Rozdział II
Perspektywa Rose
Jechałam z zawrotną prędkością tak jakbym chciała uciec,
sama nie wiem przed czym, a może przed kim. Denerwuje mnie to uczucie, nie mogę
przestać myśleć o tamtym chłopaku. Kiedy tak jechałam w oczy rzucił mi się
samochód...Audi R8, nie tylko nie to. Nawet nie zorientowałam się kiedy auto
było tuż obok mnie. Zmierzyliśmy się spojrzeniami i każe z nas wiedziało co
wydarzy się kilka chwil później. Oboje równo wystartowaliśmy, jednak udało mi
się wyjść na prowadzenie. Sytuacja wyglądała tak, że on mnie gonił, a ja
sprytnie uciekałam. Po szarpaninie w mieście gdzie nawet na światłach nie
mogłam go nigdzie zgubić, zdecydowałam się na ucieczkę w puste miejsca, znam tą
trasę jak nikt inny, przecież to tutaj wygrałam mój pierwszy wyścig...
Niespodziewanie czarne Audi znalazło się tuż przy moim boku. Troszeczkę się
zaniepokoiłam, ponieważ komputer wskazywał koniec paliwa. Zdecydowanym ruchem
zmieniłam bieg i rozpędziłam się jeszcze bardziej, on nie dawał za wygraną.
Ostatnią deską ratunku było gwałtowne wycofanie się wprost do garażu jakieś dwa
kilometry do tyłu, tak też zrobiłam. Na moje szczęście nie spodziewał się tego,
dlatego na chwilę go rozkojarzyłam, niestety nie na długo. Jechałam cały czas
do tyłu, mimo, że nieźle mną szarpało z braku paliwa. Z prędkością światła
wpisałam kod do bramy, która znajdowała się jakieś dziesięć metrów ode mnie. Chłopak
widząc moje zamiary szybko przyspieszył jednak nie na tyle by zdążyć nim ja
wjadę a brama się zamknie. Zmęczona opadłam na kierownicę, co to właściwie było
do cholery?!
Perspektywa Zayna
- Cholera! - krzyknąłem, kiedy nie zdążyłem jej dogonić.
Chociaż co by to dało. Zdenerwowany ponownie odpaliłem samochód i ruszyłem
prosto do domu. Kiedyś, dawno temu byłem w tym miejscu, odbywały się tu
wyścigi, na które zawsze przychodziłem, ta adrenalina jaką się czuje, jest nie
do opisania. Dlatego dziś robie to nadal, tylko na motocyklach, a pieniądze też
nie są małe, więc nie narzekam. Jakieś dwadzieścia minut zajęło mi przyjechanie
pod dom. Wysiadłem trzaskając drzwiami, bo emocje nadal nie opadły, i
nadal jestem wściekły. Wchodząc do domu
usłyszałem czyjeś krzyki, jednoznaczne krzyki, pokręciłem tylko głową i od razu
poszedłem pod prysznic. Po dziesięciu minutach ubrany, piłem wodę w kuchni.
Nagle po schodach zszedł Lou z jakąś laska, z którą jak sądzę się pieprzył.
- O hej nie wiedziałem, że juz wróciłeś. - powiedział lekko
zmieszany.
- No jak widać. - warknąłem.
- To jest Sam, moja...koleżanka.- zawahał się, a ja
prychnąłem. Ta jasne koleżanka...
- A wybierasz się
gdzieś ? - zapytał spoglądając na mnie.
- Taa do klubu, wrócę późno, albo wcale - powiedziałem po czym ruszyłem do garażu.
- Taa do klubu, wrócę późno, albo wcale - powiedziałem po czym ruszyłem do garażu.
Na dziś postanowiłem wziąć coś bardziej sportowego. Otworzyłem
bramę wybrałem jeden z wielu samochodów i odjechałem. Czas się zabawić.
Perspektywa Rose
Godzinę później byłam już w domu, po długiej kąpieli,
skupiona na obmyślaniu planu. Chciałabym dowiedzieć się kim on jest, skąd
pochodzi, co robi. Przecież nie wygląda na spokojnego nastolatka jak wszystkim
przystało. Moje rozmyślania przerwał dzwoniący telefon.
- Hej Rosie, mam do ciebie prośbę, mogłabyś odebrać Maxa z
zajęć? Naprawdę nie mam już kogo o to poprosić - powiedział z wyczuwalnym
smutkiem w głosie Mark, jest on moim specem od podrasowywania samochodów. Max
to jego syn a Suzy zmarła na raka, od tej pory został z nim sam.
- Oczywiście, że tak, o której? - zapytałam
- Bardzo ci dziękuje, o siedemnastej kończy zajęcia, więc
masz jeszcze pół godziny.
- Jasne, nie ma sprawy odbiorę go i przywiozę prosto do
ciebie. - powiedziałam z uśmiechem.
- Dziękuje jeszcze raz, to do zobaczenia.
- Ok. Pa. - rzuciłam.
Od razu poszłam po coś do ubrania, założyłam czarne spodnie
i błękitną koszulkę. Miałam jeszcze
chwilę więc włączyłam telewizor. Po dziesięciu minutach wyszłam z domu,
dokładnie zamykając drzwi. Wsiadłam do bmw i odjechałam. Droga zajęła mi
zaledwie pięć minut. Wysiadłam z samochodu prosto kierując się do sali Maxa. Od
razu zobaczyłam go tańczącego na parkiecie, taniec to jego pasja, zupełnie jak
kiedyś moja...Ten, gdy tylko mnie zauważył od razu podbiegł się przywitać.
- Hej Skarbie jak było? - zapytałam z uśmiechem.
- Zarąbiście! - krzyknął a ja się zaśmiałam.
- A pokażesz mi czego się nauczyłeś?
- No jasne, patrz. - powiedział po czym zaczął wymachiwać
rękoma, wyglądał uroczo. Przez głowę przeszła mi nawet myśl, że i ja chciałabym
mieć takiego syna, lecz bardzo szybko pozbyłam się tego uczucia. Wywołało tylko
niepotrzebne nikomu uczucie pustki.
- Jestem z ciebie bardzo dumna! - powiedziałam po czym
pocałowałam go w głowę. Doszliśmy do szatni, przebrałam małego i zaprowadziłam
do samochodu. Po drodze zatrzymaliśmy się jeszcze na lody. Maxi je uwielbia, a
już zwłaszcza truskawkowe. Myślę, że Mark nie będzie miał mi tego za złe, w
końcu to kochany dzieciak i jedyny mężczyzna którego kocham. Wychodząc ze
sklepy towarzyszyło mi dziwne uczucie. Miałam wrażenie, że ktoś mnie
obserwował, dlatego też zaczęłam rozglądać się wokół siebie. Nie spostrzegłam
niczego podejrzanego, może mi się tylko wydaje...Czym prędzej wsiedliśmy do
samochodu i odjechaliśmy prosto do Marka. Nadal nie mogłam wyzbyć się tego
uczucia. Przyśpieszyłam więc nie chcąc narażać chłopca na niebezpieczeństwo.
Tego bym sobie nie wybaczyła. Po pięciu minutach byliśmy już pod domem. Odprowadziłam
go pod same drzwi i od razu odjechałam mimo nawoływań ojca chłopca. Po
półgodzinnym powrocie do domu od razu poszłam położyć się do łóżka.
Perspektywa Zayna
Byłem już pod klubem, dziś moim zamiarem było niezłe
balowanie, nie patrząc na konsekwencje. Mam dość, życia, ludzi i tej cholernej
dziewuchy, o której nie mogę zapomnieć. Potrząsnąłem głową chcąc wyrzucić ją z
głowy. Kiedy wszedłem do środka, od razu w oczy rzuciła mi się pewna
blondynka...Chwila, chwila czy to nie jest...Roni? Przyjrzałem się bardziej i
dostrzegłem właśnie ją. Moja pierwszą miłość, która obecnie obściskiwała się z
jakimś starym facetem. Momentalnie zrobiło mi się nie dobrze, a cała chęć
dobrej zabawy jakby wyparowała. Zdenerwowany wyszedłem z klubu i pojechałem pod
dom naszego dłużnika, tak jak miałem w planach. Bez trudzenia się o pukanie
wywarzyłem drzwi i dorwałem gnoja leżącego beztrosko na kanapie. Pora tą
sielankę skończyć.
- Proszę, proszę, proszę co my tutaj mamy. Pan kretyn Smith
chyba zapomniał o swoim długu hymn? Nie mylę się prawda? - powiedziałem
przybliżając się do niego, jednocześnie dostrzegając w oczach strach.
- Ni..nie...zapomniałem w piątek dostanę wypłatę i oddam
wszystko, co do grosza! - zapewniał.
- To dobrze, bo wiesz..- wziąłem do ręki ramkę ze zdjęciem -
masz bardzo ładną rodzinę...- powiedziałem po czym szybko opuściłem dom i
odjechałem z piskiem opon. Pora wracać do domu... Jadąc o dziwo, zgodnie z
przepisami, rozglądałem się po tym mieście, patrząc na wszystko i nic. Mojej
głowy nadal nie opuściła tamta laska...Rozmyślałem nad tym kim jest, aż przez
przypadek natknąłem się na jak mi się wydawało jej BMW. Samochód zaparkowany
był pod prywatną szkołą tańca. Ona tańczy? Postanowiłem poczekać, aż wyjdzie z
budynku. Długo nie musiałem czekać, tylko dziesięć minut. Wychodziła z małym
chłopcem, wyglądała na szczęśliwą...W pewnym momencie mały wskoczył jej na
ramiona i dał buziaka. Przyznam, że wyglądało to dosyć słodko. Ona natomiast
wesoło się zaśmiała. Postanowiłem pojechać za nią, kto wie może się czegoś
dowiem. Myślę, że się nie zorientowała, choć w pewnym momencie znacznie
przyśpieszyła. Ja jednak nie pozostałem jej dłużny. Zatrzymała się przy jakimś
dziwnym domu, lekko obskurnym. Odprowadziła chłopca prosto jak mi się wydaje do
ojca. Chyba mnie to uspokoiło, chociaż sam nie wiem czemu. Nieznajoma ciągle
rozglądała się wokół, więc możliwe, że czuła mój wzrok. Kiedy odjeżdżała ja
również, oczywiście tak, aby mnie nie zobaczyła. Jechałem za nią jeszcze jakieś
piętnaście minut, kiedy wreszcie zaparkowała i weszła do domu. Chwilę później
zobaczyłem światła zapalające się w kolejnych pomieszczeniach. Zapamiętałem
numer domu i odjechałem. Kiedy wszedłem już do domu, nie patrząc na nikogo,
skierowałem się do naszego biura. Nie musiałem się odwracać żeby widzieć wzrok
Louisa, który sprawy naszej " pracy " traktuje śmiertelnie poważnie.
Zamknąłem drzwi po czym siadłem przed biurkiem a w specjalny program wpisałem
adres zamieszkania mojej nieznajomej. Bradford
Green Street, A50.. Sekundę później miałem wszystko czego szukałem, no może
nie wszystko...
ROSE HANER ( brak
ojczystego imienia )
Rok i data urodzenia: 1995 / 12 styczeń
Miejsce urodzenia: "
brak informacji "
Wiek: 19
Kraj ojczysty: "
brak informacji "
Zamieszkała: Publiczny
Dom Dziecka w Londynie
Obecne zamieszkanie : Bradford/
Londyn / Green Street / A50
Szkoła: Bradford
Praca: " brak
informacji "
*Inne: Do osiemnastego roku życia pod nadzorem polskiego
kuratora***
- Dowiedziałeś się o niej już wszystkiego? - zapytał Lou z
poważną miną, wchodząc do pokoju.
- Nie zupełnie. - odpowiedziałem całkowicie ignorując jego
ton. - Nie są podane wszystkie informacje.
- Co? - podszedł bliżej, nagle zainteresowany. - Wiesz co to
oznacza? - zapytał.
- Jest cudzoziemką. - powiedział zszokowany.
- Ale dlaczego nie ma informacji na temat jej pracy? - w
jednym momencie popatrzyliśmy się na siebie
i od razu wiedzieliśmy, że ta mała zajmuje się czymś niekoniecznie
legalnym. Po skończeniu czytania jej danych, poszedłem pod prysznic, i
położyłem się spać. Jednak nie mogłem zasnąć, rozmyślałem o tym jak dowiedzieć
się czym zajmuje się Rose...imię ma ładne, ale życie chyba niekoniecznie...Z tą
myślą w końcu zasnąłem.
Perspektywa Rose
dwie godziny później
Uchyliłam powieki, ponieważ ktoś brutalnie przerwał mój sen,
dzwoniąc o trzeciej w nocy...
- Słucham. - powiedziałam lekko ochrypłym głosem.
- Rose? przepraszam, że cię na pewno obudziłem, ale musze ci
powiedzieć coś bardzo ważnego. - zakomunikował mi Mat. Był jednym z wielu,
którzy dbali o moje bezpieczeństwo.
- Coś się stało? - zapytałam lekko zaniepokojona podnosząc
się do pozycji siedzącej.
- Ktoś przeglądał twoje dane osobowe, oczywiście natrafił na
te fałszywe, ale chyba powinnaś o tym wiedzieć ten ktoś to Zayn Malik. Znasz
go?
- Nie Mat, nie, ale zaraz się tym zajmę, dziękuje ci bardzo,
dobranoc. - powiedziałam.
- Nie ma za co, gdybyś czegoś potrzebowała to dzwon. Pa. -
odpowiedział.
Szybkim ruchem wstałam z łóżka i powędrowałam do biura. Wpisałam
" Zayn Malik "
Pierwsze co zobaczyłam to zdjęcie i już wiedziałam, że będę
miała niezłe problemy...
ZAYN JAVADD MALIK
Rok i data urodzenia:
1995 / 12 styczeń
Miejsce urodzenia: Bradford
Wiek: 19
Kraj ojczysty: Wielka Brytania
Pochodzenie: Pakistan.
Zamieszkały: Pogotowie
Opiekuńcze
Obecne zamieszkanie : Bradford
/ Welles Street 203
Szkoła: Bradford
Praca: " brak
informacji "
*Inne: Dwukrotnie
wyrzucony ze szkół, pobyt w zakładzie poprawczym w wieku szesnastu lat za napad
i rozbój. ***
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz