czwartek, 19 czerwca 2014

Rozdział II



Rozdział II


Perspektywa Rose


Jechałam z zawrotną prędkością tak jakbym chciała uciec, sama nie wiem przed czym, a może przed kim. Denerwuje mnie to uczucie, nie mogę przestać myśleć o tamtym chłopaku. Kiedy tak jechałam w oczy rzucił mi się samochód...Audi R8, nie tylko nie to. Nawet nie zorientowałam się kiedy auto było tuż obok mnie. Zmierzyliśmy się spojrzeniami i każe z nas wiedziało co wydarzy się kilka chwil później. Oboje równo wystartowaliśmy, jednak udało mi się wyjść na prowadzenie. Sytuacja wyglądała tak, że on mnie gonił, a ja sprytnie uciekałam. Po szarpaninie w mieście gdzie nawet na światłach nie mogłam go nigdzie zgubić, zdecydowałam się na ucieczkę w puste miejsca, znam tą trasę jak nikt inny, przecież to tutaj wygrałam mój pierwszy wyścig... Niespodziewanie czarne Audi znalazło się tuż przy moim boku. Troszeczkę się zaniepokoiłam, ponieważ komputer wskazywał koniec paliwa. Zdecydowanym ruchem zmieniłam bieg i rozpędziłam się jeszcze bardziej, on nie dawał za wygraną. Ostatnią deską ratunku było gwałtowne wycofanie się wprost do garażu jakieś dwa kilometry do tyłu, tak też zrobiłam. Na moje szczęście nie spodziewał się tego, dlatego na chwilę go rozkojarzyłam, niestety nie na długo. Jechałam cały czas do tyłu, mimo, że nieźle mną szarpało z braku paliwa. Z prędkością światła wpisałam kod do bramy, która znajdowała się jakieś dziesięć metrów ode mnie. Chłopak widząc moje zamiary szybko przyspieszył jednak nie na tyle by zdążyć nim ja wjadę a brama się zamknie. Zmęczona opadłam na kierownicę, co to właściwie było do cholery?!


Perspektywa Zayna



- Cholera! - krzyknąłem, kiedy nie zdążyłem jej dogonić. Chociaż co by to dało. Zdenerwowany ponownie odpaliłem samochód i ruszyłem prosto do domu. Kiedyś, dawno temu byłem w tym miejscu, odbywały się tu wyścigi, na które zawsze przychodziłem, ta adrenalina jaką się czuje, jest nie do opisania. Dlatego dziś robie to nadal, tylko na motocyklach, a pieniądze też nie są małe, więc nie narzekam. Jakieś dwadzieścia minut zajęło mi przyjechanie pod dom. Wysiadłem trzaskając drzwiami, bo emocje nadal nie opadły, i nadal  jestem wściekły. Wchodząc do domu usłyszałem czyjeś krzyki, jednoznaczne krzyki, pokręciłem tylko głową i od razu poszedłem pod prysznic. Po dziesięciu minutach ubrany, piłem wodę w kuchni. Nagle po schodach zszedł Lou z jakąś laska, z którą jak sądzę się pieprzył.
- O hej nie wiedziałem, że juz wróciłeś. - powiedział lekko zmieszany.
- No jak widać. - warknąłem.
- To jest Sam, moja...koleżanka.- zawahał się, a ja prychnąłem. Ta jasne koleżanka...
 - A wybierasz się gdzieś ? - zapytał spoglądając na mnie.
- Taa do klubu, wrócę późno, albo wcale - powiedziałem po czym ruszyłem do garażu.
Na dziś postanowiłem wziąć coś bardziej sportowego. Otworzyłem bramę wybrałem jeden z wielu samochodów i odjechałem. Czas się zabawić.



Perspektywa Rose


Godzinę później byłam już w domu, po długiej kąpieli, skupiona na obmyślaniu planu. Chciałabym dowiedzieć się kim on jest, skąd pochodzi, co robi. Przecież nie wygląda na spokojnego nastolatka jak wszystkim przystało. Moje rozmyślania przerwał dzwoniący telefon.
- Hej Rosie, mam do ciebie prośbę, mogłabyś odebrać Maxa z zajęć? Naprawdę nie mam już kogo o to poprosić - powiedział z wyczuwalnym smutkiem w głosie Mark, jest on moim specem od podrasowywania samochodów. Max to jego syn a Suzy zmarła na raka, od tej pory został z nim sam.
- Oczywiście, że tak, o której? - zapytałam
- Bardzo ci dziękuje, o siedemnastej kończy zajęcia, więc masz jeszcze pół godziny.
- Jasne, nie ma sprawy odbiorę go i przywiozę prosto do ciebie. - powiedziałam z uśmiechem.
- Dziękuje jeszcze raz, to do zobaczenia.
- Ok. Pa. - rzuciłam.
Od razu poszłam po coś do ubrania, założyłam czarne spodnie i  błękitną koszulkę. Miałam jeszcze chwilę więc włączyłam telewizor. Po dziesięciu minutach wyszłam z domu, dokładnie zamykając drzwi. Wsiadłam do bmw i odjechałam. Droga zajęła mi zaledwie pięć minut. Wysiadłam z samochodu prosto kierując się do sali Maxa. Od razu zobaczyłam go tańczącego na parkiecie, taniec to jego pasja, zupełnie jak kiedyś moja...Ten, gdy tylko mnie zauważył od razu podbiegł się przywitać.
- Hej Skarbie jak było? - zapytałam z uśmiechem.
- Zarąbiście! - krzyknął a ja się zaśmiałam.
- A pokażesz mi czego się nauczyłeś?
- No jasne, patrz. - powiedział po czym zaczął wymachiwać rękoma, wyglądał uroczo. Przez głowę przeszła mi nawet myśl, że i ja chciałabym mieć takiego syna, lecz bardzo szybko pozbyłam się tego uczucia. Wywołało tylko niepotrzebne nikomu uczucie pustki.
- Jestem z ciebie bardzo dumna! - powiedziałam po czym pocałowałam go w głowę. Doszliśmy do szatni, przebrałam małego i zaprowadziłam do samochodu. Po drodze zatrzymaliśmy się jeszcze na lody. Maxi je uwielbia, a już zwłaszcza truskawkowe. Myślę, że Mark nie będzie miał mi tego za złe, w końcu to kochany dzieciak i jedyny mężczyzna którego kocham. Wychodząc ze sklepy towarzyszyło mi dziwne uczucie. Miałam wrażenie, że ktoś mnie obserwował, dlatego też zaczęłam rozglądać się wokół siebie. Nie spostrzegłam niczego podejrzanego, może mi się tylko wydaje...Czym prędzej wsiedliśmy do samochodu i odjechaliśmy prosto do Marka. Nadal nie mogłam wyzbyć się tego uczucia. Przyśpieszyłam więc nie chcąc narażać chłopca na niebezpieczeństwo. Tego bym sobie nie wybaczyła. Po pięciu minutach byliśmy już pod domem. Odprowadziłam go pod same drzwi i od razu odjechałam mimo nawoływań ojca chłopca. Po półgodzinnym powrocie do domu od razu poszłam położyć się do łóżka.


Perspektywa Zayna


Byłem już pod klubem, dziś moim zamiarem było niezłe balowanie, nie patrząc na konsekwencje. Mam dość, życia, ludzi i tej cholernej dziewuchy, o której nie mogę zapomnieć. Potrząsnąłem głową chcąc wyrzucić ją z głowy. Kiedy wszedłem do środka, od razu w oczy rzuciła mi się pewna blondynka...Chwila, chwila czy to nie jest...Roni? Przyjrzałem się bardziej i dostrzegłem właśnie ją. Moja pierwszą miłość, która obecnie obściskiwała się z jakimś starym facetem. Momentalnie zrobiło mi się nie dobrze, a cała chęć dobrej zabawy jakby wyparowała. Zdenerwowany wyszedłem z klubu i pojechałem pod dom naszego dłużnika, tak jak miałem w planach. Bez trudzenia się o pukanie wywarzyłem drzwi i dorwałem gnoja leżącego beztrosko na kanapie. Pora tą sielankę skończyć.
- Proszę, proszę, proszę co my tutaj mamy. Pan kretyn Smith chyba zapomniał o swoim długu hymn? Nie mylę się prawda? - powiedziałem przybliżając się do niego, jednocześnie dostrzegając w oczach strach.
- Ni..nie...zapomniałem w piątek dostanę wypłatę i oddam wszystko, co do grosza! - zapewniał.
- To dobrze, bo wiesz..- wziąłem do ręki ramkę ze zdjęciem - masz bardzo ładną rodzinę...- powiedziałem po czym szybko opuściłem dom i odjechałem z piskiem opon. Pora wracać do domu... Jadąc o dziwo, zgodnie z przepisami, rozglądałem się po tym mieście, patrząc na wszystko i nic. Mojej głowy nadal nie opuściła tamta laska...Rozmyślałem nad tym kim jest, aż przez przypadek natknąłem się na jak mi się wydawało jej BMW. Samochód zaparkowany był pod prywatną szkołą tańca. Ona tańczy? Postanowiłem poczekać, aż wyjdzie z budynku. Długo nie musiałem czekać, tylko dziesięć minut. Wychodziła z małym chłopcem, wyglądała na szczęśliwą...W pewnym momencie mały wskoczył jej na ramiona i dał buziaka. Przyznam, że wyglądało to dosyć słodko. Ona natomiast wesoło się zaśmiała. Postanowiłem pojechać za nią, kto wie może się czegoś dowiem. Myślę, że się nie zorientowała, choć w pewnym momencie znacznie przyśpieszyła. Ja jednak nie pozostałem jej dłużny. Zatrzymała się przy jakimś dziwnym domu, lekko obskurnym. Odprowadziła chłopca prosto jak mi się wydaje do ojca. Chyba mnie to uspokoiło, chociaż sam nie wiem czemu. Nieznajoma ciągle rozglądała się wokół, więc możliwe, że czuła mój wzrok. Kiedy odjeżdżała ja również, oczywiście tak, aby mnie nie zobaczyła. Jechałem za nią jeszcze jakieś piętnaście minut, kiedy wreszcie zaparkowała i weszła do domu. Chwilę później zobaczyłem światła zapalające się w kolejnych pomieszczeniach. Zapamiętałem numer domu i odjechałem. Kiedy wszedłem już do domu, nie patrząc na nikogo, skierowałem się do naszego biura. Nie musiałem się odwracać żeby widzieć wzrok Louisa, który sprawy naszej " pracy " traktuje śmiertelnie poważnie. Zamknąłem drzwi po czym siadłem przed biurkiem a w specjalny program wpisałem adres zamieszkania mojej nieznajomej. Bradford Green Street, A50.. Sekundę później miałem wszystko czego szukałem, no może nie wszystko...

ROSE HANER ( brak ojczystego imienia )

   

Rok i data urodzenia:  1995 / 12 styczeń
Miejsce urodzenia: " brak informacji "
Wiek: 19
Kraj ojczysty: " brak informacji "
Zamieszkała: Publiczny Dom Dziecka w Londynie
Obecne zamieszkanie : Bradford/ Londyn / Green Street / A50
Szkoła: Bradford
Praca: " brak informacji "


*Inne: Do osiemnastego roku życia pod nadzorem polskiego kuratora***


 - Dowiedziałeś się o niej już wszystkiego? - zapytał Lou z poważną miną, wchodząc do pokoju.
- Nie zupełnie. - odpowiedziałem całkowicie ignorując jego ton. - Nie są podane wszystkie informacje.
- Co? - podszedł bliżej, nagle zainteresowany. - Wiesz co to oznacza?  - zapytał.
- Jest cudzoziemką. - powiedział zszokowany.
- Ale dlaczego nie ma informacji na temat jej pracy? - w jednym momencie popatrzyliśmy się na siebie  i od razu wiedzieliśmy, że ta mała zajmuje się czymś niekoniecznie legalnym. Po skończeniu czytania jej danych, poszedłem pod prysznic, i położyłem się spać. Jednak nie mogłem zasnąć, rozmyślałem o tym jak dowiedzieć się czym zajmuje się Rose...imię ma ładne, ale życie chyba niekoniecznie...Z tą myślą w końcu zasnąłem.


Perspektywa Rose



                        dwie godziny później

Uchyliłam powieki, ponieważ ktoś brutalnie przerwał mój sen, dzwoniąc o trzeciej w nocy...
- Słucham. - powiedziałam lekko ochrypłym głosem.
- Rose? przepraszam, że cię na pewno obudziłem, ale musze ci powiedzieć coś bardzo ważnego. - zakomunikował mi Mat. Był jednym z wielu, którzy dbali o moje bezpieczeństwo.
- Coś się stało? - zapytałam lekko zaniepokojona podnosząc się do pozycji siedzącej.
- Ktoś przeglądał twoje dane osobowe, oczywiście natrafił na te fałszywe, ale chyba powinnaś o tym wiedzieć ten ktoś to Zayn Malik. Znasz go?
- Nie Mat, nie, ale zaraz się tym zajmę, dziękuje ci bardzo, dobranoc. - powiedziałam.
- Nie ma za co, gdybyś czegoś potrzebowała to dzwon. Pa. - odpowiedział.
Szybkim ruchem wstałam z łóżka i powędrowałam do biura. Wpisałam " Zayn Malik "
Pierwsze co zobaczyłam to zdjęcie i już wiedziałam, że będę miała niezłe problemy...



ZAYN JAVADD MALIK


 

Rok i data urodzenia:  1995 / 12 styczeń
Miejsce urodzenia: Bradford
Wiek: 19
Kraj ojczysty:  Wielka Brytania
Pochodzenie: Pakistan.
Zamieszkały: Pogotowie Opiekuńcze
Obecne zamieszkanie : Bradford / Welles Street 203
Szkoła: Bradford
Praca: " brak informacji "


*Inne: Dwukrotnie wyrzucony ze szkół, pobyt w zakładzie poprawczym w wieku szesnastu lat za napad i rozbój. ***

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz