piątek, 27 czerwca 2014

Rozdział III


Rozdział III


Perspektywa Rose

Ciągle wgapiałam się w ekran komputera nie mogąc uwierzyć. Ale jak..? To on...dlaczego ja zawsze mam takie popierdolone szczęście i smykałkę do pakowania się w kłopoty? A nie, przepraszam przecież jak się od początku ma zrąbane życie to już tak zostaje. Nie czekając ani chwili dłużej, spisałam numer i ulicę jego domu. Na moje nieszczęście znajdował się całkiem niedaleko mojego. Szybko wstałam i poszłam po coś do ubrania. Założyłam buty i z kartką i telefonem rekach wyszłam z domu, uprzednio wpisując alarm i zamykając jak najdokładniej dom...czułam taką potrzebę. Wsiadając do samochodu, jeszcze raz spojrzałam na kartkę, myśląc, że może to wszystko to sen, a ja się jeszcze nie do końca obudziłam. Dziesięć minut, może nawet nie zajęło mi dojechanie pod jego dom. Światło paliło się tylko w jednym pomieszczeniu, jednocześnie odbijało światło telewizora. Przyglądałam się jego mieszkaniu, zabezpieczeniom jakie posiadał, natknęłam się na ogromny garaż. Niestety moja ciekawość zwyciężyła i wyszłam z samochodu, oczywiście zaparkowałam go tak aby niejaki Zayn go nie dostrzegł. Uważnie pilnowałam, żeby nie być za głośno oraz aby on mnie nie  zauważył. Zdziwiłam się kiedy drzwi były otwarte, bo który normalny człowiek nie zamyka swoich budynków, zwłaszcza  tak cennie wypełnionych. To co zobaczyłam zaparło mi dech...Sześć motocykli i to nie byle jakich i cztery samochody również z najwyższej pułki. Jeszcze chwila, a weszłabym do środka, lecz dostrzegłam małą kamerkę jeżdżącą po pomieszczeniu, cholera! dlaczego nie pomyślałam, idiotka! Gwałtownie odsunęłam się od drzwi, potykając się o skrzynki z narzędziami, co wywołało niezły huk. Byłam nieomal pewna, że kamerka zacznie przemieszczać się tam skąd dochodzi dźwięk, wiem to, ponieważ mam taką samą... Jednak o dziwo nic takiego się nie stało, ale chwilę później pojawił się właściciel, z małą niespodzianką w dłoni, o kurwa...


Perspektywa Zayna


Siedziałem w salonie, oglądając spokojnie mecz. W głowie cały czas tańczyła tak znana mi blondynka. Do dziś nie rozumiem co się takiego stało...

Retrospekcja

Roni zadzwoniła do mnie po zaraz po tym jak wyszedłem z domu, od Davida. Nie czekając ani chwili ruszyłem prosto do niej. Zastanawiałem się jak to jest, że taka mała osóbka jak ona potrafi całkowicie przejąć nade mną kontrolę. Nie pragnę niczego, aby tylko ona była szczęśliwa. Rozmyślając nad tym jak jest dla mnie ważna, doszedłem pod jej dom. Wszedłem i zobaczyłem ją siedzącą na sofie patrzącą w jeden punkt przed sobą, nie wiem dlaczego, ale miałem złe przeczucia.
- Roni co się dzieje? - zapytałem niespokojny.
- Musimy porozmawiać...posłuchaj...musimy to zakończyć, nie pytaj o nic, po prostu odejdź - powiedziała twardo.
- Co?! Jesteś normalna? Co się stało Ro? Ale dlaczego? - zadawałem tyle pytań..
- Wyjdź...- powiedziała tylko tyle.
- Nie stać cię nawet na wyjaśnienie, jesteś...suką Roni, i doskonale o tym wiesz. - powiedziałem po czym wyszedłem kłapiąc drzwiami, nawet nie spostrzegłem kiedy po moim policzku spłynęła jedna łza...Do cholery ja też mam uczucia! Pora z tym skończyć...

Koniec retrospekcji

Chcąc zapomnieć o bólu jaki nadał gdzieś głęboko jest, kończyłem butelkę whisky. Nie byłem już smutny, a zły, gdyby ktoś teraz stanął mi na drodze, nie ręczę za siebie. Niespodziewanie usłyszałem odległy huk, coś jakby z mojego garażu. Nie czekając zabrałem swojego colta i powolnym krokiem ruszyłem do budynku. Drzwi były otworzone na oścież. Na pozór nikogo nie było, ale ja czułem perfumy, damskie perfumy i byłem wręcz pewny kto tu jest.
- Nooo kotku pokaż się, doskonale wiem, że tam jesteś. - powiedziałem rozbawiony, chyba alkohol zaczyna działać. Już miałem się ponownie odezwać, gdy zauważyłem kawałek czarnego materiału.
- Czego się boisz... Rose Haner hymn? - zapytałem z przekąsem tuż nad jej uchem, zahaczając o płatek ustami. Ona jak oparzona zerwała się z jak mniemam zamiarem ucieczki, ale szybko złapałem ja za nadgarstki i przygwoździłem do ściany.
- Sensacji szukasz? - warknąłem. Ta tylko patrzyła, z lekkim przerażeniem w oczach.
- Już ją znalazłam, ale chyba ty nie miałeś tej okazji. - pyskuje, nie ładnie.
- Zasada numer jeden - mocniej ścisnąłem nadgarstki, powodując, że  cień bólu przeszedł po jej twarzy.- nie odzywasz się do mnie w ten sposób. - ostrzegłem
- Bo co mi zrobisz - syknęła, resztkami sił, a w jej, brązowych oczach pojawiły się łzy.
- Nie chcesz tego wiedzieć mała. - powiedziałem po czym docisnąłem ją do swojego boku i zaprowadziłem do mieszkania, mimo jej sprzeciwów, w końcu byłem o wiele silniejszy.
- Co ty sobie wyobrażasz kretynie, że co?! Możesz mnie tak bezkarnie przenosić tam gdzie ci się podoba. Chyba w złym szpitalu przebywałeś. Otworzysz te cholerne drzwi pierdolony dupku czy mam ci pomóc?! - nie wytrzymałem. Uderzyłem ją całą siłą jaką miałem, co spowodowało, że Rose gwałtownie upadła na podłogę, a z jej oczu ciurkiem wylewały się łzy.
- Odejdź.- powiedziała srogo, ale tym razem czułem, że naprawdę się mnie boi. Nie posłuchałem się tylko podszedłem do niej.
- Dziś zostajesz u mnie i chyba, że chcesz powtórkę z rozrywki. - Powiedziałem po czym zaprowadziłem ją na górę do mojej sypialni.
- Na wprost jest łazienka, tu masz coś na przebranie. - powiedziałem. Nic nie odpowiedziała tylko poszła pod prysznic. Cały ten czas kiedy byłem sam w pokoju, leżałem na łóżku i zastanawiałem się dlaczego ja w ogóle kazałem jej zostać. Chyba nie czuje się aż tak samotny...
- Gdzie mam spać?- zapytała, ale jej dotychczasowa mina z pewnej siebie dziewczyny zmieniła się na smutną? Najgorsze jest to, że chyba się tym przejąłem.
- Tutaj, ze mną, ale spokojnie, każdy ma swoją połowę. - upewniłem. Dziewczyna delikatnie położyła się na swojej połowie jak najdalej ode mnie. Ja zrobiłem to samo. Ciągle ciążyło nade mną poczucie winy, może nie powinienem był. Już miałem zrobić coś w kierunku przeproszenia jej czy jakoś tak, w końcu nie jestem w tym dobry, kiedy nagle rozdzwonił się telefon. Nie mój, a jej. Szybko, tak jakby na niego czekała podniosła się i chciała wyjść z sypialni, lecz ja nie pozwoliłem. Jeszcze sprowadzi mi jakieś psy na chatę. Ręką pokazałem jej, że nigdzie się nie wybiera, tylko zostaje tutaj. Dziewczyna szybko odwróciła się ode mnie w stronę okna, i wysłuchiwała rozmówcy, z dziwnym grymasem na twarzy. Ja natomiast położyłem się na łóżku i próbowałem podsłuchiwać.


Perspektywa Rose


Znów... ile jeszcze będzie dręczył mnie swoimi telefonami. Oscar. Mój były, który mnie zdradził, od trzech dni dzwoni do mnie każdego wieczora i przeprasza. A ja nie wiem co mam robić. Przecież go już nie kocham. Nawet nie mam komu o tym powiedzieć, no bo kto chciałby wysłuchiwać jak bardzo popierdolone mam życie. Jeszcze ta chora sytuacja z Zaynem. Dałam się złapać jak jakaś amatorka! Teraz muszę to siedzieć, policzek boli mnie niemiłosiernie, ale przecież nie raz bywało gorzej. Okay przyznaje jest cholernie przystojny, ale nie dla mnie. W końcu to mój wróg. Oscar przepraszał mnie już chyba dziesiąty, a ja już miałam dość. Nie tylko jego, ale i wszystkiego, i wszystkich. Po prostu wyładowałam się na nim...nawet nie obchodziło mnie to, że tuż obok leży zupełnie nieznajomy mi chłopak.
- Dobra, skończ te pierdolenia i posłuchaj mnie teraz uważnie. Minęły dwa lata! Rozumiesz dwa! a ty jak gdyby nigdy nic dzwonisz do mnie i przepraszasz! a co z Lilly?! Czyżby zapomniała o tobie? - krzyczałam do telefonu, czując narastającą złość, a Zayn zaczął wpatrywać się w mnie tymi ciemnymi tęczówkami. - Nie chce cię znać, jesteś zwykłym chujem. Zadzwoń do mnie jeszcze raz, a obiecuje ci, że osobiście wstrzelę ci kulkę w łeb. - mówiąc to spojrzałam na Zayna.
- Ale ja cię kocham Rosie! - krzyknął. A ja, nie dałam już rady i jedna samotna łza spłynęła po twarzy, a za nią kolejna i kolejna... Co się ze mną dzieje? Przecież ja nigdy nie płacze.
- Masz, dwa dni, albo przestaniesz dzwonić, albo z pełną premedytacją cię zabiję. - powiedziałam drżącym głosem, po czym rzuciłam telefon na podłogę. Zayn jak gdyby nigdy nic, podszedł do mnie i mocno przytulił. Na początku czułam się dziwnie, ale chwilę później całkowicie mu się oddałam. Zaczęłam płakać jak małe dziecko, tak dawno nie czułam się bezpiecznie w czyjś ramionach.
- No Maluchu, wszystko będzie dobrze. - powiedział, a ja poczułam się jak idiotka.
- Idiotka ze mnie, żeby dać się tak podejść własnemu wrogowi. - powiedziałam z nutą rozbawienia, ale i zażenowania.
- Uważasz, że jestem twoim wrogiem ? Skarbie nie masz ze mną szans. - powiedział i czułam, że chce mnie jakoś...rozweselić.
- Kto naopowiadał ci takich bzdur Malik hymn? - zaśmiałam się.
- Nikt, to moje własne przekonanie.
- Błędne.- odpowiedziałam patrząc w jego śliczne oczy. Staliśmy tak chwilę kiedy jego wzrok padł na moje usta. Wiedziałam o co mu chodzi, dlatego szybko się odsunęłam i z powrotem położyłam się na łóżku. Chłopak stał tak jeszcze chwilę po czym położył się na łóżku tuż obok. Na stoliku obok położył swojego czarnego colta.
- To na mnie? - wskazałam na broń.
- Oczywiście, aby zaśniesz. - powiedział z ironią. Nic już nie odpowiedziałam, tylko przekręciłam się na drugi bok, i próbowałam zasnąć. Niespodziewanie poczułam jak jego ciało przesuwa się i przytula moje. Automatycznie się spięłam.
- Albo zabierasz te łapy, albo ty zaraz będziesz mieć kulkę w głowie.
- Strasznie się ciebie boje mała.
- Mała to jest twoja pała. Powiedziałam zostaw. - ostrzegałam zanim wybuchnę.
- A co mi zrobisz? - zaśmiał się.
- Rozjadę. Puszczaj! - rzuciłam zdesperowana.
- Słodka jesteś kiedy się denerwujesz Maluchu. - powiedział po czym cmoknął mnie w policzek, dokładnie tam gdzie mnie uderzył...Od razu skrzywiłam się na ból, a on popatrzył ze smutkiem..?
- Przepraszam za to. - tylko tyle powiedział i wtulił się w moją szyję. Dziwne uczucie. Parę razy próbowałam się jeszcze wyrwać, ale jego uścisk jest chyba ze stali. Zmęczona ciągłą szarpaniną w końcu zasnęłam. 





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz