czwartek, 10 lipca 2014

Rozdział IV



Rozdział IV

Perspektywa Rose

Obudziłam się opatulona czyimiś ramionami. Z każdą minutą dochodziły do mnie wczorajsze wydarzenia. Leżałam w łóżku Malika. Delikatnie, tak aby go nie obudzić wyplątałam się mocnego uścisku. Szybko zabrałam telefon i wyszłam z pokoju. Schodząc na dół w oczy rzuciły mi się otwarte na oścież drzwi. Oczywiście nie byłabym sobą gdybym tam nie zajrzała. Biuro. Jego. Byłam tego stuprocentowo pewna. Pełno segregatorów, nazwisk, a na monitorze otwarta karta z moimi danymi. Zaśmiałam się w myślach. Zgarnęłam jakąś małą karteczkę i napisałam:

"Bardzo sprytnie Panie Malik, a chyba nie sądzisz, że cokolwiek tutaj znajdziesz...
Dzięki za fioletowy policzek ;)

PS
Pożyczyłam twojego colta, mam nadzieję, że się nie gniewasz...
Haner "

Przykleiłam karteczkę do monitora po czym wykasowałam z pamięci komputera moje dane. Zanim jednak to zrobiłam utworzyłam fałszywa kopie, na wypadek gdyby miał jakiegoś sprytnego komputerowca, zabrałam jeszcze pistolet i wyszłam. Chwilę później kierowałam się do domu, jak dobrze, że dziś sobota. Wreszcie trochę odpoczynku. Wysiadając z samochodu, usłyszałam dźwięk mojego telefonu. Numer nieznany. Odebrałam z ciekawością.
- Słucham?
- Oj Haner, Haner. Myślisz, że mnie przechytrzysz? - zapytał nie kto inny jak Zayn.
- Już to zrobiłam. - odparłam śmiejąc się.
- Doprawdy? A mnie się wydaję ze to ja mam twój numer. - odpowiedział
- Co to zmienia? zapytałam.
- Jesteś mądrą dziewczynką na pewno niedługo się zorientujesz. Pa Rosie. - skończył. A ja zaczęłam się zastanawiać nad tym co powiedział. Kiedy weszłam do domu, pierwsze co zrobiłam to przeszukanie telefonu. Rozebrałam go i nie było tam niczego dziwnego. Dla pewności kartę przyłożyłam do czytnika. Też nic. Chciał mnie tylko wystraszyć. Z powrotem złożyłam telefon i poszłam do kuchni po kawę. Rozkoszowałam się smakiem i zastanawiałam co dziś będę robiła i oczywiście zdecydowałam się  na zakupy. Poszłam pod prysznic i dokładnie umyłam. Następnie ubrałam pomarańczowe spodnie i czarną zwiewną bluzkę. Pofalowałam włosy i zrobiłam delikatny makijaż. Chwyciłam torebkę i poszłam do garażu. Dwa tygodnie temu John, dawny znajomy na urodziny zafundował mi samochód Lexus LFA który wręcz uwielbiam, ale nie jeżdżę z nim zbyt często. Wiecie policja te sprawy. Nie zastanawiając się już dłużej wyjechałam wprost na ulicę. Galeria była kilkanaście przecznic od domu. Kiedy prawie byłam na miejscu, zauważyłam dość wyrazisty motocykl. Wydawało mi się, że gdzieś już taki widziałam. Był on czarno-biały z napisami. Pewnie nie zwróciłabym na to większej uwagi gdyby nie Malik stojący tuż obok... Sekundę później jakaś blond plastik przyssała się do niego. Zaczęłam się śmiać z tego widoku. Nie wiem dlaczego, ale rozbawił mnie. Nie patrząc na to wszystko jechałam dalej i dwie minuty później byłam w galerii. Jak na kobietę przystało wyszłam  stamtąd obładowana siatkami. Zeszłam na parking a ubrania położyłam na tylnim siedzeniu. Wracając postanowiłam zrobić szybkie zakupy. Wchodząc zabrałam ze sobą koszyk i ruszyłam między regały. W pewnym momencie usłyszałam czyjąś dość nietypową rozmowę.
- Kurwa Malik, nic mnie to nie obchodzi, jak trzeba ci było posprawdzać piękną panią to wiedziałeś do kogo się przypałętać. - krzyknął. - Stary, kiedyś spiorę ci mordę za to wiesz? - Tak, tak zrobiłeś to co kazałem? Świetnie, a i mam jeszcze propozycję...- powiedział. - w piątek są walki. Tak wiem o tym, ale przecież nadawałbyś się idealnie. Czyli jesteśmy umówieni, więc piątek, stare magazyny na 16. Okay na razie. - powiedział po czym zakończył rozmowę. Nie mogłam uwierzyć. Zayn i nielegalne walki? To z tego się utrzymuje? Cóż na pewno wpadnę mu pokibicować. Zabrałam jeszcze kilka potrzebnych produktów, zapłaciłam za zakupy i wyszłam. Cały czas zastanawiam się nad tą walką. Byłam na takiej nie raz i wiem, że ludzi traktują tam jak zwierzęta, ale skoro chce się aż tak poniżać, droga wolna. Nie rozmyślałam nad tym już dłużej tylko poszłam wziąć kąpiel. Moje niebo trwało jakieś pół godziny, gdyż woda zdążyła całkowicie wystygnąć. Stanęłam przed lustrem i zobaczyłam okropnego siniaka. Cały makijaż spłynął więc było go idealnie widać. Posmarowałam to jakąś maścią, aby szybciej się zagoiło. Założyłam bieliznę i za dużą koszulę, która robiła za piżamę. Po wyjściu poszłam do salonu i włączyłam jakiś film, nie powiem żeby mnie zaciekawił, ale i tak nie miałam nic lepszego do roboty. Nagle przypomniałam sobie o broni, którą zostawiłam w samochodzie. Założyłam tylko buty i udałam się do garażu. Zabrałam spluwę i z powrotem weszłam do mieszkania. Poczułam jednak perfumy. Męskie perfumy. Zayn.
- Dobry wieczór, maleńka. - ktoś szepnął mi do ucha. Wiedziałam, że to on.
- Co tutaj robisz? Czyżby randka się nie udała? - zapytałam jednocześnie ładując broń.
- Udała, ale nie przepadam za blondynkami...- zaśmiał się.
- Też ich nie lubię - puściłam mu oczko.
- Nie zmienia to jednak faktu, że wpieprzyłeś mi się do chaty. - powiedziałam i przystawiłam mu broń do skroni.
- Haner chyba nie sądzisz, że to zrobisz. - zaśmiał się.
- Dlaczego nie miałabym?
- Dlatego, że mnie jeszcze nie znasz. - powiedział po czym wykręcił mi ręce i zabrał colta.
- Cholera puszczaj. - powiedziałam i niechcący ruszyłam ręką tak, że natrafiłam na przełącznik i światło się zapaliło. Jego ciemne oczy automatycznie odszukały mój fioletowy policzek. Nie zrobił nic, tylko patrzył tymi oczami, z których nie mogłam wyczytać kompletnie nic. Dopiero po paru minutach zaczął mrugać, a wzrok przeniósł na moje usta. Znów to zrobił. Może przestać!?
- Słuchaj Rose...wtedy - mówiąc to spoglądał prosto w moje oczy, a dłonią głaskał policzek. -byłem całkowicie pijany, ja nie panowałem nad sobą. Chcę żebyś wiedziała, że ja nigdy nie uderzyłem kobiety. Cholernie mi wstyd, ale proszę nie bój się mnie. Przepraszam Rosie... - powiedział po czym delikatnie pocałował mój siny policzek. Ja natomiast stałam i patrzyłam w jego tęczówki. Były takie przyciągające...Mimo, że bardzo chciałam mu uwierzyć, po prostu nie potrafiłam.
- Zayn...nie boję się ciebie i uwierz, że bardzo chciałabym ci wierzyć, ale nie mogę. A wiesz czemu? Bo jesteś dokładnie taki sam jak wszyscy, a może i gorszy. Więc nawet nie próbuj tych swoich gierek wobec mnie maksymalnie się do niego przybliżyłam i warknęłam prosto w jego usta. - Spieprzaj Malik! Nie odpowiedział nic, przez małą chwilę spoglądał na mnie i zamierzał wychodzić, jednak mój głos go powstrzymał.
- Chwila! Nie przyszedłeś tutaj po coś? - zapytałam jednocześnie obracając w dłoni broń. Ten tylko się zaśmiał.
- Zatrzymaj go dla siebie kotku. Na pewno ci się przyda. - mrugnął do mnie i wyszedł. Pff chyba tylko po to żeby go zabić. Jak on potrafi denerwować. Wkurzona położyłam się spać, w końcu jutro szkoła. A może nie pójdę?



Perspektywa Zayna

Chyba jeszcze nigdy tak zwyczajnie nie było mi głupio. Żałuje tego co jej zrobiłem, ale przecież byłem najebany i wściekły. Ona tez nie powinna wchodzić tam gdzie nie trzeba. Pierdolnij się Malik, przecież ty nie masz uczuć i tego się trzymaj. Muszę zapalić. Zacząłem przeszukiwać kieszenie aż znalazłem moje Marlboro odpaliłem jednego i myślałem o walce. Nie jestem do końca pewny czy do dobry pomysł, ale z drugiej strony dlaczego nie? Kupa forsy do zgarnięcia. Obecnie jest przerwa na wyścigi, a żyć z czegoś muszę. Wyrzuciłem niedopałek i przydeptałem butem. Ostatni raz popatrzyłem w stronę jej domu, konkretnie w okno. Dostrzegłem ją rozmawiającą przez telefon. Ewidentnie była zdenerwowana kiedy jednak mnie zauważyła szybko zasunęła firankę. Co się jej stało? Zresztą po chuja się tym przejmuje? Musze się napić, jadę do Lou. Droga zajęła mi dziesięć minut i już byłem na miejscu. Nie trudziłem się by zdjąć buty, od razu powędrowałem do lodówki i wyjąłem zimne piwo. Chwilę później pojawił Louis.
- No to słucham. Co to za jedna? - zapytał biorąc łyk alkoholu.
- Nie gadaj, że nie wiesz. - zaśmiałem się.
- A.a.a tamta laska? No Malik szykuje się coś czy tylko chwilowo cię zaćmiło? - zaśmiał się
- Oczywiście, że chwilowo. Zwariowałeś?!
- Czemu się tak denerwujesz? - zapytał i popatrzył tym swoim wzrokiem.
- Oh zamknij się dobra? - warknąłem. - Trochę mnie MOŻE i wzięło, ale to tylko dlatego, że się mi stawia. A sam wiesz, że nie jestem do tego przyzwyczajony. Poza tym...uderzyłem ją - mruknąłem.
- Że co zrobiłeś?! Kurwa Zayn ja rozumiem, że masz te swoje nerwy, ale nie przesadzaj okay?! Myślałem, że masz zasady? - warknął prosto w oczy. Zabolało i on doskonale o tym wiedział.
- Przecież je do kurwy mam! Wiem, że przesadziłem, ale posłuchaj! Byłem w tym zasranym klubie i wiesz kogo widziałem?! Kurwa Roni! Ale nie była sama, tylko z jakimś starym fagasem! Wiesz co ja wtedy poczułem?! Poczułem się jak gówno! A jeszcze potem Rose wepchała się do garażu no i się stało... - skończyłem ciężko dysząc.
- Okay... nie wiedziałem, przepraszam stary.
- Przecież i tak się nie gniewam. - powiedziałem po czym szturchnąłem go po przyjacielsku. Ten tylko się uśmiechnął.
- To jak, może jakiś meczyk? - zapytał.
- Jasne, skocze po piwo, po piwo i coś do żarcia.
- Masz piętnaście minut! - krzyknął.
- Zaraz wracam.
Stwierdziłem, że nie mam po co jechać a lepiej się przejść, sklep jest kilka kroków od domu. Szedłem i jednocześnie kopałem głupi kamyk. Chyba już na prawdę ze mną źle. Chwilę później wszedłem do sklepu, wziąłem sześciopak piwa, jakieś chipsy i popcorn, na wszelki wypadek dokupiłem jeszcze fajki. Zapłaciłem za wszystko i wyszedłem. Poczułem jak ktoś za mną idzie więc się odwróciłem, ale nie zobaczyłem niczego podejrzanego. Nie minęła sekunda a poczułem na mocne kopnięcie w brzuch. Wypuściłem z reki siatkę i natychmiast oddałem sukinsynowi. Zaczęliśmy się okładać pięściami ja jednak miałem dość i chciałem zakończyć tą posraną sytuację, bo przecież nawet nie wiem kim on jest do cholery! Zdecydowanym, mocnym ruchem uderzyłem prosto w jego ohydny ryj. Koleś przewrócił się na ziemie i zaczął zwijać z bólu. Złapałem go za fraki i warknąłem
- Coś ty za jeden? - rzuciłem nim o ścianę, a ten tylko jęknął.
- Masz się od niej odpieprzyć jasne?! - próbował wstać, jednak na marne.
- Co ty pieprzysz?!
- Rose kurwa! Spieprzaj to nie twój teren ona jest moja! Rozumiesz moja?! Następnym razem zbiorę kumpli, będziesz martwy! -krzyczał
- Posłuchaj pajacu, z tego co wiem, jesteś nikim i z przyjemnością zabiorę to co kiedyś było twoje. - warknąłem i ostatni raz kopnąłem w brzuch. Ten tylko stracił przytomność, w ogóle nie interesowało mnie czy żyje czy nie, tu chodziło o Rose...
























Brak komentarzy:

Prześlij komentarz