środa, 23 lipca 2014

Rozdział VI

Rozdział VI


W jak mi się wydaje salonie, na stole tańczyła Demi! A nie, ona obmacywała się z Louisem na oczach wszystkich, od kiedy stała się taką dziwką...Nie myśląc zbyt wiele, ruszyłam prosto do niej. Ta gdy mnie zauważyła od razu się uśmiechnęła i zeszła ze stołu, muzyka była bardzo głośna dlatego chciałam z nią porozmawiać gdzieś indziej.
- Możemy pogadać? - warknęłam do niej, jednak ona była zbyt wstawiana żeby przejąć się moim tonem.
- Jasne! Chodź! - krzyknęła i ruszyłyśmy jak się okazało do kuchni, mijając oczywiście Zayna, ahh tak przyszłam tu z nim...
- Możesz mi powiedzieć od kiedy jesteś taką dziwką?! - już na samym początku nie mogłam się opanować.
- O co ci do jasnej cholery chodzi?! Dobrze się bawię, z kimś w końcu musze, skoro ty jak zwykle masz ważniejsze sprawy niż ja! - krzyczała.
- Dobrze wiesz dlaczego tak jest. - syknęłam.
- Oj przestań już z tym swoim bolącym serduchem! Chłopak cię zdradził z jakąś dziwką i to nie raz, później natknęłaś się na jakiegoś pajaca! Nie moja wina, że masz takie pojebane życie, że nie masz nawet rodziców! Wiesz co Alex jesteś żałosna, wzięła byś się w końcu za kogoś, a nie ciągle bronisz się przed wszystkim! Może na zewnątrz jesteś silna, ale obie wiemy, że w środku delikatna jak pieprzona porcelana! Przestań udawać silniejszą niż jesteś. Na jakim ty świecie żyjesz! Myślisz, że on rozpaczał po tobie, że tęskni?! Może pora żebyś puknęła się w tą swoją mądruteńką główkę, a teraz spieprzaj, bo nie mam na ciebie czasu, tak jak ty nie miałaś go dla mnie.... - Zabolało. Nie myśląc dłużej wybiegłam z kuchni prosto do wyjścia, po drodze mignęła mi twarz Zayna, czyli wszystko słyszał, cudownie... Uciekłam stamtąd jak najszybciej i nie odwracając się ani razu, pobiegłam w stronę mojego domu, kiedy znajdowałam się już dość daleko od tej cholernej imprezy, zaczęłam nad tym wszystkim myśleć. Demi. Kiedy mówiła to wszystko miała taki zimny wzrok, wręcz lodowaty. Nigdy dla mnie taka nie była, zawsze jak siostra. Ale dziś, wszystko zostało powiedziane. Może miała rację, może ja na prawdę jestem do niczego i tylko rozpaczam, ale dlaczego ona nie rozumie, że ja mam takiego pieprzonego pecha w życiu? Od zawsze starałam się być silna, ale też nie zawsze mi się to udawało. Ja naprawdę każdego dnia się staram, ale wszytko jest takie trudne, tak wiele spraw na raz. Rozmyślałam tak nad tym wszystkim i postanowiłam zajść jeszcze nad most. Chwilę później stałam i gapiłam się na ciemną wodę, prawie przez całą drogę tutaj miałam wrażenie, że ktoś za mną idzie, nie przejmowałam się tym specjalnie...Tak Alex jesteś bardzo ostrożna. Nagle przed sobą zobaczyłam cień. Serce podeszło mi do gardła, ale dalej stałam nie ruchomo. Postać zaczęła się niebezpiecznie przybliżać i kiedy już miałam uciekać poczułam mocny zapach męskich perfum. Malik.
- I po co tutaj przyszedłeś? - zapytałam drwiąco.
- Zrozumieć. - powiedział nie patrząc na mnie.
- Tu nie ma czego rozumieć, usłyszałeś już chyba wystarczająco dużo. - powiedziałam chłodno.
- Wydajesz się być taka inna, od tej, o której mówiła Demi. Szczerze to nawet ci zazdroszczę tego, że wszystkim potrafisz dać sobie radę. A wiesz co jest dziwne a jednocześnie cholernie wkurwiające? - zapytał wreszcie spoglądając na mnie, a ja delikatnie pokręciłam głową. - To, że chciałbym zabrać od ciebie wszystko co cię boli, czego masz dość, co sprawia, że cierpisz,  nigdy, ale to nigdy nie byłem taki...- urwał - delikatny w stosunku do kogoś, ale ty... to takie pojebane. - zaśmiał się z własnych słów. Mnie zatkało, od dawna nie słyszałam takich słów, a może nawet nigdy. Uśmiechnęłam się blado i delikatnie przytuliłam obawiając się jego reakcji. Ten jednak od razu zacieśnił uścisk i pocałował czubek mojej głowy, czułam się jak małe dziecko, ale w tamtej chwili w ogóle mi to nie przeszkadzało, po prostu tego potrzebowałam. Staliśmy tak jeszcze chwilę, dopóki nie zrobiło się nam zimno.
- Wiesz, chyba muszę się już zbierać. - powiedziałam i już chciałam się wyrwać z jego uścisku, ale nie pozwolił mi na to. Całował delikatnie, tak jakby chciał mnie uspokoić i sprawić bym poczuła się lepiej, niestety nic nie trwa wiecznie Zayn oderwał się od moich ust.
- Co ty wyprawiasz? - zapytałam głęboko patrząc w jego oczy.
- Miałem nadzieję, że to ty mi powiesz. - odpowiedział po czym cmoknął mnie w nos, złapał za rękę i prowadził. Oczywiście ja próbowałam ją wyrwać, ale z każdym moim ruchem jego dłoń zacieśniała się bardziej.
- Dobra, puść już! - krzyknęłam. On tylko się uśmiechnął i znów, tylko tym razem delikatnie złapał na moją dłoń.
- Właściwie to dokąd idziemy? - zapytałam.
- Chcę ci coś pokazać. - odpowiedział. Nie pytałam już o nic więcej tylko szłam tuż obok niego. Jakieś piętnaście minut później dotarliśmy do jakiegoś budynku, wydawał się być opuszczony.
- Po co tu jesteśmy? - zapytałam.
- Już mówiłem, wskakuj. - pokazał na metrowy schodek. Cholera mam przecież krótką sukienkę i szpiki...
- Poczekaj musze zdjąć buty. - powiedziałam i chciałam się schylić.
- Zostaw, pomogę ci. - powiedział, a ja popatrzyłam na niego pytającym wzrokiem.
- No choć podsadzę cię. - wyczułam nutkę rozbawienia w jego głosie. Wahałam się chwilę, patrząc mu w oczy, ale jednak postanowiłam mu zaufać. Lewą nogę postawiłam na schodku, jednocześnie rękami trzymając się barierki. W pewnym momencie poczułam ciepłe dłonie Malika na swoim tyłku, czyli tak zamierzał mi pomóc... Cwaniak. Podsadził mnie na tyle wysoko, abym dała radę stanąć wyżej. Kiedy byłam już na górze, on w niecałe dziesięć sekund był już obok mnie, wyglądało to naprawdę zabójczo.
- Możesz w końcu przestać się śmiać? - zapytałam z lekkim rozbawieniem, cholerny cwaniak.
- Masz zarąbisty tyłeczek. - całkowicie zignorował moje pytanie, tylko się do mnie wyszczerzył.
- Głupek. - podsumowałam, chcąc ukryć rozbawienie. Ten nic nie odpowiedział tylko się uśmiechnął. Podeszliśmy na skraj budynku, oczywiście moje niezdarstwo się włączyło, bo noga obsunęła mi się z krawędzi i gdyby nie Zayn na pewno bym spadła.
- Dzięki. - mruknęłam cicho i spuściłam głowę w dół. On jedynie kciukiem podniósł ją tak abym popatrzyła mu w oczy.
- Uważaj na siebie . - zaśmiał się. Ja tylko lekko się uśmiechnęłam i dalej patrzyłam na piękny widok.
- Przychodziłem tutaj zawsze kiedy miałem już dość i nikt nie rozumiał tego co czuje. Znalazłem to miejsce jak miałem piętnaście lat.- powiedział nagle.
- Pokazywałeś to miejsce jeszcze komuś? - zapytałam, bo moja ciekawość zwyciężyła.
- Tylko tobie. - odpowiedział cicho patrząc na mnie. Nie mogłam niczego doszukać się w jego oczach, ciągle zastanawiałam się dlaczego akurat ja. Niczego już nie odpowiedziałam, zastanawiając się nad własnymi myślami. Staliśmy tam jeszcze jakiś czas aż w końcu Zayn zdecydował wracać, gdyż zrobiło się bardzo zimno. Faktycznie tak było, co chwilę przez moje ciało przechodziły dreszcze i oczywiście nie uszło to uwadze Malika.
- Trzymaj. - powiedział i podał mi swoją marynarkę.
- Nie zgrywaj księcia, dam radę, a ty będziesz chory. - odgryzłam się.
- Ja sobie poradzę, a nie wiem jak ty, dlatego weź to.- podał mi ją. Ja jednak uparcie stałam przy swoim.
- Nie chce. - warknęłam. On tylko westchnął. Przeszliśmy kawałek dalej, a metr od nas znajdowała się ławka. Nim się zorientowałam zostałam pociągnięta wprost na nią, jednak Zayn ustawił mnie tak, że siedziałam mu na kolanach i nie miałam możliwości ucieczki.
- Co ty robisz? - warknęłam mu prosto w twarz.
- Nie chciałaś po dobroci to będzie siłą. - na początku nie wiedziałam o co mu chodzi, kiedy jednak zdjął marynarkę zrozumiałam. Chciałam zaprzeczyć, ale ten sprytnie zamknął mi usta pocałunkiem, nie potrafiłam się oprzeć, chciałam więcej i więcej, ale przecież to tylko przykrywka...
- Zamknij się. - powiedział rozbawiony, zapewne z śmiał się z mojej miny, która cóż na pewno była zabawna. Nie odezwałam się już ani słowem, tylko patrzyłam co robi. Delikatnie, ale zdecydowanymi ruchami założył swoją marynarkę na mnie, a potem zapiął każdy guziczek. Nie chce nawet myśleć jak zabawnie wyglądałam.
- Wyglądasz uroczo. - powiedział z wielkim uśmiechem.
- Zamknij się, ja nie jestem urocza. - tupnęłam nogą i właśnie wtedy uświadomiłam sobie, że zachowałam się jak mała dziewczynka.
- Nie wcale. - powiedział z wyczuwalną w głosie ironią. Szliśmy jeszcze kawałek aż doszliśmy do jego domu. Nie byłam z tego ani trochę zadowolona. Weszliśmy do środka i pierwsze co poczułam to zapach jego perfum, są naprawdę piękne. Rozebrałam się z jego marynarki, szpilki zrzuciłam i pomasowałam bolące stopy. W końcu postanowiłam się odezwać.
- Po co mnie tutaj przyprowadziłeś? - zapytałam.
- Żebyś ze mną była, nie ma nikogo w domu. - powiedział zabawnie.
- Aha czyli rozumiem, że boisz się sam zostać? - zapytałam śmiejąc się.
- Powiedzmy, że tak. - odpowiedział. Nagle rozdzwonił się jego telefon.

Perspektywa Zayna

Nagle usłyszałem dzwonek mojego telefonu, okazało się, że to Lou. Odebrałem i lekko odszedłem od Rose, aby nie usłyszała czegoś niepotrzebnego.
- Słucham? - przywitałem.
- Siema stary, mam dobrą wiadomość pajac Smith właśnie spłacił cały swój dług, przed sekundą wpłyną przelew na pięćdziesiąt tysięcy. - powiedział zadowolony.
- To cudownie, wygląda na to, że się przestraszył. Powiedziałem mu o rodzinie. - zaśmiałem się.
- Ah no tak to wszystko wyjaśnia. - odpowiedział.
- A i jeszcze jedno, Mike mówił mi, że niedaleko naszego domu kręci się jakiś Range Rover. Może to być Lucas więc bądź czujny, jesteś sam prawda? - zapytał
- No niezupełnie. - powiedziałem - Jest ze mną Rose.
- Kretynie, to dla niego najlepsza okazja! Pilnuj się ja dziś nie wracam, do jutra i bądź ostrożny. - rzucił.
- Dobra, już dam sobie radę. - powiedziałem. Wyszedłem z gabinetu i zobaczyłem Rosie leżącą na kanapie. Podszedłem bliżej i stwierdziłem, że śpi więc  postanowiłem zabrać ją na górę. Kiedy niosłem ją na rekach, idąc po schodach z całej siły wtuliła się we mnie, jak do misia, a ręce zaplotła wokół mojej szyi. Zaśmiałem się cicho z jej zachowania. Kiedy byłem już w sypialni, postanowiłem przebrać ją, aby lepiej się jej spało. Wyciągnąłem z szafki moją koszulkę i położyłem na fotelu. Rose leżała na łóżku, wypuściłem powietrze z ust, i podszedłem do niej. Delikatnie tak aby jej nie obudzić rozsunąłem suwak jej sukienki, kiedy całkowicie się jej pozbyłem musiałem się naprawdę hamować, aby nie zrobić niczego głupiego. Była po prostu piękna. Wziąłem do ręki koszulkę i jak najszybciej założyłem ją  na nią, aby się opanować. Chwilę potem spała przytulona do mojej poduszki. Wyszedłem z pokoju, delikatnie zamykając drzwi. Schodząc ze schodów usłyszałem jakiś cichy odgłos jakby zamykanych drzwi. Momentalnie otworzyłem szafkę naprzeciwko i wyjąłem z niej broń. Podszedłem do drzwi i nie zastałem niczego oprócz jakiejś kartki, którą od razu zacząłem czytać.


No, no Malik, ładna ta twoja lalunia. Ciekawe czy by się sprawdziła? Próbowałeś już? Chętnie bym się nią zajął... Wpadłeś wiesz?  teraz stała się dla mnie naprawdę ciekawym obiektem i kto wie, może dzięki niej nie będziesz mi już nic winny? Lepiej jej pilnuj...

            PS

Śliczne ma te koronki na sobie co nie ? Fajnie było popatrzeć  ;)

L.


Kurwa! Jak on mógł tutaj wejść!? Pierdolony sukinsyn, jeszcze mu pokaże, a od niej niech trzyma się z daleka. Wściekły uderzyłem pięścią w ścianę, a kartkę zmiąłem i włożyłem do kieszeni. Podenerwowany poszedłem wziąć prysznic i po piętnastu minutach byłem nieco spokojniejszy. Postanowiłem pójść spać, ruszyłem więc prosto do sypialni, zabierając jeszcze colta. Kiedy byłem już w pokoju, broń włożyłem do szafki, a sam położyłem się tuż obok Rose. Leżałem na plecach i zastanawiałem się nad wszystkim. Rose. Lucas. Walka. Wyścigi. Gang. Już w piątek będę walczył, z jakimś Stanem. Czytałem jego umiejętności, jest wagowo podobny do mnie. Szanse są wyrównane, choć ja nigdy nie walczyłem. Z tego co wiem mam zmienić imię i nazwisko na James Conor, nie mogę mieszać spraw "pracy" z walką. Zamierzam przez ten tydzień ostro trenować, a później zajmę się Lucasem. Zrobię mu taki cyrk, że się nie pozbiera, ale najgorsze jest to, że dowiedział się o Rose. Będę musiał ją pilnować, muszę to wszystko sam ogarnąć, no chyba, że poproszę Louisa o pomoc. Nie zastanawiając się dłużej szybko przytuliłem się do Rosie i zasnąłem...
 


2 komentarze: