące stopy. W końcu postanowiłam się odezwać.
- Po co mnie tutaj przyprowadziłeś? - zapytałam.
- Żebyś ze mną była, nie ma nikogo w domu. - powiedział
zabawnie.
- Aha czyli rozumiem, że boisz się sam zostać? - zapytałam
śmiejąc się.
- Powiedzmy, że tak. - odpowiedział. Nagle rozdzwonił się
jego telefon.
Perspektywa Zayna
Nagle usłyszałem dzwonek mojego telefonu, okazało się, że to
Lou. Odebrałem i lekko odszedłem od Rose, aby nie usłyszała czegoś
niepotrzebnego.
- Słucham? - przywitałem.
- Siema stary, mam dobrą wiadomość pajac Smith właśnie
spłacił cały swój dług, przed sekundą wpłyną przelew na pięćdziesiąt tysięcy. -
powiedział zadowolony.
- To cudownie, wygląda na to, że się przestraszył.
Powiedziałem mu o rodzinie. - zaśmiałem się.
- Ah no tak to wszystko wyjaśnia. - odpowiedział.
- A i jeszcze jedno, Mike mówił mi, że niedaleko naszego
domu kręci się jakiś Range Rover. Może to być Lucas więc bądź czujny, jesteś
sam prawda? - zapytał
- No niezupełnie. - powiedziałem - Jest ze mną Rose.
- Kretynie, to dla niego najlepsza okazja! Pilnuj się ja
dziś nie wracam, do jutra i bądź ostrożny. - rzucił.
- Dobra, już dam sobie radę. - powiedziałem. Wyszedłem z gabinetu
i zobaczyłem Rosie leżącą na kanapie. Podszedłem bliżej i stwierdziłem, że śpi
więc postanowiłem zabrać ją na górę. Kiedy
niosłem ją na rekach, idąc po schodach z całej siły wtuliła się we mnie, jak do
misia, a ręce zaplotła wokół mojej szyi. Zaśmiałem się cicho z jej zachowania.
Kiedy byłem już w sypialni, postanowiłem przebrać ją, aby lepiej się jej spało.
Wyciągnąłem z szafki moją koszulkę i położyłem na fotelu. Rose leżała na łóżku,
wypuściłem powietrze z ust, i podszedłem do niej. Delikatnie tak aby jej nie
obudzić rozsunąłem suwak jej sukienki, kiedy całkowicie się jej pozbyłem
musiałem się naprawdę hamować, aby nie zrobić niczego głupiego. Była po prostu
piękna. Wziąłem do ręki koszulkę i jak najszybciej założyłem ją na nią, aby się opanować. Chwilę potem spała
przytulona do mojej poduszki. Wyszedłem z pokoju, delikatnie zamykając drzwi.
Schodząc ze schodów usłyszałem jakiś cichy odgłos jakby zamykanych drzwi.
Momentalnie otworzyłem szafkę naprzeciwko i wyjąłem z niej broń. Podszedłem do
drzwi i nie zastałem niczego oprócz jakiejś kartki, którą od razu zacząłem
czytać.
No, no Malik, ładna ta twoja
lalunia. Ciekawe czy by się sprawdziła? Próbowałeś już? Chętnie bym się nią
zajął... Wpadłeś wiesz? teraz stała się
dla mnie naprawdę ciekawym obiektem i kto wie, może dzięki niej nie będziesz mi
już nic winny? Lepiej jej pilnuj...
PS
Śliczne ma te koronki na sobie co
nie ? Fajnie było popatrzeć ;)
L.
Kurwa! Jak on mógł tutaj wejść!? Pierdolony sukinsyn,
jeszcze mu pokaże, a od niej niech trzyma się z daleka. Wściekły uderzyłem
pięścią w ścianę, a kartkę zmiąłem i włożyłem do kieszeni. Podenerwowany
poszedłem wziąć prysznic i po piętnastu minutach byłem nieco spokojniejszy.
Postanowiłem pójść spać, ruszyłem więc prosto do sypialni, zabierając jeszcze
colta. Kiedy byłem już w pokoju, broń włożyłem do szafki, a sam położyłem się
tuż obok Rose. Leżałem na plecach i zastanawiałem się nad wszystkim. Rose.
Lucas. Walka. Wyścigi. Gang. Już w piątek będę walczył, z jakimś Stanem.
Czytałem jego umiejętności, jest wagowo podobny do mnie. Szanse są wyrównane,
choć ja nigdy nie walczyłem. Z tego co wiem mam zmienić imię i nazwisko na
James Conor, nie mogę mieszać spraw "pracy" z walką. Zamierzam przez
ten tydzień ostro trenować, a później zajmę się Lucasem. Zrobię mu taki cyrk,
że się nie pozbiera, ale najgorsze jest to, że dowiedział się o Rose. Będę
musiał ją pilnować, muszę to wszystko sam ogarnąć, no chyba, że poproszę Louisa
o pomoc. Nie zastanawiając się dłużej szybko przytuliłem się do Rosie i zasnąłem...