sobota, 7 czerwca 2014

Rozdział I




Rozdział I

Perspektywa Rose

            Tak, to właśnie dziś zaczyna się początek tygodnia czyli poniedziałek. Po ostatnim weekendzie, który minął mi naprawdę bardzo szybko, może dlatego ze świętowałam razem z ekipą kolejny wygrany wyścig,  jestem tak zmęczona i jak możecie się domyślić skacowana. Okay przyznaje czasami lubię się zabawić, ale nie robię tego często. Dbam o siebie, nie wliczając palenia papierosów, od których nie mogę się uwolnić mimo, że próbowałam już naprawdę dużo razy i tak za każdym nie dawałam rady. Akurat dziś zaraz po szkole zamierzam pojechać na siłownię, żeby się trochę od stresować. Wstając z łóżka jakoś tak dziwnie zakręciło mi się w głowie, no cóż może dlatego wczoraj niczego nie miałam w ustach...Mam taki uraz, jeszcze z dzieciństwa, moja przyjaciółka, która pamiętała o mnie tylko wtedy kiedy czegoś ode mnie chciała, ciągle pokazywała mi jaką mam nadwagę w porównaniu do niej. Rzeczywiście tak było, dlatego zaraz po ucieczce z domu, porządnie wzięłam się za siebie, dzięki czemu wypracowałam figurę wartą zazdrości. Teraz jestem z tego dumna i wreszcie czuję się dobrze w swoim ciele. Choć mimo wszystko zawszę będę widziała w siebie jako grubą dziewczynę niezależnie ile bym nie schudła. Schodząc ze schodów od razu poszłam do łazienki, wzięłam szybki, orzeźwiający prysznic i w samej bieliźnie udałam się do mojej ogromnej garderoby. Zdecydowałam, że dziś założę czarne, mocno dopasowane rurki, wygodny kremowy sweterek z guzikami na plecach, do tego łańcuszek od Demi, która nosi taki sam, uzgodniłyśmy, że to będzie taki nasz dowód przyjaźni. Na palec wsunęłam mój jak twierdzi Demi znak rozpoznawczy czyli czarny, masywny pierścionek. Włosy wysuszyłam, wyprostowałam, zrobiłam wyraźny, ostry makijaż kusząc się o idealne kreski na powiekach i zeszłam na dół do kuchni. Zrobiłam sobie kanapki, szybko je zjadłam po czym spakowałam wszystkie potrzebne rzeczy, włożyłam moje ulubione czarne lity z ćwiekami na obcasie. Zamknęłam dom po czym wsiadłam do mojego kochanego bmw i odjechałam. Droga do szkoły zajęła mi jakieś niecałe dziesięć minut. Kiedy wjeżdżając na parking chciałam zaparkować na moim miejscu, które powinno stać puste,  zauważyłam czarne Audi A5. Nie powiem żeby mi się to spodobało, ale akurat dziś, nie miałam nastroju do wymiany zdań z kimkolwiek. Pozostało mi miejsce obok tajemniczego samochodu i jego nonszalancko opierającego się właściciela, który rozmawiał z grupką jak sądzę przyjaciół, ale kiedy ja zaparkowałam na miejscu tuż obok, cała ich uwaga skupiła się na mnie i moim aucie. Szybkim i zgrabnym ruchem wyszłam z samochodu, z tradycyjną miną niedostępnej. Posłałam im przelotne spojrzenie. Mulat wpatrywał się we mnie dziwnym wzrokiem jakby chciał mnie w jakiś sposób wystraszyć, ale mnie to w ogóle nie ruszyło dlatego też od razu weszłam do szkoły, aby poszukać Demi.

Perspektywa Zayna

Stałem oparty o samochód i rozmawiałem z Louisem i Jackiem o nowej akcji i gościu, który już dawno powinien oddać zaległy dług, a nadal tego nie zrobił.
- Dobra, chłopaki złożę mu dziś wizytę i odda, a jak nie no to mi bardzo przykro...- powiedziałem i cwaniacko się uśmiechnąłem.
- Okay ale jak wrócisz z poobijaną mordą to ja Ci jej nie opatrzę ani moja Natalie. Tym razem musisz zadbać o siebie sam stary. - powiedział Jack.
- Nie musisz się o to martwić. - rzuciłem. Ciekaw jestem ile razy będzie mi to jeszcze wypominał.
- Już daj spokój raz zabalowałem i jakiś frajer się przypałętał i dostał, nic wielkiego.
- Nie, no pewnie to co wparowałeś mi na chatę o drugiej w nocy, najebany w trzy dupy prosząc o nocowanie. - powiedział z ironią Jack.
- Dobra następnym razem zwrócę się do ciebie Lou. Ty mnie przyjmiesz prawda? - zapytałem.
- No wiesz...- nie dokończył, ponieważ na parkingu pojawiło się  czarne bmw, a brunetka siedząca za kierownicą była jakby niezadowolona z miejsca. Czyżbym zaparkował  na jej miejscu?  Jak przykro...Dziewczyna jednak ani razu na nas nie spojrzała, mimo tego, że była ładna nie pasowała do innych dziewczyn w tej okolicy...jej uroda była...jakaś inna. Moją uwagę przykuł jej samochód i widziałem, że chłopakom także się spodobał. Kiedy zgrabnym ruchem wysiadła, byłem przekonany, że nie pochodzi z Londynu...Przeszła obok nas jak gdyby nigdy nic. Nie powiem żeby mnie to nie ruszyło, przecież ja Zayn Malik mogę mieć każdą, wszystko to tylko kwestia czasu. Tylko przez chwilę popatrzyła mi w oczy, a ja wiedziałem, że będę miał z nią problemy...Na razie muszę się dowiedzieć skąd pochodzi i kim jest...
- No, no, ładna...- zagwizdał Louis. - No nie Malik?
- I tak nie będzie twoja - zaśmiałem się.
- Moja nie, ale ja mówię tu o tobie..
- Jakbyś mnie nie znał...- westchnąłem..
- Może kiedyś zmienisz zadnie?
- Raczej nieprędko, dobra ja się zwijam, mam Angielski. To co na długiej przerwie tutaj? - zapytałem i ominąłem niewygodny temat.
- Jasne! - odpowiedzieli chórem.
- Cóż za zgodność. - zaśmiałem się i poszedłem w stronę klasy. Po czym ruszyłem do tylniego wejścia do szkoły. Schodząc ze schodów usłyszałem czyjeś głośne rozmowy, coś co przypominało szarpaninę...
- Słuchaj suko wkurwiasz mnie wiesz? - krzyknęła jakaś dziewczyna
- Powiedz mi coś czego nie wiem - kolejna prychnęła po czym jęknęła.
- Jeszcze cię zniszczę zobaczysz, zrobię ci takie piekło jakiego jeszcze nigdy nie widziałaś. - syknęła kolejna. A jeszcze inne zachichotały. Ja pierdole ile ich tam jest?
- Słuchaj dziewczynko bo dwa razy nie powtarzam, nawet dla ułomnych. W ogóle się ciebie nie boje, w chuj ani trochę. Myślisz, że jak zebrałaś swoje przyjaciółeczki od chuja warte to się ciebie przestraszę? Hah ty naprawdę jesteś głupia. - powiedziała ta sama, która próbowała się bronić, szkoda tylko ze ona jest sama a ich cztery. Jestem ciekawy co to za idiotka. Niespodziewanie dało się usłyszeć huk tłuczonego szkła i czyjś krzyk bólu. Chyba trzeba zainterweniować.
- Co do chuja? - krzyknąłem. Dopiero teraz zobaczyłem, że poszkodowaną była ta sama brunetka, którą chwilę temu widziałem na parkingu. Obecnie była ledwo przytomna z podbitym okiem i rozcięciem na ręce. Grupka tamtych dziewczyn też była lekko poturbowana. Dziwne, że ta mała dała im radę. Chociaż częściowo. Kiedy spostrzegły, że właśnie stoję i patrzę na to co się właśnie wydarzyło szybko się ulotniły. Ja natomiast podszedłem do leżącej na podłodze dziewczyny. Kiedy mnie zobaczyła lekko się ocknęła i próbowała wstać z marnym skutkiem.
- Hej, hej, sama nie wstaniesz. - powiedziałem surowym tonem, jednocześnie pomagając jej się podnieść.
- Spadaj, masz własne życie to odpierdol od mojego. - syknęła zła.
- Słuchaj, próbuje Ci tylko pomóc, ale nie będę cię kurwa zmuszał. - warknąłem podirytowany.
- Świetnie, nie można było tak od razu? - odpowiedziała z ironią. Po czym wyszła z szatni, lekko się chwiejąc. Nagle oparła się o framugę drzwi...
- Wszystko okay? - zapytałem, nie chcę mieć gówniary z niewyparzonym jęzorem na sumieniu. Nic nie odpowiedziała tylko upadła...


Perspektywa Rose

Obudziłam się z bolącą głową w fatalnym nastroju. Właśnie miałam sięgnąć po budzik zawsze leżący w tym samym miejscu, jednak zamiast urządzenia niczego nie poczułam. Jak poparzona wyskoczyłam z łóżka, na którym leżałam. Na szczęście byłam w ubraniach, co nie powiem trochę mnie uspokoiło. Zaczęłam oglądać pomieszczenie, w którym się znajdowałam. Przyznam, że ktoś ma gust, ale i sporo kasy. Szybkim ruchem zabrałam torbę i najciszej jak potrafiłam zeszłam na dół. Nie pamiętałam dosłownie nic oprócz jakiegoś frajera wczoraj, który coś do mnie mówił. Nie zastawiając się nad tym wszystkim, spróbowałam otworzyć drzwi wejściowe. Niestety były zamknięte.
- Gdzie ja do chuja jestem? - szepnęłam sama do siebie. Nagle przypomniałam sobie o wsuwce do włosów. Szybkim ruchem wyplątałam ją i wzięłam się za otwieranie. Juz prawie skończyłam, gdy ktoś za moimi plecami dał o sobie znać.
- Ekhem... - chrząknął...wydawało mi się, że to ten sam koleś co wczoraj. Nadal stałam znieruchomiała odwrócona do niego plecami. Myśl Rose, myśl...
- Gdzieś się wybierasz? - zapytał. Powoli się odwróciłam i ujrzałam nieznajomego szatyna. Nawet przystojny.
- Jak najdalej stąd. - odpyskowałam. Po czym szybko otworzyłam drzwi i prawie biegiem opuściłam posesję. Jaka była moja radość kiedy zobaczyłam swój  samochód na podjeździe. Nie czekając ani chwili wsiadłam i odjechałam z piskiem opon. Zastanawiało mnie dlaczego nie pamiętam niczego oprócz mulata...?


Perspektywa Zayna


Obudziłem się cholernie niewyspany. Powoli dochodziły do mnie wczorajsze zdarzenia. Czyli gdzieś powinien być Lou i...tamta laska. Powoli i ociężale wstałem z kanapy. Było mi kurewsko niewygodnie, ale przecież nie spał bym z nią, aż takim chujem nie jestem. Wchodząc do kuchni zobaczyłem tylko Louisa, ona pewnie jeszcze śpi. Usiadłem obok niego jak gdyby nigdy nic. Byłem pewny, że oczekuje ode mnie wyjaśnień, tego skąd ona się u mnie wzięła. Lou przyszedł w nocy do mnie, gdyż zapomniał kluczy od swojego mieszkania. Zobaczył ją i dopytywał więc spławiłem go mówiąc, że wyjaśnię mu to dziś. I właśnie teraz musze się mu tłumaczyć...
- No to słucham - powiedział nagle.
- Więc co chcesz wiedzieć - zapytałem.
- Nie zadawaj głupich pytań, mów co się wczoraj wydarzyło.- warknął.
- Dobra więc jak miałem wchodzić do szkoły usłyszałem w szatni jakąś szarpaninę. Znasz mnie więc wiesz, że moja ciekawość zwyciężyła. Zobaczyłem jakieś cztery dziewczyny znęcające się nad tą, która jest u mnie. Wystraszyłem ich więc uciekły a ta jeszcze coś mi pyskowała i już chciała iść ale rypnęła o podłogę, więc zabrałem ją do siebie. I nie, nie Lou nie zrobiłem z nią niczego złego...w sumie to ran też nie opatrzyłem. Tak więc cała historia.
- A, bo wiesz tej to już tu nie ma...- powiedział lekko zmieszany.
- Co? A niby gdzie? - zapytałem zdenerwowany. Nawet nie sprawdziłem kim jest.
- Noo normalnie, uciekła na moich oczach. Niezłe ziółko, bo drzwi otworzyła wsuwką. - zaśmiał się, gdzie tu powód do radości...? Bo ja nie widzę żadnego... Zdenerwowany wyszedłem z domu trzaskając drzwiami. Cholera jasna! dlaczego ja w ogóle się tym przejmuje..?







Brak komentarzy:

Prześlij komentarz