poniedziałek, 1 września 2014

Rozdział IX

Rozdział IX


Perspektywa Rose

Tuż po zakończeniu udałam się prosto do domu, spoglądając na zegarek stwierdziłam iż jest dwunasta trzydzieści. Od razu przebrałam się z niewygodnych ciuchów i założyłam krótkie spodenki i zwykłą bokserkę. Strasznie się nudziłam więc postanowiłam obejrzeć jakiś film. Podeszłam do kanapy i zobaczyłam mały, wymiętolony papierek, rozwijając go zaczęłam czytać.

Zack Smith  40.000$
Nathan Brown  2.000$
Demi Moor  5.000$
Jessica Black  12.000$
Chris White  20.000$
Oscar Anderson  50.000$

Masz czas do niedzieli Malik, adresy znasz, jeśli nie załatwisz wszystkich pieniędzy, pożegnasz się z twoją Rosie...
L.

Serce na nowo stawało z każdym kolejnym przeczytanym słowem, nie dopuszczałam myśli w jakie gówno wpakował mnie Zayn. Ja nawet nie jestem jego! I na pewno nigdy nie będę. Zdenerwowana chodziłam w te i z powrotem po salonie, mój mózg pracował na najszybszych obrotach...Wiedziałam jedno, muszę oddać mu tę kartkę, bo inaczej zginę...Niespodziewanie usłyszałam dzwonek do drzwi. Pierwszy raz od dawna poczułam paraliżujący mnie strach, który chwilę później zastąpiła wściekłość...


Perspektywa Zayna

Wszedłem rozpędzony do domu, z zamiarem wykonania swojej brudnej roboty, którą jakby nie patrzeć sam sobie wybrałem. Nie mogę wciągać w to brunetki, nie jestem aż takim sunkinsynem. Zacząłem szperać w kieszeni spodni, do których włożyłem karteczkę. Byłem już na granicy zdenerwowania, za cholerę nie mogłem jej znaleźć.
- Kurwa!- uderzyłem pięścią w ścianę. Nagle mnie olśniło, przypomniałem sobie, że te spodnie ostatni raz miałem u Rose...O kurwa... Nie zastanawiając się długo wybiegłem z domu i wsiadłem na motocykl. W czasie jazdy modliłem się w myślach żeby jej nie znalazła, gwarantuję, że by mnie zabiła. Chwilę później byłem pod jej domem, nie wiedziałem jaką wymówkę mam wymyślić, przecież kazała mi dać spokój. Zadzwoniłem dzwonkiem, i czekałam. Nikt nie otwierał przez dłuższą chwilę, co nie sprawiło że się uspokoiłem. Nagle klamka się poruszyła a przede mną ukazała się Rose...Z wściekłym spojrzeniem, które pragnęło tylko mnie. W dłoni dostrzegłem małą karteczkę...cholera...
- Poczekaj! Wszystko ci wyjaśnię. - zacząłem kiedy już otwierała usta. Przymrużyła oczy i otworzyła drzwi gestem wskazując bym wszedł.
- Masz dwie minuty. - warknęła, szczerze to już miałem się odezwać na jej ton, ale nie było na to czasu.
- Więc...Jestem pierdolonym gangsterem i moim szefem jest Lucas. Dlatego nie chcę abyś się z nim zadawała, bo on jest niebezpieczny, kurwa Rose on może cię zabić...- powoli odchodziłem od tematu.
- Minuta.- przerwała. - Przeczesałem ręką włosy i westchnąłem.
- Zauważył, że przez jakiś czas...- jak to ująć do cholery?! - byliśmy sobą zainteresowani i źle skojarzył fakty. Wydaje mu się, że jesteś dla mnie na tyle ważna, że nie pozwolę żeby zrobił ci krzywdę, dzięki czemu będzie mógł mnie wykorzystywać, planowałem wypieprzyć go z tej roli szefa, ale pojawiłaś się ty i...
- Wszystko spieprzyłam. - zaśmiała się. - Zayn, umówmy się, nie będziesz mnie wciągał w swoją pracę, a ja oświecę Luka i wszystko będzie po staremu. - zaproponowała, i wyciągnęła ku mnie dłoń. - To jak pasuje?
- Pasuje. - uścisnąłem jej kruchą dłoń, mając wrażenie, że ją zmiażdżyłem.
- Więc, możesz już sobie pójść. - powiedziała wciskając mi do ręki karteczkę.
- To, do zobaczenia. - uśmiechnąłem się.
- Mam nadzieję, że jednak nie. - wypchnęła mnie z domu i zatrzasnęła drzwi. Zaśmiałem się z jej zachowania, a przez głowę przeszła mi myśl, aby jakoś ją od nowa poderwać, ale to może potem, teraz muszę odrobić lekcje, wyjąłem karteczkę i zacząłem studiować jej treść. Mam sporo roboty, tak wrócił stary skurwiel Zayn. Z tą myślą wsiadłem do samochodu i odjechałem w kierunku jednego z dłużników, przecież później walka...


Perspektywa Rose



Zamknęłam za nim drzwi zaczęłam się śmiać. Tak po prostu. Jak totalna kretynka. Pobiegłam na górę do garderoby, by wybrać strój na wieczór, chciałam wyglądać naprawdę zabójczo, nie wiem dlaczego ale czułam taką potrzebę. Otworzyłam drzwi szafy i spoglądałam na nią chwilę. Zdecydowałam na czerwoną, długą sukienkę z rozcięciem na plecach. Znalazłam beżowe szpilki i torebkę. Dobrałam biżuterię i poszłam wziąć długą kąpiel. Po półgodzinie zaczęłam suszyć włosy, kiedy skończyłam delikatnie je pofalowałam. Następnie zabrałam się za makijaż, czyli czarne smokey eyes i czerwone usta. Paznokcie pomalowałam na beżowo z czarnymi diamencikami. Zabrałam się za zakładanie sukienki, ale przed tym zamiast rajstop ubrałam koronkowe pończochy, a kiedy sukienka wreszcie była na swoim miejscu założyłam buty, biżuterię i torebkę. Gotowa popryskałam się perfumami, zerknęłam jeszcze na godzinę. Zegarek wskazywał na 19:30 dlatego też spakowałam do torebki wszystkie potrzebne rzeczy, a broń przełożyłam pod pończochy. Zamknęłam dom i ruszyłam do garażu, wsiadłam do Audi i po dwudziestu minutach byłam już pod budynkiem. Z gracją wyszłam z samochodu i udałam się w stronę wejścia. Na drodze stanęło mi dwóch ochroniarzy. Pokazałam im zaproszenie, a oni jak na zawołanie odsunęli się. Weszłam do środka pomieszczenia i rozejrzałam się wokół. Masa ludzi, którzy tracili tutaj kasę, jak w najlepszym kasynie, siadała właśnie na miejscach. W powietrzu unosił się dym, pomieszany z niebieskim światłem, które jako jedyne oświetlało trybuny, ponieważ wszystkie pozostałe skierowane były na ring. W tle słychać było rytmiczną muzykę, która niesamowicie dudniła mi w uszach. Usiadłam na wolnym miejscu, obok jakiegoś starego bogatego gnidy. Chwilę później światła zgasły by zapalić się znów, a na ringu pojawił się prowadzący. Zaczęło się.
- Panie i Panowie... 




 

No cóż przykro mi ale..
Co najmniej 5 komentarzy następny rozdział!
Naprawdę wolałabym, żeby tego nie było, ale nie wiem czy jest sens, aby to kontynuować...
Wy zdecydujcie.
/R.

czwartek, 14 sierpnia 2014

Rozdział VIII



Rozdział VIII


Perspektywa Rose

Kiedy Lucas wyszedł ja znalazłam się w salonie. Popatrzyłam na kieliszek, który mi został. Wzięłam go w dłoń i szybkim ruchem przechyliłam naczynie. Odstawiłam lampkę i położyłam się na sofie. Nagle zgasła żarówka w żyrandolu, więc postanowiłam ją wymienić. Wyjęłam z szuflady nową i wspięłam się na stół, chwilę później świat zaczął mi wirować, słyszałam jakieś uderzenia, ale nie mogłam się ruszyć, wszystko na co patrzyłam sprawiało mi fizyczny ból. Próbowałam zejść ze stołu, ale straciłam równowagę i spadłam na podłogę, mocno uderzając biodrem o kant pobliskiego regału. Potem nie pamiętam niczego co się działo, przed zamknięciem oczu mignęła mi tylko czyjaś czerwona koszulka, a dalej ciemność...

* Trzy godziny później *

Uchyliłam powieki choć były bardzo ciężkie, lecz zaraz z powrotem je zamknęłam gdyż poraziły mnie promienie słoneczne. Nagle usłyszałam dźwięk spuszczanych rolet, widocznie ktoś zauważył moje niezadowolenie po przez grymas na twarzy. W ogóle bałam się nawet myśleć jak teraz wyglądam. Po dłużej chwili uświadomiłam sobie gdzie jestem, mimo, że oczy otworzyłam tylko raz. Dom Zayna. Skąd wiem? Czuję jego zapach to raz, a dwa nikt nie ma tak wygodnego łóżka jak on. Sekundę, może dwie potem poczułam mały pocałunek na czole, co sprawiło, że natychmiast otworzyłam oczy. Przede mną widniała jak zwykle perfekcyjna twarz Malika. Zobaczyłam również czerwoną koszulkę, którą pamiętam z wczoraj. Chwilę na mnie patrzył, aż w końcu postanowiłam się odezwać.
- Ile spałam? - zapytałam tak osłabionym głosem, że sama się przeraziłam.
- Cztery godziny. - odpowiedział chłodno. Miłe powitanie, nie ma co. - Pamiętasz coś z wczoraj? - zapytał.
- Emm tylko, nowego sąsiada Lucasa, butelkę, no może dwie wina, spaloną żarówkę, i twoją koszulkę. - powiedziałam patrząc na jego ubranie. Czarne lekko węższe spodnie i zwykła czerwona koszulka w serek. Włosy jak zawsze perfekcyjnie ułożone do góry. Co jak co, ale jego włosy, są naprawdę cudowne. Alex! O czym ty myślisz! Skarciłam się w myślach. Jednak on całkowicie zignorował to co mówiłam, oprócz wzmianki o Lucasie. W tym momencie jego źrenice powiększyły się tak jakby coś brał.
- Jak to NOWY sąsiad?! - zapytał, o ile można to nazwać pytaniem.
- Normalnie, Lucas Taylor. Wczoraj przyszedł się przywitać bardzo miły. - uśmiechnęłam się.
- Kurwa Rose! W coś ty się wpakowała!? - krzyknął. - A może to ja...- mruknął pod nosem, ale ja mimo to usłyszałam i nie byłam zachwycona.
- W co się miałam niby wpakować?! Co ty? Wyjaśnisz mi może? - rozdrażniłam się. Ten tylko chodził w kółko po pokoju, aż nagle się zatrzymał i spojrzał prosto w moje oczy. Wiedziałam, że obmyśla plan, grając ze mną na czas. Postanowiłam jeszcze trochę poczekać aż jego emocje opadną.
- Rosie...- mówiłam żeby tak do mnie nie mówił. - musisz się pakować. Chwila co? On robi sobie ze mnie żarty?
- Zayn o czym ty mówisz do cholery?! - krzyknęłam i szybko wstałam z łóżka, co nie było dobrym pomysłem, gdyż zachwiałam się i wpadłam prosto na niego. Złapał mnie za bok, na co syknęłam z bólu. On bezwstydnie podniósł moją koszulkę, a jego szczęka zacisnęła się.
- Co to ma być?! Kto ci to zrobił?! - krzyczał wskazując na ogromnego siniaka. Tak bardzo nie lubię kiedy krzyczy.
- Nikt! Uspokój się. Musiałam to zrobić kiedy spadłam ze stołu. Pamiętam, że po tej ostatniej lampce źle się poczułam. - skrzywiłam się.
- Bo byłaś naćpana i pijana. - warknął. Przecież nic nie brałam!
- Co? Chyba oszalałeś, nie byłam naćpana!
- Ależ byłaś i nawet wiem dzięki komu. Twój kochany sąsiad wsypał ci to do kieliszka. Rose, jesteś taka...- nie dokończył.
- Naiwna i głupia? Już gdzieś to słyszałam. - warknęłam i wyplątałam się z jego uścisku. Idąc prosto do łazienki, zamykając się. Przemyłam twarz wodą i popatrzyłam w lustro. Wiem co muszę zrobić, tak będzie dla mnie najlepiej. Nagle usłyszałam pukanie do drzwi. Otworzyłam je i wyszłam, ale na drodze stanął mi Zayn.
- Nie chciałem tego powiedzieć, więc nie mam cię za co przepraszać jasne? - w odpowiedzi tylko prychnęłam.
- Niczego od ciebie nie oczekuje. No może poza jednym. Zniknij w końcu z mojego życia, nie potrzebuję cię, świetnie dawałam sobie radę, bez ciebie. Jutro zakończenie roku, więc i zakończmy naszą znajomość. Nie obchodzi mnie żaden Lucas, jak będzie taka potrzeba to go zabiję, nie musisz się fałszywie martwić i tak ci nie dam. Żegnaj Zayn. - powiedziałam po czym ruszyłam w stronę wyjścia, zdziwiło mnie tylko to, że nawet nie próbował mnie zatrzymać.
- Będziesz tego żałowała Rosie.
- Ja niczego nie żałuję. - wyszłam. I mam w planach nigdy tam nie wracać. No właśnie. Plany zawsze mogą ulec zmianom, ale postaram się ich nie zmieniać w najbliższym czasie. Co ja mówię?! Na zawsze! Dość Malika...na zawsze...Wyszłam z jego domu, i popędziłam prosto do sklepu, po papierosy. Kupiłam paczkę i z kieszeni, JEGO kurtki, którą pomyliłam nie mam pojęcia jakim cudem to zrobiłam, wyjęłam okulary, sądzę, że też są jego. Nagle mocnej zawiał wiatr, a ja automatycznie mocnej otuliłam się materiałem. Szłam uliczkami, które pełne były kwiatów. Jak na lato, dziś jest bardzo zimno, ale w końcu to Londyn. Zastanawiałam się dalej nad tym wszystkim, a szczególnie o jego walce. Na pewno na nią przyjdę, przecież ustaliłam to zanim go poznałam tak? Muszę dowiedzieć się kiedy mam kolejny wyścig, pora się od stresować. Wyciągnęłam komórkę i wybrałam numer do Marca, odebrał już po kilku sygnałach.
- Rose?
- Tak, cześć Mark, powiedz mi kiedy mamy w planach jakiś wyścig? - zapytałam.
- W najbliższy piątek, ale przecież ci mówiłem. - odpowiedział.
- Oh naprawdę? Musiałam nie usłyszeć, no a co z autkiem? - zapytałam.
- Wszystko jest gotowe, tylko dekoracja nam została. - zaśmiał się.
- To się cieszę, dzięki i do zobaczenia na torze. - zawtórowałam mu.
- No jasne, papa. - rozłączył się.
Uśmiechnięta, schowałam telefon do kieszeni i chwilę później byłam już w domu. Na klamce były trzy listy. Dwa jakieś rachunki, jeden bez nadawcy. Czyli jakieś zaproszenie, specjalnie dla mnie. Zaśmiałam się w duchu. Otworzyłam czarną kopertę i zaczęłam czytać. Z tego papieru wynikało, że zaproszono mnie na wyścigi, ale motocykli. Właściwie to jeszcze nigdy nie miałam okazji. Chodziło o to, że kierowcy, dostają swoje partnerki, które mają z nimi się ścigać, oczywiście na jednym motocyklu. Wyglądało bardzo interesująco, dlatego też od razu napisałam sms-a z zapewnieniem przybycia. Następnie postanowiłam ogarnąć trochę w domu. Posprzątałam salon, łazienkę, kuchnię i wszystko dokładnie odkurzyłam. Kiedy skończyłam ktoś zapukał do drzwi. Podeszłam do drzwi, otworzyłam i zaraz je zamknęłam, lecz przeszkodził mi w tym czyjś but. Popatrzyłam z pod byka na Lucasa.
- Czego chcesz? Nie jestem w nastroju do sąsiedzkich pogaduszek. - warknęłam. Jego oczy mocno pociemniały jednak starał się zachować spokój.
- Dobrze, w takim razie przepraszam, wpadnę innym razem. - odsunął się i odszedł. Zamknęłam drzwi w osłupieniu. W życiu nie spodziewałam się, że tak po prostu odpuści, w końcu Zayn mówił, że to niebezpieczny typ, ale jeśli ja będę słuchała się Zayna to na pewno daleko zajdę. Wróciłam do kuchni i zabrałam się za robienie kawy, po kilku minutach rozkoszowałam się jej smakiem, zastanawiając się nad jutrzejszym dniem, skończę szkołę i będę wolna...zaśmiałam się w myślach. Rosie, ty zawsze jesteś wolna. Po wypiciu pysznego płynu poszłam do łazienki i wzięłam długą kąpiel, zaraz potem udałam się do krainy Morfeusza.

Perspektywa Zayna


Obudziły mnie te cholerne promienie tego jebanego słońca. Od razu wiedziałem, że mam fatalny humor i bez kija nie podchodź. Nie wiem czy spowodowane to wczorajszym " układem " z Rose czy może zmęczeniem. Stawiam na to drugie, rzecz jasna. Gwarantuje, że beze mnie sobie nie poradzi, prędzej czy później Lucas ją zabije, właściwie to przeze mnie. Cholera! Czyli to wszystko moja wina?! Po co w ogóle się nią zainteresowałem? A no tak spodobał mi się jej sposób bycia. To jak jest pewna siebie, jak marszczy brwi, to jak się uśmiecha, wścieka, jest zdenerwowana, próbuje być silniejsza niż jest naprawdę... Pierdolnij się Zayn! O czym ty myślisz? Jak tak dalej pójdzie to nie sądzę, żebyś to ty bez niej wytrzymał niżeli ona bez ciebie. Odezwał się głos w mojej głowie, który miałem ochotę zmieszać z ziemią. Wstałem z łóżka, udając się do pod prysznic. Po dziesięciu minutach byłem już gotowy do wyjścia. Poprawiłem jeszcze włosy, zabrałem kluczyki, dokumenty, telefon i wyszedłem zamykając drzwi. Z racji tego, że było jeszcze rano ominąłem korki i już po pięciu minutach byłem pod szkołą. Zaparkowałem, ale postanowiłem poczekać jeszcze trochę między innymi na Jake. Chwilę później na parkingu pojawiła się Rose. Samochód postawiła naprzeciw mojego, w między czasie rozmawiając przez telefon, obserwowałem jej każdy ruch. Kiedy wysiadła, ktoś zagwizdał na jej widok. Nie powiem żeby mnie to zdziwiło, ale mimo to wkurzyło. Bardzo. Niespodziewanie zaczęła się donośnie śmiać wciąż rozmawiając przez telefon. Podnosząc głowę, jej wzrok napotkał mój, z całych sił starałem się by wyglądać obojętnie i chyba mi się to udało. Ona zaś szybko zabrała ze mnie swój wzrok i popędziła w kierunku wejścia do budynku. Minutę później przyjechał Jake i razem poszliśmy na sale. Po dziesięciu minutach wszyscy byli już w pomieszczeniu, a dyrektor zaczął swoje jakże interesujące przemówienie. Po godzinie stania w tej głupiej sali i przekładania z nogi na nogę dostaliśmy świadectwa i mogliśmy wyjść, jako jak to określił pan dyrektor " dorośli ludzie " ciekawe, naprawdę. Razem Jakiem staliśmy na parkingu, oparci o swoje auta. Obgadywaliśmy szczegóły dzisiejszego wieczoru.
- No stary jak tam nastrój? - zagadał Jake.
- Dobrze wiesz, że i tak wygram więc nie ma się czym przejmować. - zaśmiałem się, byłem pewien wygranej choćbym miał umrzeć.
- Nie chcę cię denerwować, ale słyszałem, że ta walka jest ustawiona...- nie, no co on pieprzy?
- Przestań pierdolić, obaj wiemy, że nic się nie stanie, wszytko będzie tak jak zakładałem, przez ostatni tydzień dałem sobie nieźle popalić więc chyba nie poszło to na marne? - warknąłem z rozdrażnieniem. Nic nie może się stać. Powtarzałem w myślach jak mantrę.
- To co o dwudziestej na ringu? - zapytał.
- Nie mogę się doczekać.- zaśmiałem się i odwróciłem by wsiąść do samochodu i kątem oka zobaczyłem, że Rose przysłuchuje się rozmowie, jednak kiedy nasz wzrok się spotkał szybko się odwróciła. Sama tego chciałaś Rosie...spokoju ode mnie, to będziesz go miała. Chyba sam w to nie wierzysz Zayn...
                                                                                    
   







Proszę o chociaż parę komentarzy, naprawdę będę wdzięczna, a rozdziały będą pojawiały się częściej. :)
Buziaki dla wszystkich którzy czytają, a osobę która skomentowała kocham! :* ^^ 
/ R.

                                                                                   

środa, 6 sierpnia 2014

Rozdział VII



Rozdział VII



Perspektywa Rose

Obudziłam się na wielkim łóżku, które należało oczywiście do Zayna. Problem w tym, że wydaje mi się, że za często się z nim spotykam. Zawsze obiecywałam sobie, aby być silną i nie dawać się zwieść, ale z drugiej strony on nic mi nie zrobił, wręcz przeciwnie jest dla mnie dobry. Nadal obserwuję sytuację jeśli chodzi o walkę, kiedy o tym myślę, dziwne uczucie rodzi się w moim brzuchu, coś jak strach, przecież nigdy go nie czułam, choć ostatnio chyba chce mnie poznać. Sama nie wiem jak postąpić, obecna ja, każe mi uciec od niego jak najdalej, ale tamta dawna Alex, chce przy nim być. Kończąc swoje rozmyślania, które prowadziły do wspomnień zupełnie niepotrzebnych, zeszłam na dół. Nie zauważyłam nawet, że na sobie mam jego koszulkę, chwila on mnie przebrał..? Pierwszy raz od dawna poczułam się skrępowana, tym co zobaczył. Wchodząc do kuchni zobaczyłam Malika stojącego przy kuchence, a obok Louisa mieszającego coś w misce. Widząc tego drugiego, krew zaczęła we mnie buzować. Podeszłam do niego i szarpnęłam za bluzkę, odwrócił się natychmiast, tak jak mulat, nawet się nim nie przejęłam. Moja dłoń automatycznie chciała się spotkać z jego policzkiem, ale on był szybszy i mocno, bardzo mocno złapał za nadgarstek.
- Nie radzę. - warknął, a mnie to jeszcze bardziej rozzłościło, wspominałam, że jestem okropnie nerwowa?
- Puść mnie.- podkreśliłam każe słowo. Ten w odpowiedzi tylko się zaśmiał, kątem oka spojrzałam na Zayna i widziałam, że już otwierał usta.
- Skoro tak wolisz. - powiedziałam, z cwanym uśmiechem, po czym szybko kopnęłam go z kolanka w męskość, szybko mnie puścił i zgiął się w pół. Wykorzystałam moment, aby pobiec na górę i przebrać się w swoje ubrania. Byłam już w sypialni i akurat zdejmowałam koszulkę a do pokoju wparował wściekły Malik, jednak kiedy mnie zobaczył w samej bieliźnie lekko go przyćmiło, nie dając mu tej satysfakcji szybko założyłam swoją sukienkę i rękoma przeczesałam włosy. Czułam, że byłam w wielkiej furii, w końcu słowa Demi miały ogromną moc. Chciałam wyjść z pomieszczenia jednak on mi przeszkodził.
- Mogę wiedzieć co ty odpierdalasz? - krzyknął. - Lou to mój przyjaciel do cholery!
- Który pieprzył moją byłą przyjaciółkę. - wiedziałam, że to na pewno się wydarzyło, a nie pominęłam też faktu, że ona już nią nie jest.
- To cię aż tak zdenerwowało? Oh proszę cię, skoro sama tego chciała. - powiedział widocznie poirytowany. Podeszłam do niego maksymalnie blisko i powiedziałam mu prawie w usta.
- Posłuchaj mnie. - warknęłam. - Ona została zgwałcona, myślisz, że byłaby chętna całkiem na trzeźwo? - popatrzyłam mu głęboko w oczy,  ale był nieugięty, nie dał mi nic wyczytać. Wiedziałam, że teraz rozważa co ma powiedzieć. - I teraz już chyba wiesz dlaczego się zdenerwowałam. - dodałam.
- Na pewno on o tym nie wie. - odpowiedział.
- A ty byś się chwalił?! Przez cztery lata się nią opiekowałam! Cztery lata rozumiesz!? A ona teraz jak gdyby nigdy nic odstawia takie coś. Widocznie nigdy naprawdę jej nie poznałam. - podkreśliłam czas przeszły. Patrzył, tylko patrzył. Szkoda, że sekundę później powiedział coś czego nie powinien.
- Widocznie ludzie się zmieniają, a ty jesteś zbyt naiwna Rosie. - odparł, głęboko patrząc mi w oczy i twardo mówiąc słowa.
- Nie nazywaj mnie tak. - warknęłam. - Przecież mnie nie znasz.
- Wiem o tobie więcej niż ci się wydaje. - - zaśmiałam się żałośnie
- Szkoda tylko, że nie ma w tym żadnej prawdy...- zakończyłam wymianę zdań i wyszłam. Na drodze stanął mi jeszcze Louis. Postanowiłam dokończyć to co zaczęłam. Zatrzymałam się tuż przed nim.
- Nie jest już moją przyjaciółką, ale...- zawahałam się. - nie rób nic głupiego. - rzuciłam patrząc na niego i praktycznie wybiegłam z domu, mocno, bardzo mocno trzaskając drzwiami. Jakieś piętnaście minut później byłam już pod moim domem. Całą drogę rozmyślałam nad tym jak to się stało, że jeszcze wczoraj Zayn był dla mnie taki ciepły i opiekuńczy, a dziś? Może moje zachowanie go tak sprowokowało? No tak nie zapominajmy, że to zawsze we mnie jest problem. Męczy mnie taka sytuacja, za bardzo się do niego przyzwyczaiłam, to jest pewne. Muszę z tym skończyć zanim naprawdę uzależnię się od jego pocałunków i niego samego. A może ja tak naprawdę tego potrzebuję? Odrobiny ciepła i poczucia bezpieczeństwa? Właściwie to nigdy nie byłam na kogoś ważna...Nie chcą doprowadzić się do stanu rozpaczy, postanowiłam napić się lampki wina i poczytać książkę. Ruszyłam do barku i wyjęłam butelkę czerwonego wina i wzięłam pierwszą lepszą książkę z pułki. Okazała być się kryminałem, dlatego też bardzo mnie zaciekawiła. Po godzinie książka została przeczytana, a butelka wypita. Wiedziałam, że następnego dnia będę się źle czuła, wręcz umierała, ale w tamtym momencie nie obchodziło mnie to ani trochę. Niespodziewanie zadzwonił dzwonek do drzwi. Chwiejnym krokiem poszłam je otworzyć. Nie przyglądałam się nawet kto to taki, tylko po prostu otworzyłam drzwi. Przede mną stał naprawdę przystojny mężczyzna.
- Dobry wieczór, jestem Lucas....-


Perspektywa Lucasa

Stałem pod tym jej głupim domem i dokładnie obserwowałem jej każdy ruch. Z tego co mi się wydawało była pijana, dlatego teraz był najlepszy moment, na odwiedziny. Wyszedłem z samochodu i ruszyłem prosto do drzwi, rozglądając się jeszcze czy nikt mnie nie obserwuje. Kiedy zlustrowałem teren, przycisnąłem dzwonek do drzwi, a chwilę później moim oczom ukazała się śliczna brunetka. Wiem, że Malik zawsze szuka tego co porządne, ale ona mu się udała, muszę to przyznać. Nie czekając postanowiłem się przedstawić.
- Dobry wieczór,  jestem Lucas Taylor właśnie wprowadziłem się tuż obok i chciałem się przywitać. - wysiliłem się na najszczerszy uśmiech, choć naprawdę ciężko mi to przychodziło.
- Miło mi jestem Rose.
 Dziewczyna tylko się uśmiechnęła i gestem ręki zaprosiła do środka.
- Więc Lucas skąd pochodzisz? - zapytała całkiem trzeźwo. co bardzo mnie zdziwiło.
- Urodziłem się w Hiszpanii, ale od roku mieszkam tu w Londynie, a wczoraj przeprowadziłem się tutaj. - odpowiedziałem grzecznie.
- Emm... przepraszam za to pytanie, ale ile masz lat? - zapytała. Oj skarbie będziesz moja.
- Dwadzieścia. - zaśmiałem się. - A dla czego pytasz?
- Z ciekawości, jesteś cholernie przystojny. - powiedziała i zaczęła maksymalnie się przybliżać. Wiedziałem na co ma ochotę, ale musiałem zostawić to na później, inaczej cały mój plan poszedłby w błoto. Rose zaczęła składać pocałunki na mojej szyi doprowadzając mnie do obłędu, ale musiałem się powstrzymać.
- Rose, co ty robisz? - próbowałem zachować spokój.
- Oh, przepraszam nie wiem co we mnie wstąpiło. - wyglądała jakby właśnie ktoś jej otrzeźwił umysł.
- Nic się nie stało, to pewnie przez to - wskazałem na pustą butelkę wina.
- Tak, wiesz przepraszam cię, zaraz wrócę. - powiedziała po czym poszła jak mi się wydawało do toalety. Jest naprawdę niezłą kretynką, skoro zostawia zupełnie obcą osobę samą w pomieszczeniu. No ale cóż, nie czekając długo wyjąłem torebeczkę z narkotykami i wsypałem proszek do jeszcze pełnej lampki wina, którą zapewne dopije. Sekundę później drzwi się otworzyły i wyłoniła się z nich dziewczyna. Nie wyglądała najlepiej, może to wino? Nie przejmując się tym za bardzo, postanowiłem iść już do domu.
- Rosie, chyba źle się czujesz, może ja już pójdę. - powiedziałem.
- Tak, chyba przesadziłam z tą butelką. To dobranoc i do zobaczenia. - uśmiechnęła się.
- To na pewno. - puściłem jej oczko i zaśmiałem się w myślach z sytuacji w jakiej może się znaleźć. Wychodząc z domu, przez przypadek mignął mi samochód jak mi się wydawało Malika, jednak przejechał od dalej. Sekundę później cofnął się i wtedy wiedziałem, że zauważył właśnie mnie. Po chwili był już obok mnie, lecz ja w tym czasie zdążyłem wsiąść do samochodu i odjechać z piskiem opon, posłałem mu jeszcze szyderczy uśmiech i wróciłem do domu. Chyba mam nowy cel w życiu. Rose...

Perspektywa Zayna

Po tym jak pokłóciłem się z Rose od razu pojechałem na siłownię, tak jak sobie obiecywałem. Jakieś dwadzieścia minut po szesnastej byłem już na sali. Całe dwie i pół godziny poświęcałem się treningowi co nie znaczy, że nie myślałem o niej. Zastanawiałem się dlaczego w ogóle wpakowałem się w...takie coś. Bo przecież nie można nazwać tego przyjaźnią, a co dopiero związkiem! O tym, że jestem dupkiem wiem, o tym, że jestem agresywny wiem, o tym, że jestem niebezpieczny wiem! I przecież wszyscy o tym kurwa wiedzą i się mnie boją, to dlaczego Haner musi być tą, która mi się postawi? Może właśnie na tym polega mój problem. Nikt, nigdy nie traktował mnie tak jak ona. Ją nie obchodzi to, że ja nie mam serca. Już nie. Nie rozumie tego, że nie mógłbym jej pokochać, ani nic z tych rzeczy. To dlaczego ciągle o niej myślisz i nie pozwalasz by stała się jej krzywda? Zapytał wstrętny głos w mojej głowie, który ma tą cholerną rację. Skończyłem swoje rozmyślania na ten temat i poszedłem pod prysznic. Po piętnastu minutach byłem już odświeżony i przebrany kiedy nagle rozdzwonił się mój telefon. Popatrzyłem na wyświetlacz. Jake. 
- No siema Jake!
- Cześć, słuchaj jest sprawa. Wydaje mi się, że Lucas krąży gdzieś wokół naszej ulicy, widziałem jego samochód i chyba jego. Nie jestem pewien, ale może lepiej sprawdź dom.
- No jasne, dzięki, a na jakiej ulicy go widziałeś? - zapytałem niespokojnie.
- Na Green Street. Gdzieś obok A49 a co? - zapytał.
- Jesteś pewien? - A50, to przecież Rose, cholera!
- Tak, tak, ale co się stało? Kto tam mieszka?
- Muszę kończyć, na razie Jay. - rzuciłem, odpalając samochód. Jechałem i jechałem łamiąc przy tym chyba wszystkie przepisy, ale nie obchodziło mnie to. Byłem na drugim końcu miasta, nie mogłem pofrunąć, niestety. Z tej całej prędkości, pominąłem jej dom, jednak w oczy rzuciła mi się twarz Taylora. Szybko wycofałem i znalazłem się pod jej domem. Niestety Lucas był już w samochodzie. Minął mnie tylko z głupawym uśmiechem na mordzie, który chętnie bym mu zmazał i odjechał. Jak popierdolony wyleciałem z auta i zacząłem dobijać się do drzwi. Nikt mi nie otwierał, dlatego postanowiłem je wyważyć. Rozpędziłem się i z całej siły kopnąłem. Po paru uderzeniach w końcu ustąpiły. Zacząłem jej szukać i wołać na cały dom.
- Rose!? - cisza. Wbiegłem do salonu to co zobaczyłem, sprawiło, że kolana stały się jak z waty. Rose była....


 
 Przepraszam za opóźnienie. Im więcej będzie komentarzy tym szybciej pojawi się rozdział ;) 
Do następnego! ;*



poniedziałek, 28 lipca 2014

INFORMACJA O ROZDZIALE

Więc tak, przez najbliższy tydzień nie będzie mnie prawie w ogóle w domu, dlatego pisanie rozdziału, zajmie mi trochę więcej czasu, ale spokojnie w tym tygodniu na stówę będzie kolejna dawka Malika i Rosie ;) Jest już kawałek napisany i naprawdę postaram się nie przeciągać. Proszę o komentarze, które niesamowicie dopingują mnie do pisania.  Buziaki dla was! :*  /Rose  
 

środa, 23 lipca 2014

Rozdział VI

Rozdział VI


W jak mi się wydaje salonie, na stole tańczyła Demi! A nie, ona obmacywała się z Louisem na oczach wszystkich, od kiedy stała się taką dziwką...Nie myśląc zbyt wiele, ruszyłam prosto do niej. Ta gdy mnie zauważyła od razu się uśmiechnęła i zeszła ze stołu, muzyka była bardzo głośna dlatego chciałam z nią porozmawiać gdzieś indziej.
- Możemy pogadać? - warknęłam do niej, jednak ona była zbyt wstawiana żeby przejąć się moim tonem.
- Jasne! Chodź! - krzyknęła i ruszyłyśmy jak się okazało do kuchni, mijając oczywiście Zayna, ahh tak przyszłam tu z nim...
- Możesz mi powiedzieć od kiedy jesteś taką dziwką?! - już na samym początku nie mogłam się opanować.
- O co ci do jasnej cholery chodzi?! Dobrze się bawię, z kimś w końcu musze, skoro ty jak zwykle masz ważniejsze sprawy niż ja! - krzyczała.
- Dobrze wiesz dlaczego tak jest. - syknęłam.
- Oj przestań już z tym swoim bolącym serduchem! Chłopak cię zdradził z jakąś dziwką i to nie raz, później natknęłaś się na jakiegoś pajaca! Nie moja wina, że masz takie pojebane życie, że nie masz nawet rodziców! Wiesz co Alex jesteś żałosna, wzięła byś się w końcu za kogoś, a nie ciągle bronisz się przed wszystkim! Może na zewnątrz jesteś silna, ale obie wiemy, że w środku delikatna jak pieprzona porcelana! Przestań udawać silniejszą niż jesteś. Na jakim ty świecie żyjesz! Myślisz, że on rozpaczał po tobie, że tęskni?! Może pora żebyś puknęła się w tą swoją mądruteńką główkę, a teraz spieprzaj, bo nie mam na ciebie czasu, tak jak ty nie miałaś go dla mnie.... - Zabolało. Nie myśląc dłużej wybiegłam z kuchni prosto do wyjścia, po drodze mignęła mi twarz Zayna, czyli wszystko słyszał, cudownie... Uciekłam stamtąd jak najszybciej i nie odwracając się ani razu, pobiegłam w stronę mojego domu, kiedy znajdowałam się już dość daleko od tej cholernej imprezy, zaczęłam nad tym wszystkim myśleć. Demi. Kiedy mówiła to wszystko miała taki zimny wzrok, wręcz lodowaty. Nigdy dla mnie taka nie była, zawsze jak siostra. Ale dziś, wszystko zostało powiedziane. Może miała rację, może ja na prawdę jestem do niczego i tylko rozpaczam, ale dlaczego ona nie rozumie, że ja mam takiego pieprzonego pecha w życiu? Od zawsze starałam się być silna, ale też nie zawsze mi się to udawało. Ja naprawdę każdego dnia się staram, ale wszytko jest takie trudne, tak wiele spraw na raz. Rozmyślałam tak nad tym wszystkim i postanowiłam zajść jeszcze nad most. Chwilę później stałam i gapiłam się na ciemną wodę, prawie przez całą drogę tutaj miałam wrażenie, że ktoś za mną idzie, nie przejmowałam się tym specjalnie...Tak Alex jesteś bardzo ostrożna. Nagle przed sobą zobaczyłam cień. Serce podeszło mi do gardła, ale dalej stałam nie ruchomo. Postać zaczęła się niebezpiecznie przybliżać i kiedy już miałam uciekać poczułam mocny zapach męskich perfum. Malik.
- I po co tutaj przyszedłeś? - zapytałam drwiąco.
- Zrozumieć. - powiedział nie patrząc na mnie.
- Tu nie ma czego rozumieć, usłyszałeś już chyba wystarczająco dużo. - powiedziałam chłodno.
- Wydajesz się być taka inna, od tej, o której mówiła Demi. Szczerze to nawet ci zazdroszczę tego, że wszystkim potrafisz dać sobie radę. A wiesz co jest dziwne a jednocześnie cholernie wkurwiające? - zapytał wreszcie spoglądając na mnie, a ja delikatnie pokręciłam głową. - To, że chciałbym zabrać od ciebie wszystko co cię boli, czego masz dość, co sprawia, że cierpisz,  nigdy, ale to nigdy nie byłem taki...- urwał - delikatny w stosunku do kogoś, ale ty... to takie pojebane. - zaśmiał się z własnych słów. Mnie zatkało, od dawna nie słyszałam takich słów, a może nawet nigdy. Uśmiechnęłam się blado i delikatnie przytuliłam obawiając się jego reakcji. Ten jednak od razu zacieśnił uścisk i pocałował czubek mojej głowy, czułam się jak małe dziecko, ale w tamtej chwili w ogóle mi to nie przeszkadzało, po prostu tego potrzebowałam. Staliśmy tak jeszcze chwilę, dopóki nie zrobiło się nam zimno.
- Wiesz, chyba muszę się już zbierać. - powiedziałam i już chciałam się wyrwać z jego uścisku, ale nie pozwolił mi na to. Całował delikatnie, tak jakby chciał mnie uspokoić i sprawić bym poczuła się lepiej, niestety nic nie trwa wiecznie Zayn oderwał się od moich ust.
- Co ty wyprawiasz? - zapytałam głęboko patrząc w jego oczy.
- Miałem nadzieję, że to ty mi powiesz. - odpowiedział po czym cmoknął mnie w nos, złapał za rękę i prowadził. Oczywiście ja próbowałam ją wyrwać, ale z każdym moim ruchem jego dłoń zacieśniała się bardziej.
- Dobra, puść już! - krzyknęłam. On tylko się uśmiechnął i znów, tylko tym razem delikatnie złapał na moją dłoń.
- Właściwie to dokąd idziemy? - zapytałam.
- Chcę ci coś pokazać. - odpowiedział. Nie pytałam już o nic więcej tylko szłam tuż obok niego. Jakieś piętnaście minut później dotarliśmy do jakiegoś budynku, wydawał się być opuszczony.
- Po co tu jesteśmy? - zapytałam.
- Już mówiłem, wskakuj. - pokazał na metrowy schodek. Cholera mam przecież krótką sukienkę i szpiki...
- Poczekaj musze zdjąć buty. - powiedziałam i chciałam się schylić.
- Zostaw, pomogę ci. - powiedział, a ja popatrzyłam na niego pytającym wzrokiem.
- No choć podsadzę cię. - wyczułam nutkę rozbawienia w jego głosie. Wahałam się chwilę, patrząc mu w oczy, ale jednak postanowiłam mu zaufać. Lewą nogę postawiłam na schodku, jednocześnie rękami trzymając się barierki. W pewnym momencie poczułam ciepłe dłonie Malika na swoim tyłku, czyli tak zamierzał mi pomóc... Cwaniak. Podsadził mnie na tyle wysoko, abym dała radę stanąć wyżej. Kiedy byłam już na górze, on w niecałe dziesięć sekund był już obok mnie, wyglądało to naprawdę zabójczo.
- Możesz w końcu przestać się śmiać? - zapytałam z lekkim rozbawieniem, cholerny cwaniak.
- Masz zarąbisty tyłeczek. - całkowicie zignorował moje pytanie, tylko się do mnie wyszczerzył.
- Głupek. - podsumowałam, chcąc ukryć rozbawienie. Ten nic nie odpowiedział tylko się uśmiechnął. Podeszliśmy na skraj budynku, oczywiście moje niezdarstwo się włączyło, bo noga obsunęła mi się z krawędzi i gdyby nie Zayn na pewno bym spadła.
- Dzięki. - mruknęłam cicho i spuściłam głowę w dół. On jedynie kciukiem podniósł ją tak abym popatrzyła mu w oczy.
- Uważaj na siebie . - zaśmiał się. Ja tylko lekko się uśmiechnęłam i dalej patrzyłam na piękny widok.
- Przychodziłem tutaj zawsze kiedy miałem już dość i nikt nie rozumiał tego co czuje. Znalazłem to miejsce jak miałem piętnaście lat.- powiedział nagle.
- Pokazywałeś to miejsce jeszcze komuś? - zapytałam, bo moja ciekawość zwyciężyła.
- Tylko tobie. - odpowiedział cicho patrząc na mnie. Nie mogłam niczego doszukać się w jego oczach, ciągle zastanawiałam się dlaczego akurat ja. Niczego już nie odpowiedziałam, zastanawiając się nad własnymi myślami. Staliśmy tam jeszcze jakiś czas aż w końcu Zayn zdecydował wracać, gdyż zrobiło się bardzo zimno. Faktycznie tak było, co chwilę przez moje ciało przechodziły dreszcze i oczywiście nie uszło to uwadze Malika.
- Trzymaj. - powiedział i podał mi swoją marynarkę.
- Nie zgrywaj księcia, dam radę, a ty będziesz chory. - odgryzłam się.
- Ja sobie poradzę, a nie wiem jak ty, dlatego weź to.- podał mi ją. Ja jednak uparcie stałam przy swoim.
- Nie chce. - warknęłam. On tylko westchnął. Przeszliśmy kawałek dalej, a metr od nas znajdowała się ławka. Nim się zorientowałam zostałam pociągnięta wprost na nią, jednak Zayn ustawił mnie tak, że siedziałam mu na kolanach i nie miałam możliwości ucieczki.
- Co ty robisz? - warknęłam mu prosto w twarz.
- Nie chciałaś po dobroci to będzie siłą. - na początku nie wiedziałam o co mu chodzi, kiedy jednak zdjął marynarkę zrozumiałam. Chciałam zaprzeczyć, ale ten sprytnie zamknął mi usta pocałunkiem, nie potrafiłam się oprzeć, chciałam więcej i więcej, ale przecież to tylko przykrywka...
- Zamknij się. - powiedział rozbawiony, zapewne z śmiał się z mojej miny, która cóż na pewno była zabawna. Nie odezwałam się już ani słowem, tylko patrzyłam co robi. Delikatnie, ale zdecydowanymi ruchami założył swoją marynarkę na mnie, a potem zapiął każdy guziczek. Nie chce nawet myśleć jak zabawnie wyglądałam.
- Wyglądasz uroczo. - powiedział z wielkim uśmiechem.
- Zamknij się, ja nie jestem urocza. - tupnęłam nogą i właśnie wtedy uświadomiłam sobie, że zachowałam się jak mała dziewczynka.
- Nie wcale. - powiedział z wyczuwalną w głosie ironią. Szliśmy jeszcze kawałek aż doszliśmy do jego domu. Nie byłam z tego ani trochę zadowolona. Weszliśmy do środka i pierwsze co poczułam to zapach jego perfum, są naprawdę piękne. Rozebrałam się z jego marynarki, szpilki zrzuciłam i pomasowałam bolące stopy. W końcu postanowiłam się odezwać.
- Po co mnie tutaj przyprowadziłeś? - zapytałam.
- Żebyś ze mną była, nie ma nikogo w domu. - powiedział zabawnie.
- Aha czyli rozumiem, że boisz się sam zostać? - zapytałam śmiejąc się.
- Powiedzmy, że tak. - odpowiedział. Nagle rozdzwonił się jego telefon.

Perspektywa Zayna

Nagle usłyszałem dzwonek mojego telefonu, okazało się, że to Lou. Odebrałem i lekko odszedłem od Rose, aby nie usłyszała czegoś niepotrzebnego.
- Słucham? - przywitałem.
- Siema stary, mam dobrą wiadomość pajac Smith właśnie spłacił cały swój dług, przed sekundą wpłyną przelew na pięćdziesiąt tysięcy. - powiedział zadowolony.
- To cudownie, wygląda na to, że się przestraszył. Powiedziałem mu o rodzinie. - zaśmiałem się.
- Ah no tak to wszystko wyjaśnia. - odpowiedział.
- A i jeszcze jedno, Mike mówił mi, że niedaleko naszego domu kręci się jakiś Range Rover. Może to być Lucas więc bądź czujny, jesteś sam prawda? - zapytał
- No niezupełnie. - powiedziałem - Jest ze mną Rose.
- Kretynie, to dla niego najlepsza okazja! Pilnuj się ja dziś nie wracam, do jutra i bądź ostrożny. - rzucił.
- Dobra, już dam sobie radę. - powiedziałem. Wyszedłem z gabinetu i zobaczyłem Rosie leżącą na kanapie. Podszedłem bliżej i stwierdziłem, że śpi więc  postanowiłem zabrać ją na górę. Kiedy niosłem ją na rekach, idąc po schodach z całej siły wtuliła się we mnie, jak do misia, a ręce zaplotła wokół mojej szyi. Zaśmiałem się cicho z jej zachowania. Kiedy byłem już w sypialni, postanowiłem przebrać ją, aby lepiej się jej spało. Wyciągnąłem z szafki moją koszulkę i położyłem na fotelu. Rose leżała na łóżku, wypuściłem powietrze z ust, i podszedłem do niej. Delikatnie tak aby jej nie obudzić rozsunąłem suwak jej sukienki, kiedy całkowicie się jej pozbyłem musiałem się naprawdę hamować, aby nie zrobić niczego głupiego. Była po prostu piękna. Wziąłem do ręki koszulkę i jak najszybciej założyłem ją  na nią, aby się opanować. Chwilę potem spała przytulona do mojej poduszki. Wyszedłem z pokoju, delikatnie zamykając drzwi. Schodząc ze schodów usłyszałem jakiś cichy odgłos jakby zamykanych drzwi. Momentalnie otworzyłem szafkę naprzeciwko i wyjąłem z niej broń. Podszedłem do drzwi i nie zastałem niczego oprócz jakiejś kartki, którą od razu zacząłem czytać.


No, no Malik, ładna ta twoja lalunia. Ciekawe czy by się sprawdziła? Próbowałeś już? Chętnie bym się nią zajął... Wpadłeś wiesz?  teraz stała się dla mnie naprawdę ciekawym obiektem i kto wie, może dzięki niej nie będziesz mi już nic winny? Lepiej jej pilnuj...

            PS

Śliczne ma te koronki na sobie co nie ? Fajnie było popatrzeć  ;)

L.


Kurwa! Jak on mógł tutaj wejść!? Pierdolony sukinsyn, jeszcze mu pokaże, a od niej niech trzyma się z daleka. Wściekły uderzyłem pięścią w ścianę, a kartkę zmiąłem i włożyłem do kieszeni. Podenerwowany poszedłem wziąć prysznic i po piętnastu minutach byłem nieco spokojniejszy. Postanowiłem pójść spać, ruszyłem więc prosto do sypialni, zabierając jeszcze colta. Kiedy byłem już w pokoju, broń włożyłem do szafki, a sam położyłem się tuż obok Rose. Leżałem na plecach i zastanawiałem się nad wszystkim. Rose. Lucas. Walka. Wyścigi. Gang. Już w piątek będę walczył, z jakimś Stanem. Czytałem jego umiejętności, jest wagowo podobny do mnie. Szanse są wyrównane, choć ja nigdy nie walczyłem. Z tego co wiem mam zmienić imię i nazwisko na James Conor, nie mogę mieszać spraw "pracy" z walką. Zamierzam przez ten tydzień ostro trenować, a później zajmę się Lucasem. Zrobię mu taki cyrk, że się nie pozbiera, ale najgorsze jest to, że dowiedział się o Rose. Będę musiał ją pilnować, muszę to wszystko sam ogarnąć, no chyba, że poproszę Louisa o pomoc. Nie zastanawiając się dłużej szybko przytuliłem się do Rosie i zasnąłem...
 


środa, 16 lipca 2014

Rozdział V



Rozdział V


Perspektywa Rose

Obudziłam się całkowicie niewyspana, żeby było gorzej śnił mi się Zayn i to jego " Zatrzymaj go dla siebie kotku. Na pewno ci się przyda " Nie wiem o co mu chodziło, jednak mam nadzieję, że nie będę musiała do nikogo strzelać. Zaśmiałam się ze swojej głupoty. Zeszłam na dół zrobiłam sobie tak jak codziennie rano kawę i w spokoju ją wypiłam. Nie miałam ochoty na jakiekolwiek śniadanie, dlatego od razu poszłam wziąć prysznic. Tak, coś orzeźwiającego zawsze dobrze na mnie działa. Wykonałam poranną toaletę, pomalowałam się, ubrałam, a włosy zostawiłam w nieładzie, jedynie je rozczesałam, aby nie wyglądać jak idiotka. Nie obeszło się również bez szminki. Mniejszą uwagę przywiązuje do oczu, ale za to praktycznie zawsze mam coś na ustach. Zazwyczaj ciemna szminka, tak jak i dziś. Zerknęłam na telefon, 7:30 super muszę iść. Spakowałam jakieś tam książki i wyszłam uprzednio zamykając dom. Postanowiłam się przejść, w końcu pogoda była dość sprzyjająca. Droga do szkoły zajęła mi dwadzieścia minut i kiedy byłam tuż obok wejścia zauważyłam Demi. Od razu chciałam do niej podejść gdyby nie chłopak, którego właśnie dostrzegłam. Nawet przystojny. Kiedy on odwrócił się ku mnie zamarłam. Nie, nie wierze Louis? Czy jak mu tam, w każdym bądź razie to kolega Zayna. Szybko odwróciłam i modliłam się aby Demi mnie nie zauważyła i zawołała.
- Hej Rose! - cholera! Muszę się odwrócić, no nic, ustalmy, że go nie znam.
- Hej Demi - cmoknęłam ją w policzek.
- Poznaj proszę Louisa, to mój kolega. - wyciągnął do mnie dłoń.
- Louis. - powiedział.
- Rose. - mam nadzieje, że nie powiedziała mu jak naprawdę mam na imię. Zlustrowałam chłopaka, ale ostatecznie podałam mu dłoń.
- Czy my się już kiedyś nie spotkaliśmy? - zapytał.
- Nie. - ucięłam dobitnie. - Musiałeś mnie z kimś pomylić. - Chyba zrozumiał, że nie chce do tego wracać.
- Tak, pewnie masz rację.
- A wiesz, że on chodzi do naszej szkoły? - odezwała się przyjaciółka.
- Naprawę? Nigdy cię tu nie widziałam. Przepraszam was, ale właśnie zaczynają mi się zajęcia, muszę juz lecieć. Pa Skarbie, cześć Lou. - powiedziałam i pędem ruszyłam do wejścia szkoły. Nie czułam się komfortowo w jego towarzystwie, a Demi nic nie mówiłam ani o Maliku ani o Tomlinsonie. Ostatnio trochę się od siebie oddaliłyśmy, ale czasem tak u nas jest. Nim się obejrzałam byłam już pod salą i czekałam na dzwonek. Nagle zza ściany wyłoniła się pani Scott. Mimo wolnie zaczęłam się śmiać z jej wyglądu, a raczej ubioru.
- Przepraszam coś nie tak ?  - spytała nauczycielka.
- Po prostu nie mam pojęcia gdzie pani się ubiera.- znów zaczęłam się śmiać. Przecież ona wygląda jak idiotka.
- Ta spódnica jest okropna, wygląda pani jak klaun. - znów zaczęłam się śmiać, ale tym razem jej miny. Co za idiotka, nigdy nie cackałam się z nauczycielami, uważam, że to nikt.
- Do dyrektora! w tej chwili! -krzyknęła.
- Dobra, już dobra idę. - i znowu miałam napad śmiechu. Kiedy zapukałam do dyrektora zadzwonił dzwonek. No pięknie później będzie, że się spóźniłam. Usłyszałam ciche proszę i weszłam.
- Co tym razem panno Haner. - zapytał pan Henry. Jestem tu chyba setny raz, więc w końcu zaczęłam mówić do niego po imieniu.
- Cześć Henry, co tak oficjalnie. Przyszłam, ponieważ skrytykowałam stój pani Scott. - powiedziałam i zaniosłam się panicznym śmiechem.
- Rose, nie możesz obrażać nauczycieli, fakt pani Scott ma małe wyczucie stylu, ale nie oznacza to, że możesz pozwalać sobie na takie komentarze.
- No niech będzie. Przeproszę panią może być? - zapytałam znudzona.
- Może, to już zmykaj.
- No to pa Henry. - powiedziałam i wyszłam, jednak otworzyłam jeszcze drzwi i powiedziałam.
- Do następnego razu. - zaśmiałam się.
- Do widzenia panno Haner. - on też się uśmiechnął, równy z niego gość. Tak jak powiedziałam, przeprosiłam panią. Oczywiście nie obyło się bez wykładu, ale moją jedyną reakcją było przewracanie oczami. Dopiero po dziesięciu minutach zakończyła swój wywód i dała mi usiąść. Nie minęło może pięć minut a drzwi się otworzyły, odwróciłam wzrok i zobaczyłam... Zayna? Ale chwila, chwila co mu się stało w twarz?

Perspektywa  Zayna

Przez to, że wczoraj biłem się z tamtym kolesiem, zaspałem do szkoły. Przyszedłem więc godzinę później. Zapukałem delikatnie, usłyszałem ciche " proszę " więc wszedłem.
- O witamy, co pan tu robi, panie Malik ? - oh jak ja tej baby nie znoszę.
- Stoję. - warknąłem.
- Grzeczniej młody człowieku. Powiedz mi jaki jest powód twojego spóźnienia i zaraz, zaraz co ty masz na policzku? Biłeś się? - ja pierdolę jaka ona wścibska.
- Może, sam sobie raczej nie przyłożyłem. - po co się pyta, skoro i tak jej nie odpowiem.
- Mam nadzieję, że nie działo się to na terenie naszej szkoły? - zapytała.
- Bez obaw. - rzuciłem.
- Dobrze, żeby było mi to ostatni raz, możesz usiąść. - skinęła głową na klasę i dalej prowadziła zajęcia. Jedyne miejsce wolne, było obok...Rose. No pięknie. Siadłem obok niej, parzyła na mój policzek, ale zaraz się odwróciła. Było mi trochę głupio, ale z drugiej strony jakby nie patrzeć zrobiłem to dla niej. Wszystko przez tego jej zasranego fagasa. Lekcja minęła dość szybko więc od razu chciałem powiedzieć coś Rose, ale ktoś mi przeszkodził.
- Hej Zayn. - wyszczerzyła się Caroline, klasowa idiotka. Już miałem powiedzieć jej żeby spadała, ale kątem oka zobaczyłem jak Haner przygląda się sytuacji. Postanowiłem trochę pograć.
- Hej Caroline, co tam? Ładnie wyglądasz. - zaśmiałem się z mojego komplementu, wyglądała okropnie. A najlepsze było to, że Rose ciągle patrzyła.
- Oh dziękuje, wszystko dobrze, może dałbyś się gdzieś zaprosić, hymn? Wpadniesz do mnie? - zatrzepotała rzęsami. Nie wytrzymałem, zacząłem się śmiać.
- Skarbie naprawdę myślałaś, że mi się podobasz? Jesteś aż taką idiotką? - zaśmiałem się i wstałem z zamiarem wyjścia z klasy, ta tylko mruknęła coś pod nosem. Wychodząc puściłem oczko do Rosie, która dokładnie wszytko obserwowała, widziałem, że się uśmiechnie. Zadowolony wyszedłem ze szkoły, do głowy wpadł mi pewien pomysł, Jake mówił, że dziś wieczorem robi imprezę, wezmę Haner, a właściwie oświadczę jej, że idzie z mną. Było po szesnastej dlatego od razu pojechałem do domu.

Perspektywa Rose

Kiedy usiadł obok mnie miałam ochotę zapytać co mu się stało, ale pomyślałam, że wyjdzie na to, że się o niego martwię, a przecież tego nie mogę pokazać, a już na pewno nie jemu. Kiedy ta pizda, zaczęła do niego zagadywać, przeszedł mnie jakiś dziwny dreszcz, jakby ktoś wylał na mnie zimną wodę dla ostrzeżenia. Chciało mi się śmiać kiedy ją tak potraktował, to było na prawdę zabawne. Nie czekając dłużej wyszłam do domu, wracając kupiłam jeszcze leki na ból głowy. Na podjeździe przed domem zobaczyłam samochód Zayna. Nie powiem, zdziwił mnie ten widok. Podeszłam bliżej i mocno zapukałam w szybę, chyba przerwałam mu sen.
- Co ty tu robisz? - zapytałam chłodno.
- Przyjechałem po ciebie, a tak w ogóle to nie mogłaś pojechać samochodem? Czekam tu i czekam na ciebie. - powiedział wysiadając z samochodu. Zignorowałam jego gadanie, zainteresowałam się tylko jednym.
- Jak to po mnie? - podkreśliłam dwa ostatnie słowa. Nigdzie z nim nie jadę.
- Pójdziesz ze mną na małą imprezę. - powiedział spokojnie już w kuchni.
- Chyba śnisz, nigdzie z tobą nie idę. - powiedziałam po czym rozdzwonił się mój telefon, szybko odebrałam nie patrząc na rozmówcę.
- Myślałem, że nie odbierzesz, po tym co zrobiłem twojemu chłoptasiowi.  - Oskar. Kurwa. Chwila co?
- Komu? Co ty mówisz? - zapytałam, będąc coraz bardziej zła.
- Jak to komu? Twojemu chłoptasiowi - zaśmiał się szyderczo.
- Co? O kim ty mówisz Oscar? - powiedziałam i jak na zawołanie Zayn na mnie popatrzył, no to już wiem o kogo mu chodzi.
- Czy ciebie posrało? Co ty sobie wyobrażasz!? Będziesz tego żałował. - ucięłam krótko. - I jeszcze jedno, jeśli dowiem się, że wpieprzasz się w moje życie, pożegnasz się z tym co dla ciebie najważniejsze i oboje dobrze wiemy o co chodzi. - warknęłam i rozłączyłam się, zaraz potem wpatrywałam się w mulata.
- Dlaczego nic mi nie powiedziałeś? - zapytałam po kilku minutach ciszy.
- Nie było ci to do niczego potrzebne. - wstał.
 - Jak to nie było? Czy ty się słyszysz? Jesteś poobijany przez mojego...byłego faceta, któremu właściwie nic nie zrobiłeś? Mogłeś mi chociaż powiedzieć! - krzyknęłam, byłam w amoku, wiedziałam to. On zaczął się zbliżać.
- Coś by do dało? Przecież byś go nie zatrzymała, a poza tym nic mi nie jest, on dostał mocniej. - uśmiechnął się, był już całkiem blisko mnie.
- Wiem co bym zrobiła i z całą pewnością, by do tego nie doszło. - dotknęłam jego policzka i   zdenerwowana ich szczeniackim zachowaniem chciałam opuścić kuchnie, lecz czyjeś silne ramiona zagrodziły mi drogę.
- Gdzie się wybierasz? - zapytał.
- Ochłonąć, zanim zrobię coś złego i tobie i sobie. - odparłam.
- Myślę, że mam lepszy pomysł. - powiedział po czym mocno wpił się w moje usta. Na początku chciałam zaprotestować i nawet trochę się wyrywałam, ale on naparł swoim ciałem na mnie więc po prostu się poddałam. Muszę przyznać, że całował nieziemsko. Na początku delikatnie, a później stanowczo. Chciałam aby nigdy nie przerywał, ale jednak zabrakło nam powietrza.
- I jak? Pomogło? - zapytał ze śmiechem.
- Czasami masz dobre pomysły. - powiedziałam i przesunęłam delikatnie palcami po jego fioletowym siniaku.
- Przepraszam, to w sumie przeze mnie.
- To nie twoja wina, stało się i już. Nie myśl o tym. - odpowiedział mi.
- Całowałam się z wrogiem, no ładnie. - zaśmiałam się wpatrując w jego prześliczne oczy.
- Miałem na to ochotę już kiedy cię poznałem. - powiedział i musnął ustami o moje.
- To jak? Pójdziesz ze mną? - znów się odezwał. Trochę źle się czułam, ale ten pocałunek całkowicie przejął nade mną kontrolę, był zupełnie inny niż wszystkie. Zastanawiałam się nad odpowiedzią aż w końcu zdecydowałam.
- Ok, daj mi piętnaście minut. Możesz się rozgościć. - powiedziałam, po czym ruszyłam  pod prysznic, po pięciu minutach         skończyłam prostować włosy, weszłam do sypialni i otworzyłam szafę. Zdecydowałam się na krótką,  dopasowaną, szmaragdową sukienkę. Umalowałam się delikatnie, popryskałam perfumami i byłam gotowa. Założyłam jeszcze białe szpilki i włożyłam bransoletkę. Wzięłam torebeczkę i zeszłam na dół. Kiedy byłam już w kuchni, a Zayn mnie zobaczył, automatycznie rozszerzyły mu się źrenice, nie powiem, byłam z tego zadowolona
- Możemy iść? - zapytałam.
- Tak, ślicznie wyglądasz. - powiedział. Wyszliśmy z domu i od razu pojechaliśmy pod dom jego kolegi. To co tam zobaczyłam, zmroziło krew w moich żyłach...nie wierzę...                                                                     
 
                                                                                  

czwartek, 10 lipca 2014

Rozdział IV



Rozdział IV

Perspektywa Rose

Obudziłam się opatulona czyimiś ramionami. Z każdą minutą dochodziły do mnie wczorajsze wydarzenia. Leżałam w łóżku Malika. Delikatnie, tak aby go nie obudzić wyplątałam się mocnego uścisku. Szybko zabrałam telefon i wyszłam z pokoju. Schodząc na dół w oczy rzuciły mi się otwarte na oścież drzwi. Oczywiście nie byłabym sobą gdybym tam nie zajrzała. Biuro. Jego. Byłam tego stuprocentowo pewna. Pełno segregatorów, nazwisk, a na monitorze otwarta karta z moimi danymi. Zaśmiałam się w myślach. Zgarnęłam jakąś małą karteczkę i napisałam:

"Bardzo sprytnie Panie Malik, a chyba nie sądzisz, że cokolwiek tutaj znajdziesz...
Dzięki za fioletowy policzek ;)

PS
Pożyczyłam twojego colta, mam nadzieję, że się nie gniewasz...
Haner "

Przykleiłam karteczkę do monitora po czym wykasowałam z pamięci komputera moje dane. Zanim jednak to zrobiłam utworzyłam fałszywa kopie, na wypadek gdyby miał jakiegoś sprytnego komputerowca, zabrałam jeszcze pistolet i wyszłam. Chwilę później kierowałam się do domu, jak dobrze, że dziś sobota. Wreszcie trochę odpoczynku. Wysiadając z samochodu, usłyszałam dźwięk mojego telefonu. Numer nieznany. Odebrałam z ciekawością.
- Słucham?
- Oj Haner, Haner. Myślisz, że mnie przechytrzysz? - zapytał nie kto inny jak Zayn.
- Już to zrobiłam. - odparłam śmiejąc się.
- Doprawdy? A mnie się wydaję ze to ja mam twój numer. - odpowiedział
- Co to zmienia? zapytałam.
- Jesteś mądrą dziewczynką na pewno niedługo się zorientujesz. Pa Rosie. - skończył. A ja zaczęłam się zastanawiać nad tym co powiedział. Kiedy weszłam do domu, pierwsze co zrobiłam to przeszukanie telefonu. Rozebrałam go i nie było tam niczego dziwnego. Dla pewności kartę przyłożyłam do czytnika. Też nic. Chciał mnie tylko wystraszyć. Z powrotem złożyłam telefon i poszłam do kuchni po kawę. Rozkoszowałam się smakiem i zastanawiałam co dziś będę robiła i oczywiście zdecydowałam się  na zakupy. Poszłam pod prysznic i dokładnie umyłam. Następnie ubrałam pomarańczowe spodnie i czarną zwiewną bluzkę. Pofalowałam włosy i zrobiłam delikatny makijaż. Chwyciłam torebkę i poszłam do garażu. Dwa tygodnie temu John, dawny znajomy na urodziny zafundował mi samochód Lexus LFA który wręcz uwielbiam, ale nie jeżdżę z nim zbyt często. Wiecie policja te sprawy. Nie zastanawiając się już dłużej wyjechałam wprost na ulicę. Galeria była kilkanaście przecznic od domu. Kiedy prawie byłam na miejscu, zauważyłam dość wyrazisty motocykl. Wydawało mi się, że gdzieś już taki widziałam. Był on czarno-biały z napisami. Pewnie nie zwróciłabym na to większej uwagi gdyby nie Malik stojący tuż obok... Sekundę później jakaś blond plastik przyssała się do niego. Zaczęłam się śmiać z tego widoku. Nie wiem dlaczego, ale rozbawił mnie. Nie patrząc na to wszystko jechałam dalej i dwie minuty później byłam w galerii. Jak na kobietę przystało wyszłam  stamtąd obładowana siatkami. Zeszłam na parking a ubrania położyłam na tylnim siedzeniu. Wracając postanowiłam zrobić szybkie zakupy. Wchodząc zabrałam ze sobą koszyk i ruszyłam między regały. W pewnym momencie usłyszałam czyjąś dość nietypową rozmowę.
- Kurwa Malik, nic mnie to nie obchodzi, jak trzeba ci było posprawdzać piękną panią to wiedziałeś do kogo się przypałętać. - krzyknął. - Stary, kiedyś spiorę ci mordę za to wiesz? - Tak, tak zrobiłeś to co kazałem? Świetnie, a i mam jeszcze propozycję...- powiedział. - w piątek są walki. Tak wiem o tym, ale przecież nadawałbyś się idealnie. Czyli jesteśmy umówieni, więc piątek, stare magazyny na 16. Okay na razie. - powiedział po czym zakończył rozmowę. Nie mogłam uwierzyć. Zayn i nielegalne walki? To z tego się utrzymuje? Cóż na pewno wpadnę mu pokibicować. Zabrałam jeszcze kilka potrzebnych produktów, zapłaciłam za zakupy i wyszłam. Cały czas zastanawiam się nad tą walką. Byłam na takiej nie raz i wiem, że ludzi traktują tam jak zwierzęta, ale skoro chce się aż tak poniżać, droga wolna. Nie rozmyślałam nad tym już dłużej tylko poszłam wziąć kąpiel. Moje niebo trwało jakieś pół godziny, gdyż woda zdążyła całkowicie wystygnąć. Stanęłam przed lustrem i zobaczyłam okropnego siniaka. Cały makijaż spłynął więc było go idealnie widać. Posmarowałam to jakąś maścią, aby szybciej się zagoiło. Założyłam bieliznę i za dużą koszulę, która robiła za piżamę. Po wyjściu poszłam do salonu i włączyłam jakiś film, nie powiem żeby mnie zaciekawił, ale i tak nie miałam nic lepszego do roboty. Nagle przypomniałam sobie o broni, którą zostawiłam w samochodzie. Założyłam tylko buty i udałam się do garażu. Zabrałam spluwę i z powrotem weszłam do mieszkania. Poczułam jednak perfumy. Męskie perfumy. Zayn.
- Dobry wieczór, maleńka. - ktoś szepnął mi do ucha. Wiedziałam, że to on.
- Co tutaj robisz? Czyżby randka się nie udała? - zapytałam jednocześnie ładując broń.
- Udała, ale nie przepadam za blondynkami...- zaśmiał się.
- Też ich nie lubię - puściłam mu oczko.
- Nie zmienia to jednak faktu, że wpieprzyłeś mi się do chaty. - powiedziałam i przystawiłam mu broń do skroni.
- Haner chyba nie sądzisz, że to zrobisz. - zaśmiał się.
- Dlaczego nie miałabym?
- Dlatego, że mnie jeszcze nie znasz. - powiedział po czym wykręcił mi ręce i zabrał colta.
- Cholera puszczaj. - powiedziałam i niechcący ruszyłam ręką tak, że natrafiłam na przełącznik i światło się zapaliło. Jego ciemne oczy automatycznie odszukały mój fioletowy policzek. Nie zrobił nic, tylko patrzył tymi oczami, z których nie mogłam wyczytać kompletnie nic. Dopiero po paru minutach zaczął mrugać, a wzrok przeniósł na moje usta. Znów to zrobił. Może przestać!?
- Słuchaj Rose...wtedy - mówiąc to spoglądał prosto w moje oczy, a dłonią głaskał policzek. -byłem całkowicie pijany, ja nie panowałem nad sobą. Chcę żebyś wiedziała, że ja nigdy nie uderzyłem kobiety. Cholernie mi wstyd, ale proszę nie bój się mnie. Przepraszam Rosie... - powiedział po czym delikatnie pocałował mój siny policzek. Ja natomiast stałam i patrzyłam w jego tęczówki. Były takie przyciągające...Mimo, że bardzo chciałam mu uwierzyć, po prostu nie potrafiłam.
- Zayn...nie boję się ciebie i uwierz, że bardzo chciałabym ci wierzyć, ale nie mogę. A wiesz czemu? Bo jesteś dokładnie taki sam jak wszyscy, a może i gorszy. Więc nawet nie próbuj tych swoich gierek wobec mnie maksymalnie się do niego przybliżyłam i warknęłam prosto w jego usta. - Spieprzaj Malik! Nie odpowiedział nic, przez małą chwilę spoglądał na mnie i zamierzał wychodzić, jednak mój głos go powstrzymał.
- Chwila! Nie przyszedłeś tutaj po coś? - zapytałam jednocześnie obracając w dłoni broń. Ten tylko się zaśmiał.
- Zatrzymaj go dla siebie kotku. Na pewno ci się przyda. - mrugnął do mnie i wyszedł. Pff chyba tylko po to żeby go zabić. Jak on potrafi denerwować. Wkurzona położyłam się spać, w końcu jutro szkoła. A może nie pójdę?



Perspektywa Zayna

Chyba jeszcze nigdy tak zwyczajnie nie było mi głupio. Żałuje tego co jej zrobiłem, ale przecież byłem najebany i wściekły. Ona tez nie powinna wchodzić tam gdzie nie trzeba. Pierdolnij się Malik, przecież ty nie masz uczuć i tego się trzymaj. Muszę zapalić. Zacząłem przeszukiwać kieszenie aż znalazłem moje Marlboro odpaliłem jednego i myślałem o walce. Nie jestem do końca pewny czy do dobry pomysł, ale z drugiej strony dlaczego nie? Kupa forsy do zgarnięcia. Obecnie jest przerwa na wyścigi, a żyć z czegoś muszę. Wyrzuciłem niedopałek i przydeptałem butem. Ostatni raz popatrzyłem w stronę jej domu, konkretnie w okno. Dostrzegłem ją rozmawiającą przez telefon. Ewidentnie była zdenerwowana kiedy jednak mnie zauważyła szybko zasunęła firankę. Co się jej stało? Zresztą po chuja się tym przejmuje? Musze się napić, jadę do Lou. Droga zajęła mi dziesięć minut i już byłem na miejscu. Nie trudziłem się by zdjąć buty, od razu powędrowałem do lodówki i wyjąłem zimne piwo. Chwilę później pojawił Louis.
- No to słucham. Co to za jedna? - zapytał biorąc łyk alkoholu.
- Nie gadaj, że nie wiesz. - zaśmiałem się.
- A.a.a tamta laska? No Malik szykuje się coś czy tylko chwilowo cię zaćmiło? - zaśmiał się
- Oczywiście, że chwilowo. Zwariowałeś?!
- Czemu się tak denerwujesz? - zapytał i popatrzył tym swoim wzrokiem.
- Oh zamknij się dobra? - warknąłem. - Trochę mnie MOŻE i wzięło, ale to tylko dlatego, że się mi stawia. A sam wiesz, że nie jestem do tego przyzwyczajony. Poza tym...uderzyłem ją - mruknąłem.
- Że co zrobiłeś?! Kurwa Zayn ja rozumiem, że masz te swoje nerwy, ale nie przesadzaj okay?! Myślałem, że masz zasady? - warknął prosto w oczy. Zabolało i on doskonale o tym wiedział.
- Przecież je do kurwy mam! Wiem, że przesadziłem, ale posłuchaj! Byłem w tym zasranym klubie i wiesz kogo widziałem?! Kurwa Roni! Ale nie była sama, tylko z jakimś starym fagasem! Wiesz co ja wtedy poczułem?! Poczułem się jak gówno! A jeszcze potem Rose wepchała się do garażu no i się stało... - skończyłem ciężko dysząc.
- Okay... nie wiedziałem, przepraszam stary.
- Przecież i tak się nie gniewam. - powiedziałem po czym szturchnąłem go po przyjacielsku. Ten tylko się uśmiechnął.
- To jak, może jakiś meczyk? - zapytał.
- Jasne, skocze po piwo, po piwo i coś do żarcia.
- Masz piętnaście minut! - krzyknął.
- Zaraz wracam.
Stwierdziłem, że nie mam po co jechać a lepiej się przejść, sklep jest kilka kroków od domu. Szedłem i jednocześnie kopałem głupi kamyk. Chyba już na prawdę ze mną źle. Chwilę później wszedłem do sklepu, wziąłem sześciopak piwa, jakieś chipsy i popcorn, na wszelki wypadek dokupiłem jeszcze fajki. Zapłaciłem za wszystko i wyszedłem. Poczułem jak ktoś za mną idzie więc się odwróciłem, ale nie zobaczyłem niczego podejrzanego. Nie minęła sekunda a poczułem na mocne kopnięcie w brzuch. Wypuściłem z reki siatkę i natychmiast oddałem sukinsynowi. Zaczęliśmy się okładać pięściami ja jednak miałem dość i chciałem zakończyć tą posraną sytuację, bo przecież nawet nie wiem kim on jest do cholery! Zdecydowanym, mocnym ruchem uderzyłem prosto w jego ohydny ryj. Koleś przewrócił się na ziemie i zaczął zwijać z bólu. Złapałem go za fraki i warknąłem
- Coś ty za jeden? - rzuciłem nim o ścianę, a ten tylko jęknął.
- Masz się od niej odpieprzyć jasne?! - próbował wstać, jednak na marne.
- Co ty pieprzysz?!
- Rose kurwa! Spieprzaj to nie twój teren ona jest moja! Rozumiesz moja?! Następnym razem zbiorę kumpli, będziesz martwy! -krzyczał
- Posłuchaj pajacu, z tego co wiem, jesteś nikim i z przyjemnością zabiorę to co kiedyś było twoje. - warknąłem i ostatni raz kopnąłem w brzuch. Ten tylko stracił przytomność, w ogóle nie interesowało mnie czy żyje czy nie, tu chodziło o Rose...