środa, 16 lipca 2014

Rozdział V



Rozdział V


Perspektywa Rose

Obudziłam się całkowicie niewyspana, żeby było gorzej śnił mi się Zayn i to jego " Zatrzymaj go dla siebie kotku. Na pewno ci się przyda " Nie wiem o co mu chodziło, jednak mam nadzieję, że nie będę musiała do nikogo strzelać. Zaśmiałam się ze swojej głupoty. Zeszłam na dół zrobiłam sobie tak jak codziennie rano kawę i w spokoju ją wypiłam. Nie miałam ochoty na jakiekolwiek śniadanie, dlatego od razu poszłam wziąć prysznic. Tak, coś orzeźwiającego zawsze dobrze na mnie działa. Wykonałam poranną toaletę, pomalowałam się, ubrałam, a włosy zostawiłam w nieładzie, jedynie je rozczesałam, aby nie wyglądać jak idiotka. Nie obeszło się również bez szminki. Mniejszą uwagę przywiązuje do oczu, ale za to praktycznie zawsze mam coś na ustach. Zazwyczaj ciemna szminka, tak jak i dziś. Zerknęłam na telefon, 7:30 super muszę iść. Spakowałam jakieś tam książki i wyszłam uprzednio zamykając dom. Postanowiłam się przejść, w końcu pogoda była dość sprzyjająca. Droga do szkoły zajęła mi dwadzieścia minut i kiedy byłam tuż obok wejścia zauważyłam Demi. Od razu chciałam do niej podejść gdyby nie chłopak, którego właśnie dostrzegłam. Nawet przystojny. Kiedy on odwrócił się ku mnie zamarłam. Nie, nie wierze Louis? Czy jak mu tam, w każdym bądź razie to kolega Zayna. Szybko odwróciłam i modliłam się aby Demi mnie nie zauważyła i zawołała.
- Hej Rose! - cholera! Muszę się odwrócić, no nic, ustalmy, że go nie znam.
- Hej Demi - cmoknęłam ją w policzek.
- Poznaj proszę Louisa, to mój kolega. - wyciągnął do mnie dłoń.
- Louis. - powiedział.
- Rose. - mam nadzieje, że nie powiedziała mu jak naprawdę mam na imię. Zlustrowałam chłopaka, ale ostatecznie podałam mu dłoń.
- Czy my się już kiedyś nie spotkaliśmy? - zapytał.
- Nie. - ucięłam dobitnie. - Musiałeś mnie z kimś pomylić. - Chyba zrozumiał, że nie chce do tego wracać.
- Tak, pewnie masz rację.
- A wiesz, że on chodzi do naszej szkoły? - odezwała się przyjaciółka.
- Naprawę? Nigdy cię tu nie widziałam. Przepraszam was, ale właśnie zaczynają mi się zajęcia, muszę juz lecieć. Pa Skarbie, cześć Lou. - powiedziałam i pędem ruszyłam do wejścia szkoły. Nie czułam się komfortowo w jego towarzystwie, a Demi nic nie mówiłam ani o Maliku ani o Tomlinsonie. Ostatnio trochę się od siebie oddaliłyśmy, ale czasem tak u nas jest. Nim się obejrzałam byłam już pod salą i czekałam na dzwonek. Nagle zza ściany wyłoniła się pani Scott. Mimo wolnie zaczęłam się śmiać z jej wyglądu, a raczej ubioru.
- Przepraszam coś nie tak ?  - spytała nauczycielka.
- Po prostu nie mam pojęcia gdzie pani się ubiera.- znów zaczęłam się śmiać. Przecież ona wygląda jak idiotka.
- Ta spódnica jest okropna, wygląda pani jak klaun. - znów zaczęłam się śmiać, ale tym razem jej miny. Co za idiotka, nigdy nie cackałam się z nauczycielami, uważam, że to nikt.
- Do dyrektora! w tej chwili! -krzyknęła.
- Dobra, już dobra idę. - i znowu miałam napad śmiechu. Kiedy zapukałam do dyrektora zadzwonił dzwonek. No pięknie później będzie, że się spóźniłam. Usłyszałam ciche proszę i weszłam.
- Co tym razem panno Haner. - zapytał pan Henry. Jestem tu chyba setny raz, więc w końcu zaczęłam mówić do niego po imieniu.
- Cześć Henry, co tak oficjalnie. Przyszłam, ponieważ skrytykowałam stój pani Scott. - powiedziałam i zaniosłam się panicznym śmiechem.
- Rose, nie możesz obrażać nauczycieli, fakt pani Scott ma małe wyczucie stylu, ale nie oznacza to, że możesz pozwalać sobie na takie komentarze.
- No niech będzie. Przeproszę panią może być? - zapytałam znudzona.
- Może, to już zmykaj.
- No to pa Henry. - powiedziałam i wyszłam, jednak otworzyłam jeszcze drzwi i powiedziałam.
- Do następnego razu. - zaśmiałam się.
- Do widzenia panno Haner. - on też się uśmiechnął, równy z niego gość. Tak jak powiedziałam, przeprosiłam panią. Oczywiście nie obyło się bez wykładu, ale moją jedyną reakcją było przewracanie oczami. Dopiero po dziesięciu minutach zakończyła swój wywód i dała mi usiąść. Nie minęło może pięć minut a drzwi się otworzyły, odwróciłam wzrok i zobaczyłam... Zayna? Ale chwila, chwila co mu się stało w twarz?

Perspektywa  Zayna

Przez to, że wczoraj biłem się z tamtym kolesiem, zaspałem do szkoły. Przyszedłem więc godzinę później. Zapukałem delikatnie, usłyszałem ciche " proszę " więc wszedłem.
- O witamy, co pan tu robi, panie Malik ? - oh jak ja tej baby nie znoszę.
- Stoję. - warknąłem.
- Grzeczniej młody człowieku. Powiedz mi jaki jest powód twojego spóźnienia i zaraz, zaraz co ty masz na policzku? Biłeś się? - ja pierdolę jaka ona wścibska.
- Może, sam sobie raczej nie przyłożyłem. - po co się pyta, skoro i tak jej nie odpowiem.
- Mam nadzieję, że nie działo się to na terenie naszej szkoły? - zapytała.
- Bez obaw. - rzuciłem.
- Dobrze, żeby było mi to ostatni raz, możesz usiąść. - skinęła głową na klasę i dalej prowadziła zajęcia. Jedyne miejsce wolne, było obok...Rose. No pięknie. Siadłem obok niej, parzyła na mój policzek, ale zaraz się odwróciła. Było mi trochę głupio, ale z drugiej strony jakby nie patrzeć zrobiłem to dla niej. Wszystko przez tego jej zasranego fagasa. Lekcja minęła dość szybko więc od razu chciałem powiedzieć coś Rose, ale ktoś mi przeszkodził.
- Hej Zayn. - wyszczerzyła się Caroline, klasowa idiotka. Już miałem powiedzieć jej żeby spadała, ale kątem oka zobaczyłem jak Haner przygląda się sytuacji. Postanowiłem trochę pograć.
- Hej Caroline, co tam? Ładnie wyglądasz. - zaśmiałem się z mojego komplementu, wyglądała okropnie. A najlepsze było to, że Rose ciągle patrzyła.
- Oh dziękuje, wszystko dobrze, może dałbyś się gdzieś zaprosić, hymn? Wpadniesz do mnie? - zatrzepotała rzęsami. Nie wytrzymałem, zacząłem się śmiać.
- Skarbie naprawdę myślałaś, że mi się podobasz? Jesteś aż taką idiotką? - zaśmiałem się i wstałem z zamiarem wyjścia z klasy, ta tylko mruknęła coś pod nosem. Wychodząc puściłem oczko do Rosie, która dokładnie wszytko obserwowała, widziałem, że się uśmiechnie. Zadowolony wyszedłem ze szkoły, do głowy wpadł mi pewien pomysł, Jake mówił, że dziś wieczorem robi imprezę, wezmę Haner, a właściwie oświadczę jej, że idzie z mną. Było po szesnastej dlatego od razu pojechałem do domu.

Perspektywa Rose

Kiedy usiadł obok mnie miałam ochotę zapytać co mu się stało, ale pomyślałam, że wyjdzie na to, że się o niego martwię, a przecież tego nie mogę pokazać, a już na pewno nie jemu. Kiedy ta pizda, zaczęła do niego zagadywać, przeszedł mnie jakiś dziwny dreszcz, jakby ktoś wylał na mnie zimną wodę dla ostrzeżenia. Chciało mi się śmiać kiedy ją tak potraktował, to było na prawdę zabawne. Nie czekając dłużej wyszłam do domu, wracając kupiłam jeszcze leki na ból głowy. Na podjeździe przed domem zobaczyłam samochód Zayna. Nie powiem, zdziwił mnie ten widok. Podeszłam bliżej i mocno zapukałam w szybę, chyba przerwałam mu sen.
- Co ty tu robisz? - zapytałam chłodno.
- Przyjechałem po ciebie, a tak w ogóle to nie mogłaś pojechać samochodem? Czekam tu i czekam na ciebie. - powiedział wysiadając z samochodu. Zignorowałam jego gadanie, zainteresowałam się tylko jednym.
- Jak to po mnie? - podkreśliłam dwa ostatnie słowa. Nigdzie z nim nie jadę.
- Pójdziesz ze mną na małą imprezę. - powiedział spokojnie już w kuchni.
- Chyba śnisz, nigdzie z tobą nie idę. - powiedziałam po czym rozdzwonił się mój telefon, szybko odebrałam nie patrząc na rozmówcę.
- Myślałem, że nie odbierzesz, po tym co zrobiłem twojemu chłoptasiowi.  - Oskar. Kurwa. Chwila co?
- Komu? Co ty mówisz? - zapytałam, będąc coraz bardziej zła.
- Jak to komu? Twojemu chłoptasiowi - zaśmiał się szyderczo.
- Co? O kim ty mówisz Oscar? - powiedziałam i jak na zawołanie Zayn na mnie popatrzył, no to już wiem o kogo mu chodzi.
- Czy ciebie posrało? Co ty sobie wyobrażasz!? Będziesz tego żałował. - ucięłam krótko. - I jeszcze jedno, jeśli dowiem się, że wpieprzasz się w moje życie, pożegnasz się z tym co dla ciebie najważniejsze i oboje dobrze wiemy o co chodzi. - warknęłam i rozłączyłam się, zaraz potem wpatrywałam się w mulata.
- Dlaczego nic mi nie powiedziałeś? - zapytałam po kilku minutach ciszy.
- Nie było ci to do niczego potrzebne. - wstał.
 - Jak to nie było? Czy ty się słyszysz? Jesteś poobijany przez mojego...byłego faceta, któremu właściwie nic nie zrobiłeś? Mogłeś mi chociaż powiedzieć! - krzyknęłam, byłam w amoku, wiedziałam to. On zaczął się zbliżać.
- Coś by do dało? Przecież byś go nie zatrzymała, a poza tym nic mi nie jest, on dostał mocniej. - uśmiechnął się, był już całkiem blisko mnie.
- Wiem co bym zrobiła i z całą pewnością, by do tego nie doszło. - dotknęłam jego policzka i   zdenerwowana ich szczeniackim zachowaniem chciałam opuścić kuchnie, lecz czyjeś silne ramiona zagrodziły mi drogę.
- Gdzie się wybierasz? - zapytał.
- Ochłonąć, zanim zrobię coś złego i tobie i sobie. - odparłam.
- Myślę, że mam lepszy pomysł. - powiedział po czym mocno wpił się w moje usta. Na początku chciałam zaprotestować i nawet trochę się wyrywałam, ale on naparł swoim ciałem na mnie więc po prostu się poddałam. Muszę przyznać, że całował nieziemsko. Na początku delikatnie, a później stanowczo. Chciałam aby nigdy nie przerywał, ale jednak zabrakło nam powietrza.
- I jak? Pomogło? - zapytał ze śmiechem.
- Czasami masz dobre pomysły. - powiedziałam i przesunęłam delikatnie palcami po jego fioletowym siniaku.
- Przepraszam, to w sumie przeze mnie.
- To nie twoja wina, stało się i już. Nie myśl o tym. - odpowiedział mi.
- Całowałam się z wrogiem, no ładnie. - zaśmiałam się wpatrując w jego prześliczne oczy.
- Miałem na to ochotę już kiedy cię poznałem. - powiedział i musnął ustami o moje.
- To jak? Pójdziesz ze mną? - znów się odezwał. Trochę źle się czułam, ale ten pocałunek całkowicie przejął nade mną kontrolę, był zupełnie inny niż wszystkie. Zastanawiałam się nad odpowiedzią aż w końcu zdecydowałam.
- Ok, daj mi piętnaście minut. Możesz się rozgościć. - powiedziałam, po czym ruszyłam  pod prysznic, po pięciu minutach         skończyłam prostować włosy, weszłam do sypialni i otworzyłam szafę. Zdecydowałam się na krótką,  dopasowaną, szmaragdową sukienkę. Umalowałam się delikatnie, popryskałam perfumami i byłam gotowa. Założyłam jeszcze białe szpilki i włożyłam bransoletkę. Wzięłam torebeczkę i zeszłam na dół. Kiedy byłam już w kuchni, a Zayn mnie zobaczył, automatycznie rozszerzyły mu się źrenice, nie powiem, byłam z tego zadowolona
- Możemy iść? - zapytałam.
- Tak, ślicznie wyglądasz. - powiedział. Wyszliśmy z domu i od razu pojechaliśmy pod dom jego kolegi. To co tam zobaczyłam, zmroziło krew w moich żyłach...nie wierzę...                                                                     
 
                                                                                  

1 komentarz: