czwartek, 14 sierpnia 2014

Rozdział VIII



Rozdział VIII


Perspektywa Rose

Kiedy Lucas wyszedł ja znalazłam się w salonie. Popatrzyłam na kieliszek, który mi został. Wzięłam go w dłoń i szybkim ruchem przechyliłam naczynie. Odstawiłam lampkę i położyłam się na sofie. Nagle zgasła żarówka w żyrandolu, więc postanowiłam ją wymienić. Wyjęłam z szuflady nową i wspięłam się na stół, chwilę później świat zaczął mi wirować, słyszałam jakieś uderzenia, ale nie mogłam się ruszyć, wszystko na co patrzyłam sprawiało mi fizyczny ból. Próbowałam zejść ze stołu, ale straciłam równowagę i spadłam na podłogę, mocno uderzając biodrem o kant pobliskiego regału. Potem nie pamiętam niczego co się działo, przed zamknięciem oczu mignęła mi tylko czyjaś czerwona koszulka, a dalej ciemność...

* Trzy godziny później *

Uchyliłam powieki choć były bardzo ciężkie, lecz zaraz z powrotem je zamknęłam gdyż poraziły mnie promienie słoneczne. Nagle usłyszałam dźwięk spuszczanych rolet, widocznie ktoś zauważył moje niezadowolenie po przez grymas na twarzy. W ogóle bałam się nawet myśleć jak teraz wyglądam. Po dłużej chwili uświadomiłam sobie gdzie jestem, mimo, że oczy otworzyłam tylko raz. Dom Zayna. Skąd wiem? Czuję jego zapach to raz, a dwa nikt nie ma tak wygodnego łóżka jak on. Sekundę, może dwie potem poczułam mały pocałunek na czole, co sprawiło, że natychmiast otworzyłam oczy. Przede mną widniała jak zwykle perfekcyjna twarz Malika. Zobaczyłam również czerwoną koszulkę, którą pamiętam z wczoraj. Chwilę na mnie patrzył, aż w końcu postanowiłam się odezwać.
- Ile spałam? - zapytałam tak osłabionym głosem, że sama się przeraziłam.
- Cztery godziny. - odpowiedział chłodno. Miłe powitanie, nie ma co. - Pamiętasz coś z wczoraj? - zapytał.
- Emm tylko, nowego sąsiada Lucasa, butelkę, no może dwie wina, spaloną żarówkę, i twoją koszulkę. - powiedziałam patrząc na jego ubranie. Czarne lekko węższe spodnie i zwykła czerwona koszulka w serek. Włosy jak zawsze perfekcyjnie ułożone do góry. Co jak co, ale jego włosy, są naprawdę cudowne. Alex! O czym ty myślisz! Skarciłam się w myślach. Jednak on całkowicie zignorował to co mówiłam, oprócz wzmianki o Lucasie. W tym momencie jego źrenice powiększyły się tak jakby coś brał.
- Jak to NOWY sąsiad?! - zapytał, o ile można to nazwać pytaniem.
- Normalnie, Lucas Taylor. Wczoraj przyszedł się przywitać bardzo miły. - uśmiechnęłam się.
- Kurwa Rose! W coś ty się wpakowała!? - krzyknął. - A może to ja...- mruknął pod nosem, ale ja mimo to usłyszałam i nie byłam zachwycona.
- W co się miałam niby wpakować?! Co ty? Wyjaśnisz mi może? - rozdrażniłam się. Ten tylko chodził w kółko po pokoju, aż nagle się zatrzymał i spojrzał prosto w moje oczy. Wiedziałam, że obmyśla plan, grając ze mną na czas. Postanowiłam jeszcze trochę poczekać aż jego emocje opadną.
- Rosie...- mówiłam żeby tak do mnie nie mówił. - musisz się pakować. Chwila co? On robi sobie ze mnie żarty?
- Zayn o czym ty mówisz do cholery?! - krzyknęłam i szybko wstałam z łóżka, co nie było dobrym pomysłem, gdyż zachwiałam się i wpadłam prosto na niego. Złapał mnie za bok, na co syknęłam z bólu. On bezwstydnie podniósł moją koszulkę, a jego szczęka zacisnęła się.
- Co to ma być?! Kto ci to zrobił?! - krzyczał wskazując na ogromnego siniaka. Tak bardzo nie lubię kiedy krzyczy.
- Nikt! Uspokój się. Musiałam to zrobić kiedy spadłam ze stołu. Pamiętam, że po tej ostatniej lampce źle się poczułam. - skrzywiłam się.
- Bo byłaś naćpana i pijana. - warknął. Przecież nic nie brałam!
- Co? Chyba oszalałeś, nie byłam naćpana!
- Ależ byłaś i nawet wiem dzięki komu. Twój kochany sąsiad wsypał ci to do kieliszka. Rose, jesteś taka...- nie dokończył.
- Naiwna i głupia? Już gdzieś to słyszałam. - warknęłam i wyplątałam się z jego uścisku. Idąc prosto do łazienki, zamykając się. Przemyłam twarz wodą i popatrzyłam w lustro. Wiem co muszę zrobić, tak będzie dla mnie najlepiej. Nagle usłyszałam pukanie do drzwi. Otworzyłam je i wyszłam, ale na drodze stanął mi Zayn.
- Nie chciałem tego powiedzieć, więc nie mam cię za co przepraszać jasne? - w odpowiedzi tylko prychnęłam.
- Niczego od ciebie nie oczekuje. No może poza jednym. Zniknij w końcu z mojego życia, nie potrzebuję cię, świetnie dawałam sobie radę, bez ciebie. Jutro zakończenie roku, więc i zakończmy naszą znajomość. Nie obchodzi mnie żaden Lucas, jak będzie taka potrzeba to go zabiję, nie musisz się fałszywie martwić i tak ci nie dam. Żegnaj Zayn. - powiedziałam po czym ruszyłam w stronę wyjścia, zdziwiło mnie tylko to, że nawet nie próbował mnie zatrzymać.
- Będziesz tego żałowała Rosie.
- Ja niczego nie żałuję. - wyszłam. I mam w planach nigdy tam nie wracać. No właśnie. Plany zawsze mogą ulec zmianom, ale postaram się ich nie zmieniać w najbliższym czasie. Co ja mówię?! Na zawsze! Dość Malika...na zawsze...Wyszłam z jego domu, i popędziłam prosto do sklepu, po papierosy. Kupiłam paczkę i z kieszeni, JEGO kurtki, którą pomyliłam nie mam pojęcia jakim cudem to zrobiłam, wyjęłam okulary, sądzę, że też są jego. Nagle mocnej zawiał wiatr, a ja automatycznie mocnej otuliłam się materiałem. Szłam uliczkami, które pełne były kwiatów. Jak na lato, dziś jest bardzo zimno, ale w końcu to Londyn. Zastanawiałam się dalej nad tym wszystkim, a szczególnie o jego walce. Na pewno na nią przyjdę, przecież ustaliłam to zanim go poznałam tak? Muszę dowiedzieć się kiedy mam kolejny wyścig, pora się od stresować. Wyciągnęłam komórkę i wybrałam numer do Marca, odebrał już po kilku sygnałach.
- Rose?
- Tak, cześć Mark, powiedz mi kiedy mamy w planach jakiś wyścig? - zapytałam.
- W najbliższy piątek, ale przecież ci mówiłem. - odpowiedział.
- Oh naprawdę? Musiałam nie usłyszeć, no a co z autkiem? - zapytałam.
- Wszystko jest gotowe, tylko dekoracja nam została. - zaśmiał się.
- To się cieszę, dzięki i do zobaczenia na torze. - zawtórowałam mu.
- No jasne, papa. - rozłączył się.
Uśmiechnięta, schowałam telefon do kieszeni i chwilę później byłam już w domu. Na klamce były trzy listy. Dwa jakieś rachunki, jeden bez nadawcy. Czyli jakieś zaproszenie, specjalnie dla mnie. Zaśmiałam się w duchu. Otworzyłam czarną kopertę i zaczęłam czytać. Z tego papieru wynikało, że zaproszono mnie na wyścigi, ale motocykli. Właściwie to jeszcze nigdy nie miałam okazji. Chodziło o to, że kierowcy, dostają swoje partnerki, które mają z nimi się ścigać, oczywiście na jednym motocyklu. Wyglądało bardzo interesująco, dlatego też od razu napisałam sms-a z zapewnieniem przybycia. Następnie postanowiłam ogarnąć trochę w domu. Posprzątałam salon, łazienkę, kuchnię i wszystko dokładnie odkurzyłam. Kiedy skończyłam ktoś zapukał do drzwi. Podeszłam do drzwi, otworzyłam i zaraz je zamknęłam, lecz przeszkodził mi w tym czyjś but. Popatrzyłam z pod byka na Lucasa.
- Czego chcesz? Nie jestem w nastroju do sąsiedzkich pogaduszek. - warknęłam. Jego oczy mocno pociemniały jednak starał się zachować spokój.
- Dobrze, w takim razie przepraszam, wpadnę innym razem. - odsunął się i odszedł. Zamknęłam drzwi w osłupieniu. W życiu nie spodziewałam się, że tak po prostu odpuści, w końcu Zayn mówił, że to niebezpieczny typ, ale jeśli ja będę słuchała się Zayna to na pewno daleko zajdę. Wróciłam do kuchni i zabrałam się za robienie kawy, po kilku minutach rozkoszowałam się jej smakiem, zastanawiając się nad jutrzejszym dniem, skończę szkołę i będę wolna...zaśmiałam się w myślach. Rosie, ty zawsze jesteś wolna. Po wypiciu pysznego płynu poszłam do łazienki i wzięłam długą kąpiel, zaraz potem udałam się do krainy Morfeusza.

Perspektywa Zayna


Obudziły mnie te cholerne promienie tego jebanego słońca. Od razu wiedziałem, że mam fatalny humor i bez kija nie podchodź. Nie wiem czy spowodowane to wczorajszym " układem " z Rose czy może zmęczeniem. Stawiam na to drugie, rzecz jasna. Gwarantuje, że beze mnie sobie nie poradzi, prędzej czy później Lucas ją zabije, właściwie to przeze mnie. Cholera! Czyli to wszystko moja wina?! Po co w ogóle się nią zainteresowałem? A no tak spodobał mi się jej sposób bycia. To jak jest pewna siebie, jak marszczy brwi, to jak się uśmiecha, wścieka, jest zdenerwowana, próbuje być silniejsza niż jest naprawdę... Pierdolnij się Zayn! O czym ty myślisz? Jak tak dalej pójdzie to nie sądzę, żebyś to ty bez niej wytrzymał niżeli ona bez ciebie. Odezwał się głos w mojej głowie, który miałem ochotę zmieszać z ziemią. Wstałem z łóżka, udając się do pod prysznic. Po dziesięciu minutach byłem już gotowy do wyjścia. Poprawiłem jeszcze włosy, zabrałem kluczyki, dokumenty, telefon i wyszedłem zamykając drzwi. Z racji tego, że było jeszcze rano ominąłem korki i już po pięciu minutach byłem pod szkołą. Zaparkowałem, ale postanowiłem poczekać jeszcze trochę między innymi na Jake. Chwilę później na parkingu pojawiła się Rose. Samochód postawiła naprzeciw mojego, w między czasie rozmawiając przez telefon, obserwowałem jej każdy ruch. Kiedy wysiadła, ktoś zagwizdał na jej widok. Nie powiem żeby mnie to zdziwiło, ale mimo to wkurzyło. Bardzo. Niespodziewanie zaczęła się donośnie śmiać wciąż rozmawiając przez telefon. Podnosząc głowę, jej wzrok napotkał mój, z całych sił starałem się by wyglądać obojętnie i chyba mi się to udało. Ona zaś szybko zabrała ze mnie swój wzrok i popędziła w kierunku wejścia do budynku. Minutę później przyjechał Jake i razem poszliśmy na sale. Po dziesięciu minutach wszyscy byli już w pomieszczeniu, a dyrektor zaczął swoje jakże interesujące przemówienie. Po godzinie stania w tej głupiej sali i przekładania z nogi na nogę dostaliśmy świadectwa i mogliśmy wyjść, jako jak to określił pan dyrektor " dorośli ludzie " ciekawe, naprawdę. Razem Jakiem staliśmy na parkingu, oparci o swoje auta. Obgadywaliśmy szczegóły dzisiejszego wieczoru.
- No stary jak tam nastrój? - zagadał Jake.
- Dobrze wiesz, że i tak wygram więc nie ma się czym przejmować. - zaśmiałem się, byłem pewien wygranej choćbym miał umrzeć.
- Nie chcę cię denerwować, ale słyszałem, że ta walka jest ustawiona...- nie, no co on pieprzy?
- Przestań pierdolić, obaj wiemy, że nic się nie stanie, wszytko będzie tak jak zakładałem, przez ostatni tydzień dałem sobie nieźle popalić więc chyba nie poszło to na marne? - warknąłem z rozdrażnieniem. Nic nie może się stać. Powtarzałem w myślach jak mantrę.
- To co o dwudziestej na ringu? - zapytał.
- Nie mogę się doczekać.- zaśmiałem się i odwróciłem by wsiąść do samochodu i kątem oka zobaczyłem, że Rose przysłuchuje się rozmowie, jednak kiedy nasz wzrok się spotkał szybko się odwróciła. Sama tego chciałaś Rosie...spokoju ode mnie, to będziesz go miała. Chyba sam w to nie wierzysz Zayn...
                                                                                    
   







Proszę o chociaż parę komentarzy, naprawdę będę wdzięczna, a rozdziały będą pojawiały się częściej. :)
Buziaki dla wszystkich którzy czytają, a osobę która skomentowała kocham! :* ^^ 
/ R.

                                                                                   

3 komentarze:

  1. ŚWIETNE ! :D Uwielbiam twojego bloga i już nie mogę się doczekać kolejnego rozdziału :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Kiedy kolejny rozdział ? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem czy jest sens, aby dalej pisac ta historie...:/

      Usuń