Rozdział IV
Perspektywa Rose
Obudziłam się opatulona czyimiś ramionami. Z każdą minutą
dochodziły do mnie wczorajsze wydarzenia. Leżałam w łóżku Malika. Delikatnie,
tak aby go nie obudzić wyplątałam się mocnego uścisku. Szybko zabrałam telefon
i wyszłam z pokoju. Schodząc na dół w oczy rzuciły mi się otwarte na oścież
drzwi. Oczywiście nie byłabym sobą gdybym tam nie zajrzała. Biuro. Jego. Byłam
tego stuprocentowo pewna. Pełno segregatorów, nazwisk, a na monitorze otwarta
karta z moimi danymi. Zaśmiałam się w myślach. Zgarnęłam jakąś małą karteczkę i
napisałam:
"Bardzo sprytnie Panie Malik, a chyba nie sądzisz, że cokolwiek
tutaj znajdziesz...
Dzięki za fioletowy policzek ;)
PS
Pożyczyłam twojego colta, mam nadzieję, że się nie gniewasz...
Haner "
Przykleiłam karteczkę do monitora po czym wykasowałam z
pamięci komputera moje dane. Zanim jednak to zrobiłam utworzyłam fałszywa
kopie, na wypadek gdyby miał jakiegoś sprytnego komputerowca, zabrałam jeszcze
pistolet i wyszłam. Chwilę później kierowałam się do domu, jak dobrze, że dziś
sobota. Wreszcie trochę odpoczynku. Wysiadając z samochodu, usłyszałam dźwięk
mojego telefonu. Numer nieznany. Odebrałam z ciekawością.
- Słucham?
- Oj Haner, Haner. Myślisz, że mnie przechytrzysz? - zapytał
nie kto inny jak Zayn.
- Już to zrobiłam. - odparłam śmiejąc się.
- Doprawdy? A mnie się wydaję ze to ja mam twój numer. -
odpowiedział
- Co to zmienia? zapytałam.
- Jesteś mądrą dziewczynką na pewno niedługo się
zorientujesz. Pa Rosie. - skończył. A ja zaczęłam się zastanawiać nad tym co
powiedział. Kiedy weszłam do domu, pierwsze co zrobiłam to przeszukanie
telefonu. Rozebrałam go i nie było tam niczego dziwnego. Dla pewności kartę
przyłożyłam do czytnika. Też nic. Chciał mnie tylko wystraszyć. Z powrotem
złożyłam telefon i poszłam do kuchni po kawę. Rozkoszowałam się smakiem i
zastanawiałam co dziś będę robiła i oczywiście zdecydowałam się na zakupy. Poszłam pod prysznic i dokładnie
umyłam. Następnie ubrałam pomarańczowe spodnie i czarną zwiewną bluzkę.
Pofalowałam włosy i zrobiłam delikatny makijaż. Chwyciłam torebkę i poszłam do
garażu. Dwa tygodnie temu John, dawny znajomy na urodziny zafundował mi
samochód Lexus LFA który wręcz uwielbiam, ale nie jeżdżę z nim zbyt często.
Wiecie policja te sprawy. Nie zastanawiając się już dłużej wyjechałam wprost na
ulicę. Galeria była kilkanaście przecznic od domu. Kiedy prawie byłam na
miejscu, zauważyłam dość wyrazisty motocykl. Wydawało mi się, że gdzieś już
taki widziałam. Był on czarno-biały z napisami. Pewnie nie zwróciłabym na to
większej uwagi gdyby nie Malik stojący tuż obok... Sekundę później jakaś blond
plastik przyssała się do niego. Zaczęłam się śmiać z tego widoku. Nie wiem
dlaczego, ale rozbawił mnie. Nie patrząc na to wszystko jechałam dalej i dwie
minuty później byłam w galerii. Jak na kobietę przystało wyszłam stamtąd obładowana siatkami. Zeszłam na
parking a ubrania położyłam na tylnim siedzeniu. Wracając postanowiłam zrobić
szybkie zakupy. Wchodząc zabrałam ze sobą koszyk i ruszyłam między regały. W
pewnym momencie usłyszałam czyjąś dość nietypową rozmowę.
- Kurwa Malik, nic mnie to nie obchodzi, jak trzeba ci było
posprawdzać piękną panią to wiedziałeś do kogo się przypałętać. - krzyknął. -
Stary, kiedyś spiorę ci mordę za to wiesz? - Tak, tak zrobiłeś to co kazałem?
Świetnie, a i mam jeszcze propozycję...- powiedział. - w piątek są walki. Tak
wiem o tym, ale przecież nadawałbyś się idealnie. Czyli jesteśmy umówieni, więc
piątek, stare magazyny na 16. Okay na razie. - powiedział po czym zakończył
rozmowę. Nie mogłam uwierzyć. Zayn i nielegalne walki? To z tego się utrzymuje?
Cóż na pewno wpadnę mu pokibicować. Zabrałam jeszcze kilka potrzebnych
produktów, zapłaciłam za zakupy i wyszłam. Cały czas zastanawiam się nad tą
walką. Byłam na takiej nie raz i wiem, że ludzi traktują tam jak zwierzęta, ale
skoro chce się aż tak poniżać, droga wolna. Nie rozmyślałam nad tym już dłużej
tylko poszłam wziąć kąpiel. Moje niebo trwało jakieś pół godziny, gdyż woda
zdążyła całkowicie wystygnąć. Stanęłam przed lustrem i zobaczyłam okropnego
siniaka. Cały makijaż spłynął więc było go idealnie widać. Posmarowałam to
jakąś maścią, aby szybciej się zagoiło. Założyłam bieliznę i za dużą koszulę,
która robiła za piżamę. Po wyjściu poszłam do salonu i włączyłam jakiś film,
nie powiem żeby mnie zaciekawił, ale i tak nie miałam nic lepszego do roboty.
Nagle przypomniałam sobie o broni, którą zostawiłam w samochodzie. Założyłam
tylko buty i udałam się do garażu. Zabrałam spluwę i z powrotem weszłam do
mieszkania. Poczułam jednak perfumy. Męskie perfumy. Zayn.
- Dobry wieczór, maleńka. - ktoś szepnął mi do ucha.
Wiedziałam, że to on.
- Co tutaj robisz? Czyżby randka się nie udała? - zapytałam
jednocześnie ładując broń.
- Udała, ale nie przepadam za blondynkami...- zaśmiał się.
- Też ich nie lubię - puściłam mu oczko.
- Nie zmienia to jednak faktu, że wpieprzyłeś mi się do
chaty. - powiedziałam i przystawiłam mu broń do skroni.
- Haner chyba nie sądzisz, że to zrobisz. - zaśmiał się.
- Dlaczego nie miałabym?
- Dlatego, że mnie jeszcze nie znasz. - powiedział po czym
wykręcił mi ręce i zabrał colta.
- Cholera puszczaj. - powiedziałam i niechcący ruszyłam ręką
tak, że natrafiłam na przełącznik i światło się zapaliło. Jego ciemne oczy
automatycznie odszukały mój fioletowy policzek. Nie zrobił nic, tylko patrzył
tymi oczami, z których nie mogłam wyczytać kompletnie nic. Dopiero po paru
minutach zaczął mrugać, a wzrok przeniósł na moje usta. Znów to zrobił. Może
przestać!?
- Słuchaj Rose...wtedy - mówiąc to spoglądał prosto w moje
oczy, a dłonią głaskał policzek. -byłem całkowicie pijany, ja nie panowałem nad
sobą. Chcę żebyś wiedziała, że ja nigdy nie uderzyłem kobiety. Cholernie mi
wstyd, ale proszę nie bój się mnie. Przepraszam Rosie... - powiedział po czym
delikatnie pocałował mój siny policzek. Ja natomiast stałam i patrzyłam w jego
tęczówki. Były takie przyciągające...Mimo, że bardzo chciałam mu uwierzyć, po
prostu nie potrafiłam.
- Zayn...nie boję się ciebie i uwierz, że bardzo chciałabym
ci wierzyć, ale nie mogę. A wiesz czemu? Bo jesteś dokładnie taki sam jak
wszyscy, a może i gorszy. Więc nawet nie próbuj tych swoich gierek wobec mnie
maksymalnie się do niego przybliżyłam i warknęłam prosto w jego usta. -
Spieprzaj Malik! Nie odpowiedział nic, przez małą chwilę spoglądał na mnie i
zamierzał wychodzić, jednak mój głos go powstrzymał.
- Chwila! Nie przyszedłeś tutaj po coś? - zapytałam
jednocześnie obracając w dłoni broń. Ten tylko się zaśmiał.
- Zatrzymaj go dla siebie kotku. Na pewno ci się przyda. -
mrugnął do mnie i wyszedł. Pff chyba tylko po to żeby go zabić. Jak on potrafi
denerwować. Wkurzona położyłam się spać, w końcu jutro szkoła. A może nie
pójdę?
Perspektywa Zayna
Chyba jeszcze nigdy tak zwyczajnie nie było mi głupio.
Żałuje tego co jej zrobiłem, ale przecież byłem najebany i wściekły. Ona tez
nie powinna wchodzić tam gdzie nie trzeba. Pierdolnij się Malik, przecież ty
nie masz uczuć i tego się trzymaj. Muszę zapalić. Zacząłem przeszukiwać
kieszenie aż znalazłem moje Marlboro odpaliłem jednego i myślałem o walce. Nie
jestem do końca pewny czy do dobry pomysł, ale z drugiej strony dlaczego nie?
Kupa forsy do zgarnięcia. Obecnie jest przerwa na wyścigi, a żyć z czegoś
muszę. Wyrzuciłem niedopałek i przydeptałem butem. Ostatni raz popatrzyłem w
stronę jej domu, konkretnie w okno. Dostrzegłem ją rozmawiającą przez telefon.
Ewidentnie była zdenerwowana kiedy jednak mnie zauważyła szybko zasunęła firankę.
Co się jej stało? Zresztą po chuja się tym przejmuje? Musze się napić, jadę do
Lou. Droga zajęła mi dziesięć minut i już byłem na miejscu. Nie trudziłem się
by zdjąć buty, od razu powędrowałem do lodówki i wyjąłem zimne piwo. Chwilę
później pojawił Louis.
- No to słucham. Co to za jedna? - zapytał biorąc łyk
alkoholu.
- Nie gadaj, że nie wiesz. - zaśmiałem się.
- A.a.a tamta laska? No Malik szykuje się coś czy tylko
chwilowo cię zaćmiło? - zaśmiał się
- Oczywiście, że chwilowo. Zwariowałeś?!
- Czemu się tak denerwujesz? - zapytał i popatrzył tym swoim
wzrokiem.
- Oh zamknij się dobra? - warknąłem. - Trochę mnie MOŻE i
wzięło, ale to tylko dlatego, że się mi stawia. A sam wiesz, że nie jestem do
tego przyzwyczajony. Poza tym...uderzyłem ją - mruknąłem.
- Że co zrobiłeś?! Kurwa Zayn ja rozumiem, że masz te swoje
nerwy, ale nie przesadzaj okay?! Myślałem, że masz zasady? - warknął prosto w
oczy. Zabolało i on doskonale o tym wiedział.
- Przecież je do kurwy mam! Wiem, że przesadziłem, ale
posłuchaj! Byłem w tym zasranym klubie i wiesz kogo widziałem?! Kurwa Roni! Ale
nie była sama, tylko z jakimś starym fagasem! Wiesz co ja wtedy poczułem?!
Poczułem się jak gówno! A jeszcze potem Rose wepchała się do garażu no i się
stało... - skończyłem ciężko dysząc.
- Okay... nie wiedziałem, przepraszam stary.
- Przecież i tak się nie gniewam. - powiedziałem po czym
szturchnąłem go po przyjacielsku. Ten tylko się uśmiechnął.
- To jak, może jakiś meczyk? - zapytał.
- Jasne, skocze po piwo, po piwo i coś do żarcia.
- Masz piętnaście minut! - krzyknął.
- Zaraz wracam.
Stwierdziłem, że nie mam po co jechać a lepiej się przejść,
sklep jest kilka kroków od domu. Szedłem i jednocześnie kopałem głupi kamyk.
Chyba już na prawdę ze mną źle. Chwilę później wszedłem do sklepu, wziąłem
sześciopak piwa, jakieś chipsy i popcorn, na wszelki wypadek dokupiłem jeszcze
fajki. Zapłaciłem za wszystko i wyszedłem. Poczułem jak ktoś za mną idzie więc
się odwróciłem, ale nie zobaczyłem niczego podejrzanego. Nie minęła sekunda a
poczułem na mocne kopnięcie w brzuch. Wypuściłem z reki siatkę i natychmiast
oddałem sukinsynowi. Zaczęliśmy się okładać pięściami ja jednak miałem dość i
chciałem zakończyć tą posraną sytuację, bo przecież nawet nie wiem kim on jest
do cholery! Zdecydowanym, mocnym ruchem uderzyłem prosto w jego ohydny ryj.
Koleś przewrócił się na ziemie i zaczął zwijać z bólu. Złapałem go za fraki i
warknąłem
- Coś ty za jeden? - rzuciłem nim o ścianę, a ten tylko
jęknął.
- Masz się od niej odpieprzyć jasne?! - próbował wstać,
jednak na marne.
- Co ty pieprzysz?!
- Rose kurwa! Spieprzaj to nie twój teren ona jest moja!
Rozumiesz moja?! Następnym razem zbiorę kumpli, będziesz martwy! -krzyczał
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz