piątek, 27 czerwca 2014

Rozdział III


Rozdział III


Perspektywa Rose

Ciągle wgapiałam się w ekran komputera nie mogąc uwierzyć. Ale jak..? To on...dlaczego ja zawsze mam takie popierdolone szczęście i smykałkę do pakowania się w kłopoty? A nie, przepraszam przecież jak się od początku ma zrąbane życie to już tak zostaje. Nie czekając ani chwili dłużej, spisałam numer i ulicę jego domu. Na moje nieszczęście znajdował się całkiem niedaleko mojego. Szybko wstałam i poszłam po coś do ubrania. Założyłam buty i z kartką i telefonem rekach wyszłam z domu, uprzednio wpisując alarm i zamykając jak najdokładniej dom...czułam taką potrzebę. Wsiadając do samochodu, jeszcze raz spojrzałam na kartkę, myśląc, że może to wszystko to sen, a ja się jeszcze nie do końca obudziłam. Dziesięć minut, może nawet nie zajęło mi dojechanie pod jego dom. Światło paliło się tylko w jednym pomieszczeniu, jednocześnie odbijało światło telewizora. Przyglądałam się jego mieszkaniu, zabezpieczeniom jakie posiadał, natknęłam się na ogromny garaż. Niestety moja ciekawość zwyciężyła i wyszłam z samochodu, oczywiście zaparkowałam go tak aby niejaki Zayn go nie dostrzegł. Uważnie pilnowałam, żeby nie być za głośno oraz aby on mnie nie  zauważył. Zdziwiłam się kiedy drzwi były otwarte, bo który normalny człowiek nie zamyka swoich budynków, zwłaszcza  tak cennie wypełnionych. To co zobaczyłam zaparło mi dech...Sześć motocykli i to nie byle jakich i cztery samochody również z najwyższej pułki. Jeszcze chwila, a weszłabym do środka, lecz dostrzegłam małą kamerkę jeżdżącą po pomieszczeniu, cholera! dlaczego nie pomyślałam, idiotka! Gwałtownie odsunęłam się od drzwi, potykając się o skrzynki z narzędziami, co wywołało niezły huk. Byłam nieomal pewna, że kamerka zacznie przemieszczać się tam skąd dochodzi dźwięk, wiem to, ponieważ mam taką samą... Jednak o dziwo nic takiego się nie stało, ale chwilę później pojawił się właściciel, z małą niespodzianką w dłoni, o kurwa...


Perspektywa Zayna


Siedziałem w salonie, oglądając spokojnie mecz. W głowie cały czas tańczyła tak znana mi blondynka. Do dziś nie rozumiem co się takiego stało...

Retrospekcja

Roni zadzwoniła do mnie po zaraz po tym jak wyszedłem z domu, od Davida. Nie czekając ani chwili ruszyłem prosto do niej. Zastanawiałem się jak to jest, że taka mała osóbka jak ona potrafi całkowicie przejąć nade mną kontrolę. Nie pragnę niczego, aby tylko ona była szczęśliwa. Rozmyślając nad tym jak jest dla mnie ważna, doszedłem pod jej dom. Wszedłem i zobaczyłem ją siedzącą na sofie patrzącą w jeden punkt przed sobą, nie wiem dlaczego, ale miałem złe przeczucia.
- Roni co się dzieje? - zapytałem niespokojny.
- Musimy porozmawiać...posłuchaj...musimy to zakończyć, nie pytaj o nic, po prostu odejdź - powiedziała twardo.
- Co?! Jesteś normalna? Co się stało Ro? Ale dlaczego? - zadawałem tyle pytań..
- Wyjdź...- powiedziała tylko tyle.
- Nie stać cię nawet na wyjaśnienie, jesteś...suką Roni, i doskonale o tym wiesz. - powiedziałem po czym wyszedłem kłapiąc drzwiami, nawet nie spostrzegłem kiedy po moim policzku spłynęła jedna łza...Do cholery ja też mam uczucia! Pora z tym skończyć...

Koniec retrospekcji

Chcąc zapomnieć o bólu jaki nadał gdzieś głęboko jest, kończyłem butelkę whisky. Nie byłem już smutny, a zły, gdyby ktoś teraz stanął mi na drodze, nie ręczę za siebie. Niespodziewanie usłyszałem odległy huk, coś jakby z mojego garażu. Nie czekając zabrałem swojego colta i powolnym krokiem ruszyłem do budynku. Drzwi były otworzone na oścież. Na pozór nikogo nie było, ale ja czułem perfumy, damskie perfumy i byłem wręcz pewny kto tu jest.
- Nooo kotku pokaż się, doskonale wiem, że tam jesteś. - powiedziałem rozbawiony, chyba alkohol zaczyna działać. Już miałem się ponownie odezwać, gdy zauważyłem kawałek czarnego materiału.
- Czego się boisz... Rose Haner hymn? - zapytałem z przekąsem tuż nad jej uchem, zahaczając o płatek ustami. Ona jak oparzona zerwała się z jak mniemam zamiarem ucieczki, ale szybko złapałem ja za nadgarstki i przygwoździłem do ściany.
- Sensacji szukasz? - warknąłem. Ta tylko patrzyła, z lekkim przerażeniem w oczach.
- Już ją znalazłam, ale chyba ty nie miałeś tej okazji. - pyskuje, nie ładnie.
- Zasada numer jeden - mocniej ścisnąłem nadgarstki, powodując, że  cień bólu przeszedł po jej twarzy.- nie odzywasz się do mnie w ten sposób. - ostrzegłem
- Bo co mi zrobisz - syknęła, resztkami sił, a w jej, brązowych oczach pojawiły się łzy.
- Nie chcesz tego wiedzieć mała. - powiedziałem po czym docisnąłem ją do swojego boku i zaprowadziłem do mieszkania, mimo jej sprzeciwów, w końcu byłem o wiele silniejszy.
- Co ty sobie wyobrażasz kretynie, że co?! Możesz mnie tak bezkarnie przenosić tam gdzie ci się podoba. Chyba w złym szpitalu przebywałeś. Otworzysz te cholerne drzwi pierdolony dupku czy mam ci pomóc?! - nie wytrzymałem. Uderzyłem ją całą siłą jaką miałem, co spowodowało, że Rose gwałtownie upadła na podłogę, a z jej oczu ciurkiem wylewały się łzy.
- Odejdź.- powiedziała srogo, ale tym razem czułem, że naprawdę się mnie boi. Nie posłuchałem się tylko podszedłem do niej.
- Dziś zostajesz u mnie i chyba, że chcesz powtórkę z rozrywki. - Powiedziałem po czym zaprowadziłem ją na górę do mojej sypialni.
- Na wprost jest łazienka, tu masz coś na przebranie. - powiedziałem. Nic nie odpowiedziała tylko poszła pod prysznic. Cały ten czas kiedy byłem sam w pokoju, leżałem na łóżku i zastanawiałem się dlaczego ja w ogóle kazałem jej zostać. Chyba nie czuje się aż tak samotny...
- Gdzie mam spać?- zapytała, ale jej dotychczasowa mina z pewnej siebie dziewczyny zmieniła się na smutną? Najgorsze jest to, że chyba się tym przejąłem.
- Tutaj, ze mną, ale spokojnie, każdy ma swoją połowę. - upewniłem. Dziewczyna delikatnie położyła się na swojej połowie jak najdalej ode mnie. Ja zrobiłem to samo. Ciągle ciążyło nade mną poczucie winy, może nie powinienem był. Już miałem zrobić coś w kierunku przeproszenia jej czy jakoś tak, w końcu nie jestem w tym dobry, kiedy nagle rozdzwonił się telefon. Nie mój, a jej. Szybko, tak jakby na niego czekała podniosła się i chciała wyjść z sypialni, lecz ja nie pozwoliłem. Jeszcze sprowadzi mi jakieś psy na chatę. Ręką pokazałem jej, że nigdzie się nie wybiera, tylko zostaje tutaj. Dziewczyna szybko odwróciła się ode mnie w stronę okna, i wysłuchiwała rozmówcy, z dziwnym grymasem na twarzy. Ja natomiast położyłem się na łóżku i próbowałem podsłuchiwać.


Perspektywa Rose


Znów... ile jeszcze będzie dręczył mnie swoimi telefonami. Oscar. Mój były, który mnie zdradził, od trzech dni dzwoni do mnie każdego wieczora i przeprasza. A ja nie wiem co mam robić. Przecież go już nie kocham. Nawet nie mam komu o tym powiedzieć, no bo kto chciałby wysłuchiwać jak bardzo popierdolone mam życie. Jeszcze ta chora sytuacja z Zaynem. Dałam się złapać jak jakaś amatorka! Teraz muszę to siedzieć, policzek boli mnie niemiłosiernie, ale przecież nie raz bywało gorzej. Okay przyznaje jest cholernie przystojny, ale nie dla mnie. W końcu to mój wróg. Oscar przepraszał mnie już chyba dziesiąty, a ja już miałam dość. Nie tylko jego, ale i wszystkiego, i wszystkich. Po prostu wyładowałam się na nim...nawet nie obchodziło mnie to, że tuż obok leży zupełnie nieznajomy mi chłopak.
- Dobra, skończ te pierdolenia i posłuchaj mnie teraz uważnie. Minęły dwa lata! Rozumiesz dwa! a ty jak gdyby nigdy nic dzwonisz do mnie i przepraszasz! a co z Lilly?! Czyżby zapomniała o tobie? - krzyczałam do telefonu, czując narastającą złość, a Zayn zaczął wpatrywać się w mnie tymi ciemnymi tęczówkami. - Nie chce cię znać, jesteś zwykłym chujem. Zadzwoń do mnie jeszcze raz, a obiecuje ci, że osobiście wstrzelę ci kulkę w łeb. - mówiąc to spojrzałam na Zayna.
- Ale ja cię kocham Rosie! - krzyknął. A ja, nie dałam już rady i jedna samotna łza spłynęła po twarzy, a za nią kolejna i kolejna... Co się ze mną dzieje? Przecież ja nigdy nie płacze.
- Masz, dwa dni, albo przestaniesz dzwonić, albo z pełną premedytacją cię zabiję. - powiedziałam drżącym głosem, po czym rzuciłam telefon na podłogę. Zayn jak gdyby nigdy nic, podszedł do mnie i mocno przytulił. Na początku czułam się dziwnie, ale chwilę później całkowicie mu się oddałam. Zaczęłam płakać jak małe dziecko, tak dawno nie czułam się bezpiecznie w czyjś ramionach.
- No Maluchu, wszystko będzie dobrze. - powiedział, a ja poczułam się jak idiotka.
- Idiotka ze mnie, żeby dać się tak podejść własnemu wrogowi. - powiedziałam z nutą rozbawienia, ale i zażenowania.
- Uważasz, że jestem twoim wrogiem ? Skarbie nie masz ze mną szans. - powiedział i czułam, że chce mnie jakoś...rozweselić.
- Kto naopowiadał ci takich bzdur Malik hymn? - zaśmiałam się.
- Nikt, to moje własne przekonanie.
- Błędne.- odpowiedziałam patrząc w jego śliczne oczy. Staliśmy tak chwilę kiedy jego wzrok padł na moje usta. Wiedziałam o co mu chodzi, dlatego szybko się odsunęłam i z powrotem położyłam się na łóżku. Chłopak stał tak jeszcze chwilę po czym położył się na łóżku tuż obok. Na stoliku obok położył swojego czarnego colta.
- To na mnie? - wskazałam na broń.
- Oczywiście, aby zaśniesz. - powiedział z ironią. Nic już nie odpowiedziałam, tylko przekręciłam się na drugi bok, i próbowałam zasnąć. Niespodziewanie poczułam jak jego ciało przesuwa się i przytula moje. Automatycznie się spięłam.
- Albo zabierasz te łapy, albo ty zaraz będziesz mieć kulkę w głowie.
- Strasznie się ciebie boje mała.
- Mała to jest twoja pała. Powiedziałam zostaw. - ostrzegałam zanim wybuchnę.
- A co mi zrobisz? - zaśmiał się.
- Rozjadę. Puszczaj! - rzuciłam zdesperowana.
- Słodka jesteś kiedy się denerwujesz Maluchu. - powiedział po czym cmoknął mnie w policzek, dokładnie tam gdzie mnie uderzył...Od razu skrzywiłam się na ból, a on popatrzył ze smutkiem..?
- Przepraszam za to. - tylko tyle powiedział i wtulił się w moją szyję. Dziwne uczucie. Parę razy próbowałam się jeszcze wyrwać, ale jego uścisk jest chyba ze stali. Zmęczona ciągłą szarpaniną w końcu zasnęłam. 





czwartek, 19 czerwca 2014

Rozdział II



Rozdział II


Perspektywa Rose


Jechałam z zawrotną prędkością tak jakbym chciała uciec, sama nie wiem przed czym, a może przed kim. Denerwuje mnie to uczucie, nie mogę przestać myśleć o tamtym chłopaku. Kiedy tak jechałam w oczy rzucił mi się samochód...Audi R8, nie tylko nie to. Nawet nie zorientowałam się kiedy auto było tuż obok mnie. Zmierzyliśmy się spojrzeniami i każe z nas wiedziało co wydarzy się kilka chwil później. Oboje równo wystartowaliśmy, jednak udało mi się wyjść na prowadzenie. Sytuacja wyglądała tak, że on mnie gonił, a ja sprytnie uciekałam. Po szarpaninie w mieście gdzie nawet na światłach nie mogłam go nigdzie zgubić, zdecydowałam się na ucieczkę w puste miejsca, znam tą trasę jak nikt inny, przecież to tutaj wygrałam mój pierwszy wyścig... Niespodziewanie czarne Audi znalazło się tuż przy moim boku. Troszeczkę się zaniepokoiłam, ponieważ komputer wskazywał koniec paliwa. Zdecydowanym ruchem zmieniłam bieg i rozpędziłam się jeszcze bardziej, on nie dawał za wygraną. Ostatnią deską ratunku było gwałtowne wycofanie się wprost do garażu jakieś dwa kilometry do tyłu, tak też zrobiłam. Na moje szczęście nie spodziewał się tego, dlatego na chwilę go rozkojarzyłam, niestety nie na długo. Jechałam cały czas do tyłu, mimo, że nieźle mną szarpało z braku paliwa. Z prędkością światła wpisałam kod do bramy, która znajdowała się jakieś dziesięć metrów ode mnie. Chłopak widząc moje zamiary szybko przyspieszył jednak nie na tyle by zdążyć nim ja wjadę a brama się zamknie. Zmęczona opadłam na kierownicę, co to właściwie było do cholery?!


Perspektywa Zayna



- Cholera! - krzyknąłem, kiedy nie zdążyłem jej dogonić. Chociaż co by to dało. Zdenerwowany ponownie odpaliłem samochód i ruszyłem prosto do domu. Kiedyś, dawno temu byłem w tym miejscu, odbywały się tu wyścigi, na które zawsze przychodziłem, ta adrenalina jaką się czuje, jest nie do opisania. Dlatego dziś robie to nadal, tylko na motocyklach, a pieniądze też nie są małe, więc nie narzekam. Jakieś dwadzieścia minut zajęło mi przyjechanie pod dom. Wysiadłem trzaskając drzwiami, bo emocje nadal nie opadły, i nadal  jestem wściekły. Wchodząc do domu usłyszałem czyjeś krzyki, jednoznaczne krzyki, pokręciłem tylko głową i od razu poszedłem pod prysznic. Po dziesięciu minutach ubrany, piłem wodę w kuchni. Nagle po schodach zszedł Lou z jakąś laska, z którą jak sądzę się pieprzył.
- O hej nie wiedziałem, że juz wróciłeś. - powiedział lekko zmieszany.
- No jak widać. - warknąłem.
- To jest Sam, moja...koleżanka.- zawahał się, a ja prychnąłem. Ta jasne koleżanka...
 - A wybierasz się gdzieś ? - zapytał spoglądając na mnie.
- Taa do klubu, wrócę późno, albo wcale - powiedziałem po czym ruszyłem do garażu.
Na dziś postanowiłem wziąć coś bardziej sportowego. Otworzyłem bramę wybrałem jeden z wielu samochodów i odjechałem. Czas się zabawić.



Perspektywa Rose


Godzinę później byłam już w domu, po długiej kąpieli, skupiona na obmyślaniu planu. Chciałabym dowiedzieć się kim on jest, skąd pochodzi, co robi. Przecież nie wygląda na spokojnego nastolatka jak wszystkim przystało. Moje rozmyślania przerwał dzwoniący telefon.
- Hej Rosie, mam do ciebie prośbę, mogłabyś odebrać Maxa z zajęć? Naprawdę nie mam już kogo o to poprosić - powiedział z wyczuwalnym smutkiem w głosie Mark, jest on moim specem od podrasowywania samochodów. Max to jego syn a Suzy zmarła na raka, od tej pory został z nim sam.
- Oczywiście, że tak, o której? - zapytałam
- Bardzo ci dziękuje, o siedemnastej kończy zajęcia, więc masz jeszcze pół godziny.
- Jasne, nie ma sprawy odbiorę go i przywiozę prosto do ciebie. - powiedziałam z uśmiechem.
- Dziękuje jeszcze raz, to do zobaczenia.
- Ok. Pa. - rzuciłam.
Od razu poszłam po coś do ubrania, założyłam czarne spodnie i  błękitną koszulkę. Miałam jeszcze chwilę więc włączyłam telewizor. Po dziesięciu minutach wyszłam z domu, dokładnie zamykając drzwi. Wsiadłam do bmw i odjechałam. Droga zajęła mi zaledwie pięć minut. Wysiadłam z samochodu prosto kierując się do sali Maxa. Od razu zobaczyłam go tańczącego na parkiecie, taniec to jego pasja, zupełnie jak kiedyś moja...Ten, gdy tylko mnie zauważył od razu podbiegł się przywitać.
- Hej Skarbie jak było? - zapytałam z uśmiechem.
- Zarąbiście! - krzyknął a ja się zaśmiałam.
- A pokażesz mi czego się nauczyłeś?
- No jasne, patrz. - powiedział po czym zaczął wymachiwać rękoma, wyglądał uroczo. Przez głowę przeszła mi nawet myśl, że i ja chciałabym mieć takiego syna, lecz bardzo szybko pozbyłam się tego uczucia. Wywołało tylko niepotrzebne nikomu uczucie pustki.
- Jestem z ciebie bardzo dumna! - powiedziałam po czym pocałowałam go w głowę. Doszliśmy do szatni, przebrałam małego i zaprowadziłam do samochodu. Po drodze zatrzymaliśmy się jeszcze na lody. Maxi je uwielbia, a już zwłaszcza truskawkowe. Myślę, że Mark nie będzie miał mi tego za złe, w końcu to kochany dzieciak i jedyny mężczyzna którego kocham. Wychodząc ze sklepy towarzyszyło mi dziwne uczucie. Miałam wrażenie, że ktoś mnie obserwował, dlatego też zaczęłam rozglądać się wokół siebie. Nie spostrzegłam niczego podejrzanego, może mi się tylko wydaje...Czym prędzej wsiedliśmy do samochodu i odjechaliśmy prosto do Marka. Nadal nie mogłam wyzbyć się tego uczucia. Przyśpieszyłam więc nie chcąc narażać chłopca na niebezpieczeństwo. Tego bym sobie nie wybaczyła. Po pięciu minutach byliśmy już pod domem. Odprowadziłam go pod same drzwi i od razu odjechałam mimo nawoływań ojca chłopca. Po półgodzinnym powrocie do domu od razu poszłam położyć się do łóżka.


Perspektywa Zayna


Byłem już pod klubem, dziś moim zamiarem było niezłe balowanie, nie patrząc na konsekwencje. Mam dość, życia, ludzi i tej cholernej dziewuchy, o której nie mogę zapomnieć. Potrząsnąłem głową chcąc wyrzucić ją z głowy. Kiedy wszedłem do środka, od razu w oczy rzuciła mi się pewna blondynka...Chwila, chwila czy to nie jest...Roni? Przyjrzałem się bardziej i dostrzegłem właśnie ją. Moja pierwszą miłość, która obecnie obściskiwała się z jakimś starym facetem. Momentalnie zrobiło mi się nie dobrze, a cała chęć dobrej zabawy jakby wyparowała. Zdenerwowany wyszedłem z klubu i pojechałem pod dom naszego dłużnika, tak jak miałem w planach. Bez trudzenia się o pukanie wywarzyłem drzwi i dorwałem gnoja leżącego beztrosko na kanapie. Pora tą sielankę skończyć.
- Proszę, proszę, proszę co my tutaj mamy. Pan kretyn Smith chyba zapomniał o swoim długu hymn? Nie mylę się prawda? - powiedziałem przybliżając się do niego, jednocześnie dostrzegając w oczach strach.
- Ni..nie...zapomniałem w piątek dostanę wypłatę i oddam wszystko, co do grosza! - zapewniał.
- To dobrze, bo wiesz..- wziąłem do ręki ramkę ze zdjęciem - masz bardzo ładną rodzinę...- powiedziałem po czym szybko opuściłem dom i odjechałem z piskiem opon. Pora wracać do domu... Jadąc o dziwo, zgodnie z przepisami, rozglądałem się po tym mieście, patrząc na wszystko i nic. Mojej głowy nadal nie opuściła tamta laska...Rozmyślałem nad tym kim jest, aż przez przypadek natknąłem się na jak mi się wydawało jej BMW. Samochód zaparkowany był pod prywatną szkołą tańca. Ona tańczy? Postanowiłem poczekać, aż wyjdzie z budynku. Długo nie musiałem czekać, tylko dziesięć minut. Wychodziła z małym chłopcem, wyglądała na szczęśliwą...W pewnym momencie mały wskoczył jej na ramiona i dał buziaka. Przyznam, że wyglądało to dosyć słodko. Ona natomiast wesoło się zaśmiała. Postanowiłem pojechać za nią, kto wie może się czegoś dowiem. Myślę, że się nie zorientowała, choć w pewnym momencie znacznie przyśpieszyła. Ja jednak nie pozostałem jej dłużny. Zatrzymała się przy jakimś dziwnym domu, lekko obskurnym. Odprowadziła chłopca prosto jak mi się wydaje do ojca. Chyba mnie to uspokoiło, chociaż sam nie wiem czemu. Nieznajoma ciągle rozglądała się wokół, więc możliwe, że czuła mój wzrok. Kiedy odjeżdżała ja również, oczywiście tak, aby mnie nie zobaczyła. Jechałem za nią jeszcze jakieś piętnaście minut, kiedy wreszcie zaparkowała i weszła do domu. Chwilę później zobaczyłem światła zapalające się w kolejnych pomieszczeniach. Zapamiętałem numer domu i odjechałem. Kiedy wszedłem już do domu, nie patrząc na nikogo, skierowałem się do naszego biura. Nie musiałem się odwracać żeby widzieć wzrok Louisa, który sprawy naszej " pracy " traktuje śmiertelnie poważnie. Zamknąłem drzwi po czym siadłem przed biurkiem a w specjalny program wpisałem adres zamieszkania mojej nieznajomej. Bradford Green Street, A50.. Sekundę później miałem wszystko czego szukałem, no może nie wszystko...

ROSE HANER ( brak ojczystego imienia )

   

Rok i data urodzenia:  1995 / 12 styczeń
Miejsce urodzenia: " brak informacji "
Wiek: 19
Kraj ojczysty: " brak informacji "
Zamieszkała: Publiczny Dom Dziecka w Londynie
Obecne zamieszkanie : Bradford/ Londyn / Green Street / A50
Szkoła: Bradford
Praca: " brak informacji "


*Inne: Do osiemnastego roku życia pod nadzorem polskiego kuratora***


 - Dowiedziałeś się o niej już wszystkiego? - zapytał Lou z poważną miną, wchodząc do pokoju.
- Nie zupełnie. - odpowiedziałem całkowicie ignorując jego ton. - Nie są podane wszystkie informacje.
- Co? - podszedł bliżej, nagle zainteresowany. - Wiesz co to oznacza?  - zapytał.
- Jest cudzoziemką. - powiedział zszokowany.
- Ale dlaczego nie ma informacji na temat jej pracy? - w jednym momencie popatrzyliśmy się na siebie  i od razu wiedzieliśmy, że ta mała zajmuje się czymś niekoniecznie legalnym. Po skończeniu czytania jej danych, poszedłem pod prysznic, i położyłem się spać. Jednak nie mogłem zasnąć, rozmyślałem o tym jak dowiedzieć się czym zajmuje się Rose...imię ma ładne, ale życie chyba niekoniecznie...Z tą myślą w końcu zasnąłem.


Perspektywa Rose



                        dwie godziny później

Uchyliłam powieki, ponieważ ktoś brutalnie przerwał mój sen, dzwoniąc o trzeciej w nocy...
- Słucham. - powiedziałam lekko ochrypłym głosem.
- Rose? przepraszam, że cię na pewno obudziłem, ale musze ci powiedzieć coś bardzo ważnego. - zakomunikował mi Mat. Był jednym z wielu, którzy dbali o moje bezpieczeństwo.
- Coś się stało? - zapytałam lekko zaniepokojona podnosząc się do pozycji siedzącej.
- Ktoś przeglądał twoje dane osobowe, oczywiście natrafił na te fałszywe, ale chyba powinnaś o tym wiedzieć ten ktoś to Zayn Malik. Znasz go?
- Nie Mat, nie, ale zaraz się tym zajmę, dziękuje ci bardzo, dobranoc. - powiedziałam.
- Nie ma za co, gdybyś czegoś potrzebowała to dzwon. Pa. - odpowiedział.
Szybkim ruchem wstałam z łóżka i powędrowałam do biura. Wpisałam " Zayn Malik "
Pierwsze co zobaczyłam to zdjęcie i już wiedziałam, że będę miała niezłe problemy...



ZAYN JAVADD MALIK


 

Rok i data urodzenia:  1995 / 12 styczeń
Miejsce urodzenia: Bradford
Wiek: 19
Kraj ojczysty:  Wielka Brytania
Pochodzenie: Pakistan.
Zamieszkały: Pogotowie Opiekuńcze
Obecne zamieszkanie : Bradford / Welles Street 203
Szkoła: Bradford
Praca: " brak informacji "


*Inne: Dwukrotnie wyrzucony ze szkół, pobyt w zakładzie poprawczym w wieku szesnastu lat za napad i rozbój. ***

sobota, 7 czerwca 2014

Rozdział I




Rozdział I

Perspektywa Rose

            Tak, to właśnie dziś zaczyna się początek tygodnia czyli poniedziałek. Po ostatnim weekendzie, który minął mi naprawdę bardzo szybko, może dlatego ze świętowałam razem z ekipą kolejny wygrany wyścig,  jestem tak zmęczona i jak możecie się domyślić skacowana. Okay przyznaje czasami lubię się zabawić, ale nie robię tego często. Dbam o siebie, nie wliczając palenia papierosów, od których nie mogę się uwolnić mimo, że próbowałam już naprawdę dużo razy i tak za każdym nie dawałam rady. Akurat dziś zaraz po szkole zamierzam pojechać na siłownię, żeby się trochę od stresować. Wstając z łóżka jakoś tak dziwnie zakręciło mi się w głowie, no cóż może dlatego wczoraj niczego nie miałam w ustach...Mam taki uraz, jeszcze z dzieciństwa, moja przyjaciółka, która pamiętała o mnie tylko wtedy kiedy czegoś ode mnie chciała, ciągle pokazywała mi jaką mam nadwagę w porównaniu do niej. Rzeczywiście tak było, dlatego zaraz po ucieczce z domu, porządnie wzięłam się za siebie, dzięki czemu wypracowałam figurę wartą zazdrości. Teraz jestem z tego dumna i wreszcie czuję się dobrze w swoim ciele. Choć mimo wszystko zawszę będę widziała w siebie jako grubą dziewczynę niezależnie ile bym nie schudła. Schodząc ze schodów od razu poszłam do łazienki, wzięłam szybki, orzeźwiający prysznic i w samej bieliźnie udałam się do mojej ogromnej garderoby. Zdecydowałam, że dziś założę czarne, mocno dopasowane rurki, wygodny kremowy sweterek z guzikami na plecach, do tego łańcuszek od Demi, która nosi taki sam, uzgodniłyśmy, że to będzie taki nasz dowód przyjaźni. Na palec wsunęłam mój jak twierdzi Demi znak rozpoznawczy czyli czarny, masywny pierścionek. Włosy wysuszyłam, wyprostowałam, zrobiłam wyraźny, ostry makijaż kusząc się o idealne kreski na powiekach i zeszłam na dół do kuchni. Zrobiłam sobie kanapki, szybko je zjadłam po czym spakowałam wszystkie potrzebne rzeczy, włożyłam moje ulubione czarne lity z ćwiekami na obcasie. Zamknęłam dom po czym wsiadłam do mojego kochanego bmw i odjechałam. Droga do szkoły zajęła mi jakieś niecałe dziesięć minut. Kiedy wjeżdżając na parking chciałam zaparkować na moim miejscu, które powinno stać puste,  zauważyłam czarne Audi A5. Nie powiem żeby mi się to spodobało, ale akurat dziś, nie miałam nastroju do wymiany zdań z kimkolwiek. Pozostało mi miejsce obok tajemniczego samochodu i jego nonszalancko opierającego się właściciela, który rozmawiał z grupką jak sądzę przyjaciół, ale kiedy ja zaparkowałam na miejscu tuż obok, cała ich uwaga skupiła się na mnie i moim aucie. Szybkim i zgrabnym ruchem wyszłam z samochodu, z tradycyjną miną niedostępnej. Posłałam im przelotne spojrzenie. Mulat wpatrywał się we mnie dziwnym wzrokiem jakby chciał mnie w jakiś sposób wystraszyć, ale mnie to w ogóle nie ruszyło dlatego też od razu weszłam do szkoły, aby poszukać Demi.

Perspektywa Zayna

Stałem oparty o samochód i rozmawiałem z Louisem i Jackiem o nowej akcji i gościu, który już dawno powinien oddać zaległy dług, a nadal tego nie zrobił.
- Dobra, chłopaki złożę mu dziś wizytę i odda, a jak nie no to mi bardzo przykro...- powiedziałem i cwaniacko się uśmiechnąłem.
- Okay ale jak wrócisz z poobijaną mordą to ja Ci jej nie opatrzę ani moja Natalie. Tym razem musisz zadbać o siebie sam stary. - powiedział Jack.
- Nie musisz się o to martwić. - rzuciłem. Ciekaw jestem ile razy będzie mi to jeszcze wypominał.
- Już daj spokój raz zabalowałem i jakiś frajer się przypałętał i dostał, nic wielkiego.
- Nie, no pewnie to co wparowałeś mi na chatę o drugiej w nocy, najebany w trzy dupy prosząc o nocowanie. - powiedział z ironią Jack.
- Dobra następnym razem zwrócę się do ciebie Lou. Ty mnie przyjmiesz prawda? - zapytałem.
- No wiesz...- nie dokończył, ponieważ na parkingu pojawiło się  czarne bmw, a brunetka siedząca za kierownicą była jakby niezadowolona z miejsca. Czyżbym zaparkował  na jej miejscu?  Jak przykro...Dziewczyna jednak ani razu na nas nie spojrzała, mimo tego, że była ładna nie pasowała do innych dziewczyn w tej okolicy...jej uroda była...jakaś inna. Moją uwagę przykuł jej samochód i widziałem, że chłopakom także się spodobał. Kiedy zgrabnym ruchem wysiadła, byłem przekonany, że nie pochodzi z Londynu...Przeszła obok nas jak gdyby nigdy nic. Nie powiem żeby mnie to nie ruszyło, przecież ja Zayn Malik mogę mieć każdą, wszystko to tylko kwestia czasu. Tylko przez chwilę popatrzyła mi w oczy, a ja wiedziałem, że będę miał z nią problemy...Na razie muszę się dowiedzieć skąd pochodzi i kim jest...
- No, no, ładna...- zagwizdał Louis. - No nie Malik?
- I tak nie będzie twoja - zaśmiałem się.
- Moja nie, ale ja mówię tu o tobie..
- Jakbyś mnie nie znał...- westchnąłem..
- Może kiedyś zmienisz zadnie?
- Raczej nieprędko, dobra ja się zwijam, mam Angielski. To co na długiej przerwie tutaj? - zapytałem i ominąłem niewygodny temat.
- Jasne! - odpowiedzieli chórem.
- Cóż za zgodność. - zaśmiałem się i poszedłem w stronę klasy. Po czym ruszyłem do tylniego wejścia do szkoły. Schodząc ze schodów usłyszałem czyjeś głośne rozmowy, coś co przypominało szarpaninę...
- Słuchaj suko wkurwiasz mnie wiesz? - krzyknęła jakaś dziewczyna
- Powiedz mi coś czego nie wiem - kolejna prychnęła po czym jęknęła.
- Jeszcze cię zniszczę zobaczysz, zrobię ci takie piekło jakiego jeszcze nigdy nie widziałaś. - syknęła kolejna. A jeszcze inne zachichotały. Ja pierdole ile ich tam jest?
- Słuchaj dziewczynko bo dwa razy nie powtarzam, nawet dla ułomnych. W ogóle się ciebie nie boje, w chuj ani trochę. Myślisz, że jak zebrałaś swoje przyjaciółeczki od chuja warte to się ciebie przestraszę? Hah ty naprawdę jesteś głupia. - powiedziała ta sama, która próbowała się bronić, szkoda tylko ze ona jest sama a ich cztery. Jestem ciekawy co to za idiotka. Niespodziewanie dało się usłyszeć huk tłuczonego szkła i czyjś krzyk bólu. Chyba trzeba zainterweniować.
- Co do chuja? - krzyknąłem. Dopiero teraz zobaczyłem, że poszkodowaną była ta sama brunetka, którą chwilę temu widziałem na parkingu. Obecnie była ledwo przytomna z podbitym okiem i rozcięciem na ręce. Grupka tamtych dziewczyn też była lekko poturbowana. Dziwne, że ta mała dała im radę. Chociaż częściowo. Kiedy spostrzegły, że właśnie stoję i patrzę na to co się właśnie wydarzyło szybko się ulotniły. Ja natomiast podszedłem do leżącej na podłodze dziewczyny. Kiedy mnie zobaczyła lekko się ocknęła i próbowała wstać z marnym skutkiem.
- Hej, hej, sama nie wstaniesz. - powiedziałem surowym tonem, jednocześnie pomagając jej się podnieść.
- Spadaj, masz własne życie to odpierdol od mojego. - syknęła zła.
- Słuchaj, próbuje Ci tylko pomóc, ale nie będę cię kurwa zmuszał. - warknąłem podirytowany.
- Świetnie, nie można było tak od razu? - odpowiedziała z ironią. Po czym wyszła z szatni, lekko się chwiejąc. Nagle oparła się o framugę drzwi...
- Wszystko okay? - zapytałem, nie chcę mieć gówniary z niewyparzonym jęzorem na sumieniu. Nic nie odpowiedziała tylko upadła...


Perspektywa Rose

Obudziłam się z bolącą głową w fatalnym nastroju. Właśnie miałam sięgnąć po budzik zawsze leżący w tym samym miejscu, jednak zamiast urządzenia niczego nie poczułam. Jak poparzona wyskoczyłam z łóżka, na którym leżałam. Na szczęście byłam w ubraniach, co nie powiem trochę mnie uspokoiło. Zaczęłam oglądać pomieszczenie, w którym się znajdowałam. Przyznam, że ktoś ma gust, ale i sporo kasy. Szybkim ruchem zabrałam torbę i najciszej jak potrafiłam zeszłam na dół. Nie pamiętałam dosłownie nic oprócz jakiegoś frajera wczoraj, który coś do mnie mówił. Nie zastawiając się nad tym wszystkim, spróbowałam otworzyć drzwi wejściowe. Niestety były zamknięte.
- Gdzie ja do chuja jestem? - szepnęłam sama do siebie. Nagle przypomniałam sobie o wsuwce do włosów. Szybkim ruchem wyplątałam ją i wzięłam się za otwieranie. Juz prawie skończyłam, gdy ktoś za moimi plecami dał o sobie znać.
- Ekhem... - chrząknął...wydawało mi się, że to ten sam koleś co wczoraj. Nadal stałam znieruchomiała odwrócona do niego plecami. Myśl Rose, myśl...
- Gdzieś się wybierasz? - zapytał. Powoli się odwróciłam i ujrzałam nieznajomego szatyna. Nawet przystojny.
- Jak najdalej stąd. - odpyskowałam. Po czym szybko otworzyłam drzwi i prawie biegiem opuściłam posesję. Jaka była moja radość kiedy zobaczyłam swój  samochód na podjeździe. Nie czekając ani chwili wsiadłam i odjechałam z piskiem opon. Zastanawiało mnie dlaczego nie pamiętam niczego oprócz mulata...?


Perspektywa Zayna


Obudziłem się cholernie niewyspany. Powoli dochodziły do mnie wczorajsze zdarzenia. Czyli gdzieś powinien być Lou i...tamta laska. Powoli i ociężale wstałem z kanapy. Było mi kurewsko niewygodnie, ale przecież nie spał bym z nią, aż takim chujem nie jestem. Wchodząc do kuchni zobaczyłem tylko Louisa, ona pewnie jeszcze śpi. Usiadłem obok niego jak gdyby nigdy nic. Byłem pewny, że oczekuje ode mnie wyjaśnień, tego skąd ona się u mnie wzięła. Lou przyszedł w nocy do mnie, gdyż zapomniał kluczy od swojego mieszkania. Zobaczył ją i dopytywał więc spławiłem go mówiąc, że wyjaśnię mu to dziś. I właśnie teraz musze się mu tłumaczyć...
- No to słucham - powiedział nagle.
- Więc co chcesz wiedzieć - zapytałem.
- Nie zadawaj głupich pytań, mów co się wczoraj wydarzyło.- warknął.
- Dobra więc jak miałem wchodzić do szkoły usłyszałem w szatni jakąś szarpaninę. Znasz mnie więc wiesz, że moja ciekawość zwyciężyła. Zobaczyłem jakieś cztery dziewczyny znęcające się nad tą, która jest u mnie. Wystraszyłem ich więc uciekły a ta jeszcze coś mi pyskowała i już chciała iść ale rypnęła o podłogę, więc zabrałem ją do siebie. I nie, nie Lou nie zrobiłem z nią niczego złego...w sumie to ran też nie opatrzyłem. Tak więc cała historia.
- A, bo wiesz tej to już tu nie ma...- powiedział lekko zmieszany.
- Co? A niby gdzie? - zapytałem zdenerwowany. Nawet nie sprawdziłem kim jest.
- Noo normalnie, uciekła na moich oczach. Niezłe ziółko, bo drzwi otworzyła wsuwką. - zaśmiał się, gdzie tu powód do radości...? Bo ja nie widzę żadnego... Zdenerwowany wyszedłem z domu trzaskając drzwiami. Cholera jasna! dlaczego ja w ogóle się tym przejmuje..?